Mam słabość do klimatycznego oświetlenia. Zwłaszcza latem, kiedy wieczory są długie, a balkon czy taras stają się dodatkowym salonem pod chmurką. Przez lata testowałam różne lampiony, girlandy i dekoracyjne lampki. Problem zwykle był ten sam – kable, baterie albo dodatkowe rachunki za prąd.
Właśnie dlatego coraz częściej zwracam uwagę na rozwiązania solarne. Ostatnio zauważyłam, że prawdziwym hitem stały się lampy imitujące żywy płomień. Efekt jest bardzo naturalny, a jednocześnie nie trzeba martwić się ogniem czy wymianą świec. Gdy zobaczyłam model z Lidla, od razu wiedziałam, że muszę go mieć.
Zobacz także:
Na grupkach zakupowych wszyscy pokazują lampki z efektem płomienia. Sama w końcu uległam temu trendowi
Ostatnie tygodnie spędziłam na przeglądaniu inspiracji do ogrodu i na balkon. W oczy wyjątkowo często rzucały mi się zdjęcia lamp solarnych imitujących płomień. Ludzie pokazywali je na tarasach, przy ścieżkach ogrodowych, na balkonach i w altanach. W komentarzach powtarzało się jedno – efekt jest dużo lepszy niż na zdjęciach produktowych.
Początkowo myślałam, że to kolejny internetowy trend, który szybko przeminie. Im więcej jednak oglądałam zdjęć i opinii, tym bardziej zaczynałam rozumieć ich popularność. Postanowiłam więc znaleźć model dla siebie. Ostatecznie mój wybór padł na lampę solarną LIVARNO home z Lidla. Już po pierwszym wieczorze wiedziałam, że to był świetny zakup.
Ta lampa solarna z Lidla wygląda jak prawdziwa świeca. Sama włącza się po zmroku
Lampa solarna LIVARNO home kosztuje 59,90 zł i już na pierwszy rzut oka wygląda znacznie drożej, niż wskazuje cena. Producent postawił na prosty, elegancki design, który pasuje zarówno do nowoczesnych balkonów, jak i klasycznych ogrodów.
Największą uwagę przyciąga znajdująca się wewnątrz dioda LED. Nie świeci ona zwykłym, jednostajnym światłem. Została zaprojektowana tak, by imitować naturalny ruch płomienia świecy. Dzięki temu po zmroku lampa wygląda niezwykle realistycznie.
fot. lidl.pl
To właśnie ten efekt sprawia, że wiele osób porównuje ją do ekskluzywnych lampionów z restauracyjnych ogródków czy luksusowych hoteli. Światło jest delikatne, ciepłe i bardzo klimatyczne. Lampa została wyposażona w nowoczesną ramę ze stali nierdzewnej oraz zintegrowany panel słoneczny. W ciągu dnia ładuje się samodzielnie dzięki energii słonecznej, a po zmroku automatycznie zaczyna świecić.
Producent deklaruje czas pracy sięgający około 8 godzin przy pełnym naładowaniu. To oznacza, że bez problemu będzie towarzyszyć nam przez cały wieczór, czyli od kolacji na tarasie aż do późnych godzin nocnych.
Dużym plusem jest także uniwersalność. Lampę można zamontować na balustradzie balkonowej za pomocą regulowanego uchwytu albo umieścić bezpośrednio w ziemi dzięki dołączonemu szpikulcowi. Świetnie sprawdzi się więc zarówno na niewielkim balkonie w bloku, jak i w dużym ogrodzie.
Co ciekawe, może również pełnić funkcję niewielkiej lampy stołowej podczas letnich spotkań na tarasie. Wymiary około 8 x 8 x 23,5 cm sprawiają, że nie zajmuje dużo miejsca, ale jednocześnie jest dobrze widoczna po zmroku.
Używam lamp solarnych od lat. Dzięki nim oszczędzam pieniądze i nie muszę nic robić
Od kilku sezonów praktycznie zrezygnowałam z klasycznego oświetlenia dekoracyjnego na zewnątrz. Powód jest prosty. Lampy solarne są po prostu wygodniejsze. Nie trzeba prowadzić kabli, szukać przedłużaczy ani pamiętać o wymianie baterii. W ciągu dnia ładują się same, a wieczorem automatycznie zaczynają świecić. Dzięki temu co sezon oszczędzam na energii elektrycznej.
Może pojedyncza lampka nie pobierałaby dużo prądu, ale kiedy na tarasie stoi kilka punktów świetlnych, różnica zaczyna być zauważalna. Ogromnym plusem jest również praktycznie bezobsługowe działanie. Wystarczy ustawić lampę w miejscu, gdzie dociera słońce, a reszta dzieje się sama.
Ten artykuł również może cię zainteresować: Zamiast klasycznego stolika i solarów, kupiłam ten HIT z Biedronki. Świeci i mam miejsce na kawkę
To właśnie dlatego od razu wzięłam trzy sztuki. Wieczorem tworzą przyjemny, ciepły klimat, a ogród wygląda jak mały wakacyjny kurort. I co najważniejsze, rachunki za prąd nie rujnują portfela.









