Schyłek lata to dla mnie moment na kilka domowych porządków, których nie warto odkładać do pierwszych chłodów. Niektóre rzeczy wymagają bowiem sporo czasu, aby ponownie nadawały się do schowania w szafie. Gdy na zewnątrz jest jeszcze ciepło, całe zadanie okazuje się znacznie prostsze. Wystarczy dobrze wykorzystać pogodę, zamiast za kilka tygodni szukać sposobu na przyspieszenie całego procesu.

Pranie dużych tekstyliów zostawiam na koniec lata. Pogoda robi połowę pracy

Pod koniec sierpnia zabieram się za kołdry, koce i narzuty, które przez kolejne miesiące będą regularnie używane. Pranie takich rzeczy jest bardziej kłopotliwe niż odświeżenie zwykłych ubrań, ponieważ grube materiały i wypełnienia chłoną dużo wody. Nawet po intensywnym wirowaniu potrzebują sporo czasu, żeby całkowicie wyschnąć.

Zobacz także:

Właśnie dlatego staram się wykorzystać ostatnie ciepłe i suche dni. Kołdrę czy koc mogę wtedy rozwiesić na balkonie, tarasie albo w ogrodzie. Jeśli nie mam takiej możliwości, stawiam suszarkę przy szeroko otwartym oknie i zapewniam dobrą cyrkulację powietrza. Ciepło oraz ruch powietrza wykonują sporą część pracy bez dodatkowego zużycia energii.

Jesienią wysuszenie kołdry robi się kłopotliwe. Czasem trzeba za nie dodatkowo zapłacić

fot: Yuliya Sheynina/GettyImages

Sytuacja zmienia się wraz z nadejściem chłodnych, wilgotnych dni. Grube tekstylia schną wtedy w mieszkaniu znacznie wolniej, a pozostawienie ich wilgotnych na zbyt długo może skończyć się nieprzyjemnym, stęchłym zapachem. Do tego podczas suszenia sporo wilgoci trafia do powietrza w pomieszczeniu.

W takich warunkach częściej trzeba wspomóc się suszarką bębnową, jeśli dany produkt można w niej suszyć. Innym rozwiązaniem staje się ogrzewane pomieszczenie, gdy sezon grzewczy już się rozpocznie. Oba sposoby wiążą się ze zużyciem energii, dlatego wolę wykonać pranie kołdry wcześniej i wykorzystać naturalne ciepło. Nie suszę jej natomiast bezpośrednio na kaloryferze – grzejnik powinien mieć możliwość swobodnego oddawania ciepła do pomieszczenia.

Nie wrzucam kołdry do pralki w przypadkowy dzień. Najpierw patrzę na prognozę

Przy dużych tekstyliach znaczenie ma nie tylko temperatura. Zanim uruchomię pralkę, sprawdzam również prawdopodobieństwo opadów i wilgotność powietrza. Najlepiej wybrać suchy dzień i zacząć rano. Dzięki temu kołdra ma przed sobą wiele godzin na schnięcie.
Pomaga mi też kilka prostych zasad:

  1. Przed praniem sprawdzam metkę i dopuszczalną temperaturę oraz sposób suszenia.
  2. Wybieram odpowiednie wirowanie, jeśli producent na nie pozwala.
  3. Rozwieszam materiał możliwie szeroko, zamiast składać go na kilka warstw.
  4. Co pewien czas obracam kołdrę, aby powietrze docierało do różnych części.

Wskazówka: zanim schowasz kołdrę do szafy lub założysz na nią poszwę, sprawdź nie tylko materiał zewnętrzny. Wypełnienie również musi być całkowicie suche.

Kołdra to dopiero początek. Te rzeczy też warto odświeżyć przed chłodami

Skoro trafił się ciepły i suchy weekend, nie ograniczam się do jednej rzeczy. Podobną zasadę stosuję do tekstyliów, których suszenie jesienią może zajmować wiele godzin. Nie piorę wszystkiego naraz, tylko rozkładam porządki na kilka pogodnych dni.

Czytaj także: Nie włączam od razu ogrzewania, gdy pranie nie chce schnąć. Zasada 5 minut jest zawsze skuteczna i nic nie kosztuje

Do tej grupy zaliczam grube koce, pledy, narzuty, ochraniacze na materac czy większe poszewki dekoracyjne. Oczywiście każdorazowo sprawdzam sposób pielęgnacji wskazany przez producenta, ponieważ część materiałów wymaga delikatniejszego traktowania albo profesjonalnego czyszczenia. Dzięki temu jesienią wyciągam z szafy już odświeżone tekstylia. A ostatnie ciepłe dni wykorzystuję jako naturalną „suszarnię”, za którą nie pojawi się dodatkowa pozycja na rachunku.