Początek września to dla mnie moment, kiedy powoli zaczynam przygotowywać mieszkanie na chłodniejsze miesiące. Do uruchamiania kaloryferów jeszcze mi się nie spieszy, ale wolę zrobić kilka drobiazgów teraz, niż przypomnieć sobie o nich przy pierwszym większym ochłodzeniu. Szczególnie że niektóre nie wymagają ani fachowca, ani dużych wydatków.

Folia aluminiowa za grzejnikiem to prosty patent na chłodne miesiące. Przygotowuję ją już we wrześniu

Co roku przed rozpoczęciem sezonu grzewczego stosuję w mieszkaniu jeden konkretny patent. Folia aluminiowa za grzejnikiem to mój prosty sposób na to, żeby później lepiej wykorzystać ciepło oddawane przez kaloryfer. Nie umieszczam jej jednak luzem, a przygotowuję ekran z kawałka tektury, który wkładam między urządzenie a ścianę. Robię to już na początku września, kiedy kaloryfery są jeszcze zimne i bez problemu mogę dostać się do przestrzeni za nimi.

Zobacz także:

Do jego wykonania potrzebuję właściwie tylko kawałka tektury oraz zwykłej folii aluminiowej. Karton przycinam tak, żeby zmieścił się za kaloryferem, a następnie dokładnie pokrywam go folią. Błyszczącą powierzchnię kieruję w stronę grzejnika. Tak przygotowany ekran umieszczam na ścianie za kaloryferem, pilnując przy tym, żeby nie blokował przepływu powietrza wokół urządzenia.

Gdy przyjdą pierwsze naprawdę chłodne dni, wszystko jest już gotowe i nie muszę o tym pamiętać. Wystarczy, że uruchomię ogrzewanie. Można oczywiście kupić gotowy ekran zagrzejnikowy, ale ja wykorzystuję to, co mam pod ręką. Stary karton i rolka folii aluminiowej wystarczają, żeby przygotować prostą wersję praktycznie bez dodatkowych wydatków.

Sezon grzewczy nie musi oznaczać marnowania części ciepła. Ekran ogranicza ogrzewanie ściany

Za tym niepozornym sposobem stoi całkiem logiczna zasada. Kaloryfer oddaje ciepło do pomieszczenia, ale jednocześnie ogrzewa znajdującą się bezpośrednio za nim ścianę. Jeżeli jest to ściana zewnętrzna, zwłaszcza słabiej zaizolowana, część energii może być w ten sposób tracona. Odbijająca powierzchnia umieszczona za grzejnikiem pomaga ograniczyć pochłanianie części promieniowania cieplnego przez ścianę.

fot. Elena Medoks/Adobe Stock

Nie oznacza to oczywiście, że kawałek folii sprawi, iż kaloryfer nagle zacznie wytwarzać więcej energii. Chodzi o lepsze wykorzystanie ciepła, które urządzenie już oddaje. Zamiast niepotrzebnie nagrzewać ścianę znajdującą się tuż za nim, większa część promieniowania może zostać skierowana w stronę wnętrza.

To też może cię zainteresować: Włosi wystawiają przed domy butelki z płynem. Nie są dla spragnionych, lepiej ich nie ruszać, prawdziwy powód zaskakuje

Ogrzewanie może kosztować sporo, dlatego najpierw ograniczam straty. Dopiero później myślę o podkręcaniu kaloryfera

Największą zaletę tego patentu widzę właśnie w oszczędności. Dzięki temu, że ekran za grzejnikiem pomaga lepiej wykorzystać oddawane przez niego ciepło, nie mam potrzeby ustawiania kaloryferów na najwyższą moc. W moim mieszkaniu średnie ustawienie spokojnie wystarcza, żeby zrobiło się naprawdę ciepło, a część energii nie jest niepotrzebnie pochłaniana przez ścianę za grzejnikiem. Zamiast mocniej grzać i później martwić się wysokimi rachunkami, staram się jak najefektywniej wykorzystać ciepło, za które już płacę.

Na tym jednak moje przygotowania do chłodniejszych miesięcy się nie kończą. Pilnuję również, żeby kaloryferów nie zastawiały duże meble, ponieważ mogą utrudniać swobodne rozchodzenie się ciepłego powietrza po pomieszczeniu. Staram się też nie zasłaniać ich grubymi zasłonami. Przed sezonem sprawdzam dodatkowo szczelność okien i zwracam uwagę na miejsca, przez które może wpadać chłodne powietrze. Wszystkie te drobne działania mają jeden cel – zatrzymać w mieszkaniu jak najwięcej ciepła, zamiast nadrabiać jego straty coraz mocniejszym ogrzewaniem.