Spacerujesz włoską uliczką w środku upalnego dnia i nagle zauważasz przy wejściu do domu plastikową butelkę wypełnioną przezroczystym płynem. Łatwo pomyśleć, że ktoś zostawił wodę dla spragnionych przechodniów albo zwierząt. Nic bardziej mylnego. Za tym niepozornym widokiem kryje się stary domowy patent, który Włosi stosują w dość mało apetycznym celu. Co więcej, lepiej nie sprawdzać zawartości znalezionej butelki i zostawić ją dokładnie tam, gdzie stoi.
Spacerujesz po Włoszech i co kilka ulic widzisz butelkę przy ścianie. Nie jest to przypadek ani poczęstunek dla turystów
Włochy mają mnóstwo drobnych zwyczajów, które dla przyjezdnych początkowo są kompletnie niezrozumiałe. Do tej kategorii zdecydowanie zaliczyłabym plastikowe butelki wypełnione wodą i ustawione przy wejściach do domów, na chodnikach albo tuż pod ścianami budynków. Szczególnie w upalny dzień pierwsze skojarzenie może być całkiem sympatyczne: może gospodarz pomyślał o spragnionych przechodniach albo zwierzętach? Lepiej jednak nie traktować takiej butelki jak ulicznego źródełka. Jak opisuje „Fakt”, zwyczaj jest znany we Włoszech od dawna, a podobne rozwiązanie można spotkać również w innych krajach śródziemnomorskich, m.in. w Hiszpanii. Włoska „Gazzetta del Mezzogiorno” pisała o nim już w 2011 roku.
Zobacz także:
Butelki doczekały się nawet wymownego określenia „bottiglie antipipì”, które można przetłumaczyć po prostu jako „butelki anty-siku”. I w tym momencie romantyczna wizja włoskiej gościnności trochę się rozpada. Ich zadaniem ma być odstraszanie psów i kotów, które znaczą teren lub załatwiają się przy elewacjach, drzwiach i narożnikach budynków. Problem jest szczególnie dokuczliwy w gęstej miejskiej zabudowie, gdzie wejście do domu znajduje się bezpośrednio przy wąskim chodniku. Zamiast montować specjalne zabezpieczenia część mieszkańców sięga więc po najprostszy możliwy patent – napełnia plastikową butelkę wodą i stawia ją w miejscu, które chce ochronić. Dla turysty wygląda to zagadkowo, dla miejscowych bywa po prostu kolejnym elementem ulicznego krajobrazu.
fot. Adobe Stock | Mark
Woda ma zniechęcić psy i koty do znaczenia ściany. Problem w tym, że nikt nie udowodnił, że ten trik rzeczywiście działa
Cały pomysł opiera się na przekonaniu, że zwierzę nie będzie chciało załatwić swoich potrzeb w pobliżu stojącej wody. Istnieje też popularne wyjaśnienie mówiące o świetle i odbiciach powstających w przezroczystej butelce, które miałyby dezorientować lub odstraszać zwierzę. Brzmi sprytnie, ale zanim zaczniesz ustawiać podobny arsenał przed własnym domem, warto poznać drugą stronę tej historii. Nie ma wiarygodnych dowodów potwierdzających skuteczność „bottiglie antipipì”. Jak opisuje „Fakt”, sens tego rozwiązania od lat jest kwestionowany, a internet pełen jest relacji osób, które nie zauważyły żadnego efektu. Pojawiają się nawet żartobliwe historie o psach, które zamiast omijać butelki, wybierały właśnie je do oznaczania terenu.
