Jesienne dekoracje mają jeden problem: w sklepach potrafią wyglądać pięknie, ale gdy zaczniemy kompletować kilka ozdób do jednego wnętrza, rachunek szybko rośnie. Dlatego zamiast kupować gotową kompozycję, wolę potraktować sklepową półkę jak miejsce, z którego wybieram pojedyncze elementy. Potem wystarczy trochę pokombinować z ich ułożeniem. W ten sposób łatwiej dopasować dekorację do mieszkania, a po sezonie rozłożyć ją na części i wykorzystać ponownie za rok.
W Obi znalazłam dynie za nieco ponad 3 zł za sztukę. Od nich zaczęłabym jesienną dekorację
Najbardziej spodobał mi się zestaw sześciu styropianowych dyń za 19,99 zł, czyli około 3,34 zł za sztukę. Są niewielkie, mają ciepły pomarańczowy kolor, wyraźne żłobienia i szare ogonki, a ich powierzchnia nie jest idealnie jednolita. Dzięki drobnym przebarwieniom i jaśniejszym punkcikom z daleka mogą przypominać małe prawdziwe dynie. I właśnie takie detale sprawiają, że dekoracja nie wygląda zbyt plastikowo.
Zobacz także:
fot: obi.pl
Nie ustawiałabym jednak wszystkich sześciu sztuk grzecznie w jednym rzędzie. Znacznie ciekawiej wyglądają w niewielkich grupach po dwie lub trzy. Jedną można położyć na stosie książek, kolejne na drewnianej tacy, a resztę wykorzystać do stroika na stół. W moim przypadku najlepiej działają dekoracje, które da się szybko przestawić, gdy potrzebuję wolnego blatu. Styropianowe dynie są lekkie, więc tutaj nie ma problemu z ciągłym przenoszeniem ciężkich ozdób.
Co więcej, taka baza nie zwiędnie ani nie zacznie mięknąć po kilku dniach. Prawdziwe dynie nadal warto wykorzystać jesienią, ale sztuczne mogą zostać z nami przez cały sezon i wrócić do pudełka przed zimą.
Gotowy wianek kosztuje prawie 40 zł. Podobny klimat można stworzyć po swojemu
W Obi jest też gotowy żółto-pomarańczowy wianek o średnicy 30 cm za 39,99 zł. Wygląda efektownie, bo łączy zielone liście z drobnymi kwiatami i gałązkami w odcieniach żółci oraz pomarańczu. Potraktowałabym go jednak przede wszystkim jako inspirację do własnego DIY. Zwłaszcza że na tej samej sklepowej półce można znaleźć pojedyncze elementy za znacznie mniejsze kwoty.
fot: obi.pl
Sztuczna gałązka z pomarańczowymi liśćmi o długości 32 cm kosztuje 6,99 zł, a ozdobna kompozycja o długości 28 cm – 7,99 zł. Ta druga jest już bardziej rozbudowana: ma słonecznik, kolorowe liście, drobne owoce i szyszkę. Wystarczy więc prosta baza wianka, trochę cienkiego drutu florystycznego lub sznurka i kilka dodatków znalezionych podczas spaceru.
fot: obi.pl
Do sztucznych gałązek można dołożyć prawdziwe szyszki, żołędzie czy suche trawy. Sama lubię takie mieszanie gotowych ozdób z tym, co można przynieść ze spaceru, bo kompozycja staje się mniej „sklepowa”. Nie trzeba też wypełniać całego koła. Wianek ozdobiony tylko z jednej strony wygląda lekko, a do jego wykonania potrzeba mniej materiałów. Jeśli jesienią zmieni mi się koncepcja, elementy mogę odpiąć i ułożyć zupełnie inaczej.
Po dekoracje zajrzyj też do Pepco: Takie lampki widziałam już nieraz, ale w takim wydaniu po raz 1. Pepco robi jesienny klimat za śmieszne 15 zł
Nie tylko wianek na drzwi. Z tych samych dodatków zrobię kilka dekoracji
Sztuczne gałązki dają więcej możliwości, niż może się wydawać. Bukiet sześciu gałązek o długości 40 cm kosztuje 19,99 zł i występuje w kilku jesiennych wersjach kolorystycznych. Można wstawić go do ceramicznego dzbanka albo prostego szklanego wazonu, ale ja rozdzieliłabym poszczególne gałązki. Jedna trafiłaby do wianka, druga między dynie, a pozostałe do małych wazoników. Dzięki temu jeden produkt nie tworzy jednej dekoracji, tylko kilka drobnych akcentów w mieszkaniu.
Ciekawą opcją jest również długa na 185 cm girlanda z jesiennych liści, choć kosztuje już 79,99 zł. Można rozwiesić ją na komodzie, wokół lustra albo na półce. Jeśli jednak zależy nam przede wszystkim na oszczędności, zaczęłabym od tańszych gałązek i dyń.
Jesienią łatwo przesadzić z liczbą ozdób, dlatego dobrze trzymać się jednej palety barw. Pomarańcz, rdzawy brąz, zgaszona zieleń i trochę beżu wystarczą, żeby wnętrze wyglądało sezonowo. Kilka dyń, liści i szyszek zrobi większy efekt niż kilkanaście przypadkowych bibelotów. A gdy znudzą się po kilku tygodniach, można przełożyć je w inne miejsce zamiast kupować kolejny komplet.

Obserwuj nas na Google







