Przez długi czas wydawało mi się, że trudno znaleźć ciekawszy sposób na ozdobienie ogrodu po zmroku lampki. Coraz częściej miałam jednak wrażenie, że identyczne rozwiązania pojawiają się niemal na każdym tarasie, balkonie i przy każdej rabacie. Szukałam czegoś subtelniejszego, co nie będzie przyciągało uwagi w ciągu dnia, za to wieczorem stworzy przyjemny, baśniowy klimat. Podczas wizyty w Pepco trafiłam na niewielki gadżet, który od razu wzbudził moją ciekawość. Postanowiłam sprawdzić, czy rzeczywiście może dać taki efekt, jak obiecywał producent.

Dają przyjemne światło. Nie trzeba kabla i baterii

Fluorescencyjne kamyczki dekoracyjne z Pepco sprzedawane są w zestawie liczącym 100 sztuk za 12 zł. Łatwo policzyć, że jedna sztuka kosztuje zaledwie 0,12 zł. Za dnia wyglądają jak niewielkie, jasne, gładkie kamienie i nie zwracają na siebie większej uwagi. Producent informuje, że po wcześniejszym naświetleniu emitują zielonkawe światło i właśnie ten efekt najbardziej mnie zaciekawił. Nie trzeba podłączać ich do prądu, wymieniać baterii ani pamiętać o ładowaniu. Wystarczy, że wcześniej miały dostęp do światła, a po zapadnięciu zmroku zaczynają delikatnie świecić. 

Zobacz także:

Taki sposób działania od razu wydał mi się ciekawszy od kolejnych ozdób, które świecą intensywnie przez całą noc. Tutaj efekt jest bardziej dyskretny i przypomina drobne świetlne punkty rozsiane między roślinami. Kamyczki są lekkie, wykonane z tworzywa sztucznego i można je od razu rozłożyć dokładnie tam, gdzie chce się uzyskać dekoracyjny akcent.

Fot. pepco.pl

Najpierw rozsypałam je w doniczkach, później wzdłuż ścieżki. Prezentują się pięknie

Na początek wsypałam część kamyczków do dużych donic z trawami ozdobnymi stojącymi przy tarasie. Pozostałe rozsypałam na niewielkiej rabacie oraz wzdłuż obrzeża ścieżki prowadzącej do altany. Już pierwszego wieczoru zauważyłam, że najlepiej wyglądają tam, gdzie nie ma zbyt wielu innych źródeł światła. Delikatna poświata nie konkuruje z otoczeniem, tylko subtelnie podkreśla kształt roślin i tworzy przyjemny klimat. Kamyczki nie dominują całej kompozycji, dzięki czemu ogród nadal wygląda naturalnie.

Spodobało mi się również to, że w ciągu dnia praktycznie wtapiają się w podłoże i nie odwracają uwagi od kwiatów czy ozdobnych liści. Bez problemu można je przełożyć w inne miejsce, jeśli pojawi się nowy pomysł na aranżację. Po kilku dniach zaczęłam eksperymentować z ich rozmieszczeniem i zauważyłam, że nawet niewielka liczba rozsypana punktowo wygląda znacznie lepiej niż gruba warstwa ułożona w jednym miejscu. Dzięki temu cały efekt wydaje się bardziej naturalny i nie sprawia wrażenia sztucznej dekoracji.

Czytaj też: U sąsiadki zimne solary, a u mnie ciepłe latarenki. Wyrwałam w Jysk kamionkową perełkę, robi mi klimacik na balkonie

Delikatna poświata wpisuje się w styl whimsy garden. Jest magicznie

Trend whimsy garden stawia przede wszystkim na swobodę, lekkość i odrobinę baśniowego klimatu. Nie chodzi o perfekcyjnie zaplanowane rabaty ani geometryczne kompozycje, lecz o ogród, który sprawia wrażenie naturalnego, ale i bajkowego z odrobiną dzikości. Właśnie dlatego fluorescencyjne kamyczki tak dobrze wpisały się w moją przestrzeń. Nie świecą mocnym światłem i nie skupiają na sobie całej uwagi. Tworzą raczej delikatne punkty rozproszone pomiędzy roślinami, które dostrzega się dopiero po zmroku.

Taki efekt bardzo przypomina migoczące świetliki i sprawia, że ogród nabiera zupełnie innego charakteru. Najbardziej podoba mi się to, że dekoracja nie wygląda nachalnie. Wieczorem można usiąść na tarasie z kubkiem herbaty i po prostu obserwować subtelną poświatę pojawiającą się między donicami i rabatami. Właśnie takich dodatków szukałam, ponieważ nie chciałam kolejnych mocnych źródeł światła, które dominują nad roślinami. Tutaj pierwsze skrzypce nadal gra zieleń, a fluorescencyjne kamyczki jedynie delikatnie ją podkreślają.

Kupiłam jeden zestaw, wróciłam po kolejny. To cacuszko jest tego warte

Zestaw liczący 100 sztuk sprawdził się przede wszystkim do zaakcentowania wybranych miejsc. Wypełniłam nimi dwie większe donice i fragment rabaty, dzięki czemu mogłam przekonać się, jaki efekt daje takie rozwiązanie w praktyce. Gdybym chciała udekorować całą ścieżkę albo większą część ogrodu, z pewnością sięgnęłabym po dwa lub trzy opakowania. Cena nie wydaje się wygórowana, zwłaszcza że mówimy o dekoracji wielokrotnego użytku.

Kamyczki można bez problemu przenieść do innych donic, wykorzystać przy kolejnych nasadzeniach albo zmienić ich układ, kiedy najdzie ochota na odświeżenie aranżacji. Poleciłabym je przede wszystkim osobom, które mają niewielki ogród, balkon albo taras i szukają prostego sposobu na dodanie przestrzeni odrobiny wieczornego uroku. Mnie przekonały właśnie swoją prostotą. Nie potrzebują zasilania, nie wymagają montażu i nie zajmują wiele miejsca, a po zmroku potrafią stworzyć subtelny efekt, którego wcześniej w moim ogrodzie po prostu brakowało. Za 12 zł trudno znaleźć dekorację, która w tak dyskretny sposób wprowadza do ogrodu klimat kojarzący się z estetyką whimsy garden.