Chcesz więcej ciekawostek? To również może ci się spodobać: Nie apartament, a cały dom za 1 euro. Sycylijskie miasteczko szuka nowych mieszkańców
Możliwe, że współczesny zwyczaj wyrósł ze starszego przekonania, zgodnie z którym ustawienie wody przy domu miało powstrzymywać zwierzęta przed zanieczyszczaniem wejścia. Dawniej miały służyć do tego miski, później ich miejsce zajęły łatwo dostępne plastikowe butelki. Dziś jest to więc raczej ludowy, domowy sposób niż metoda o potwierdzonej skuteczności. Mimo to zwyczaj nie zniknął. Co jakiś czas ponownie robi się o nim głośno, szczególnie latem, kiedy turyści fotografują zagadkowe butelki i pytają w mediach społecznościowych, dlaczego stoją przed włoskimi domami. Jeśli więc podczas następnego wyjazdu zauważysz kilka takich pojemników ustawionych przy ścianach, najprawdopodobniej nie trafiasz na wyjątkowo hojnych gospodarzy. Po prostu ktoś próbuje ochronić elewację przed bardzo konkretnym problemem.
Problem jest na tyle realny, że jedno z włoskich miast wprowadziło specjalne przepisy. Właściciel psa musi mieć wodę i posprzątać po pupilu
Historia robi się jeszcze ciekawsza, gdy spojrzymy na to, jak poważnie do kwestii czystości ulic zaczynają podchodzić niektóre włoskie miasta. „Fakt” opisuje przykład Livorno, gdzie od maja 2026 roku obowiązują przepisy dotyczące sprzątania moczu pozostawianego przez psy w przestrzeni publicznej. Właściciel czworonoga podczas spaceru powinien mieć przy sobie wodę w odpowiedniej butelce ze spryskiwaczem i użyć jej do oczyszczenia miejsca, w którym zwierzę oddało mocz. Dotyczy to m.in. chodników i ławek, a także zabrudzonych opon samochodów czy skuterów. Za niestosowanie się do zasad mogą grozić mandaty sięgające 500 euro. Władze tłumaczyły wprowadzenie rozwiązania m.in. wysokimi temperaturami oraz niewielką ilością opadów.
W takich warunkach problem zapachów i utrzymania higieny w mieście staje się szczególnie dokuczliwy. Co ciekawe, mamy więc dwa zupełnie różne rodzaje butelek związanych z dokładnie tym samym problemem. Jedne mieszkańcy ustawiają przed budynkami w nadziei, że odstraszą zwierzęta, drugie właściciele psów mają wykorzystywać do sprzątania po swoich pupilach. Dla turysty rozróżnienie ich przeznaczenia nie zawsze będzie oczywiste. Tym bardziej nie warto zakładać, że przezroczysta butelka stojąca samotnie przy murze jest przeznaczona do picia. Włoskie lato potrafi być bardzo gorące, ale po wodę zdecydowanie lepiej udać się do sklepu, kawiarni albo skorzystać z miejsca, o którym wiadomo, że oferuje wodę pitną.
Nawet jeśli wygląda jak zwykła woda, zostawiłabym ją w spokoju. Nie wiadomo, kto ją postawił ani jak długo stała w słońcu
Tu dochodzimy do najważniejszej zasady z punktu widzenia turysty: nie pij wody z przypadkowej butelki znalezionej na ulicy. Tak naprawdę jej nietypowe włoskie przeznaczenie jest tylko dodatkowym argumentem. Nie wiemy przecież, kto napełnił pojemnik, co dokładnie znajduje się w środku, jak długo butelka stoi przed domem ani w jakich warunkach była wcześniej przechowywana. Cytowany przez „Fakt” ekspert ds. żywienia Uwe Knop zwraca uwagę, że nie powinno się pić z przypadkowo znalezionych butelek, jeśli nie znamy ich pochodzenia i zawartości. W wysokich temperaturach dochodzi dodatkowo kwestia warunków przechowywania. Ja zastosowałabym jeszcze prostszą zasadę: skoro coś stoi przy cudzym domu i nie ma jasnej informacji, że jest przeznaczone dla przechodniów, po prostu tego nie ruszam. Przy okazji można potraktować „bottiglie antipipì” jako jedną z tych lokalnych ciekawostek, których nie znajdziemy na pierwszej stronie przewodnika, a które później najlepiej pamiętamy z podróży.

Obserwuj nas na Google







