Końcówka sierpnia wcale nie oznacza, że można już zapomnieć o szkodnikach w ogrodzie. Na grządkach nadal dojrzewają warzywa, a na rabatach pozostaje sporo soczystych, delikatnych części roślin. Czasem dopiero rano zauważam, że przez noc ktoś urządził sobie na nich prawdziwą ucztę. Zamiast od razu sięgać po sklepowe preparaty, wolę najpierw wykorzystać proste metody, które mam pod ręką. Jedna z nich nie kosztuje mnie praktycznie ani złotówki, a przy odrobinie systematyczności pozwala szybko zareagować.
Skąd biorą się pomrowy w ogrodzie? Pod koniec lata znajdują mnóstwo kryjówek
Nagie ślimaki lubią miejsca wilgotne, zacienione i osłonięte przed słońcem. Dlatego chętnie chowają się pod donicami, deskami, kamieniami, gęstymi liśćmi czy w zalegających resztkach roślin. Można znaleźć je również w pobliżu kompostownika oraz na często podlewanych grządkach. Nie oznacza to więc, że ogród jest zaniedbany. Nawet na uporządkowanej działce może znaleźć się wystarczająco dużo wilgotnych zakamarków, by pomrowy miały gdzie przeczekać dzień.
Zobacz także:
Na przełomie sierpnia i września noce stają się chłodniejsze, częściej pojawia się rosa, a po opadach ziemia długo pozostaje wilgotna. Właśnie wtedy warto uważniej obserwować rośliny. Pomrowy mogą wygryzać nieregularne dziury w liściach, uszkadzać młode pędy, siewki oraz warzywa znajdujące się blisko ziemi. Charakterystyczną wskazówką są również połyskujące ślady śluzu pozostawione na roślinach i podłożu.
Wieczorem biorę latarkę i ruszam między grządki. Pomrowy znacznie łatwiej wtedy znaleźć
fot: geografika/AdobeStock
W ciągu dnia szukanie nagich ślimaków często kończyło się u mnie bez większych rezultatów. Nic dziwnego – w słońcu chowają się w chłodniejszych i wilgotniejszych miejscach. Dlatego czekam, aż zrobi się ciemno, biorę zwykłą latarkę i powoli obchodzę grządki. Wieczorem i nocą, szczególnie po deszczu, ślimaki wychodzą z kryjówek i zaczynają żerować. Nie trzeba przy tym kupować żadnych pułapek ani specjalistycznego sprzętu.
Światło latarki pomaga zauważyć zarówno same ślimaki, jak i błyszczące pasma śluzu. Zaglądam pod większe liście, przy obrzeża rabat, wokół donic, skrzynek i między gęsto rosnące warzywa. Znalezione osobniki zbieram w rękawiczkach lub szczypcami do pojemnika. Nie warto jednak przenosić ich jedynie na drugi koniec własnej działki, skąd mogą ponownie dostać się na grządki. Lepiej usuwać je z ogrodu zgodnie z zasadami obowiązującymi na danym terenie.
Wskazówka: po deszczu na taki obchód wychodzę nieco wcześniej. Wilgoć sprawia, że ślimaki szybciej opuszczają kryjówki, dlatego łatwiej znaleźć ich więcej podczas jednego przejścia po ogrodzie.
Dziury w liściach to niejedyny problem. Nagie ślimaki potrafią zniszczyć sporo roślin
Pojedyncza dziura na dużym liściu zwykle nie jest jeszcze powodem do paniki. Problem zaczyna się wtedy, gdy ślimaków jest dużo i każdej nocy wracają na te same grządki. Szczególnie narażone są młode, delikatne rośliny, które w krótkim czasie mogą zostać mocno objedzone. Pomrowy interesują się również dojrzewającymi warzywami i owocami leżącymi na ziemi.
Ich obecność można rozpoznać po kilku charakterystycznych sygnałach:
- nieregularnych dziurach w liściach,
- uszkodzonych młodych pędach i siewkach,
- nadgryzionych warzywach oraz owocach,
- błyszczących śladach śluzu na roślinach i ziemi.
Dlatego również pod koniec lata regularnie oglądam grządki. Szczególną uwagę zwracam na miejsca wilgotne oraz osłonięte przez duże liście. Kilka minut kontroli rano pozwala szybko ocenić, gdzie wieczorem warto skierować światło latarki.
Czytaj także: Teściowa ma ogrodniczy i odradza ten zabieg przy hortensjach ogrodowych we wrześniu. Raz nie posłuchałam i wiosną nie zakwitły
Nie tylko latarka pomaga na ślimaki. Dwa proste patenty prawie nic nie kosztują
Pierwszym sposobem jest przygotowanie ślimakom kryjówki, którą później łatwo skontrolować. Wieczorem kładę na wilgotnej ziemi starą deskę albo kawałek grubej tektury. Pod spodem powstaje ciemne, chłodne miejsce, w którym nagie ślimaki mogą szukać schronienia. Rano wystarczy podnieść materiał i sprawdzić, czy coś się pod nim ukryło. To prosty patent wykorzystujący rzeczy, które zwykle już mamy w domu lub altanie.
Druga metoda polega na zrobieniu dokładnie odwrotnej rzeczy, czyli ograniczeniu naturalnych kryjówek. Usuwam zalegające chwasty, zwiędłe części roślin, mokre deski i przedmioty leżące bezpośrednio na ziemi. Warto też podlewać ogród rano, a nie późnym wieczorem. W ciągu dnia powierzchnia podłoża zdąży wtedy nieco przeschnąć i nocą nie będzie aż tak sprzyjająca ślimakom. Najlepszy efekt daje mi połączenie tych prostych porządków z regularnymi wieczornymi obchodami. Zamiast jednorazowej walki ze szkodnikami ograniczam miejsca, w których mogą się chować, i jednocześnie wyłapuję te, które już pojawiły się na grządkach.

Obserwuj nas na Google







