Jesień lubię za swetry, gorącą herbatę i spokojniejsze wieczory, ale moje dłonie mają na ten temat inne zdanie. Kiedy robi się chłodniej, skóra szybko staje się szorstka i nieprzyjemnie napięta. Dokładają się do tego detergenty, suche powietrze w mieszkaniu oraz częste mycie rąk. To właśnie te czynniki, obok między innymi wiatru i mrozu, wymienia źródło opisujące domowy sposób na przesuszone dłonie. Zamiast bez końca dokładać kolejną porcję kosmetyku, raz na jakiś czas przygotowuję prosty kompres. Nie potrzebuję do niego żadnego wymyślnego składnika. Wystarczą siemię lniane i mleko.

Dwie łyżeczki siemienia łączę z trzema łyżkami mleka. Po kilku minutach powstaje gęsta mikstura przypominająca kisiel

Domowy sposób na suche dłonie zaskakuje, jednak tajemnicza proporcja 2:3 z tytułu okazuje się bardzo prosta. Do niewielkiego garnuszka wsypujemy dwie łyżeczki nasion siemienia lnianego i dodajemy trzy łyżki mleka. Całość trzeba gotować przez kilka minut. Mikstura stopniowo gęstnieje i zaczyna przypominać kisiel. I właśnie na tym kończy się najbardziej pracochłonna część tego domowego zabiegu. Nie odmierzam dziesięciu składników, nie robię zapasów drogich kosmetyków i nie spędzam pół wieczoru w łazience. Jest jednak jeden etap, którego nie pomijam. Po zdjęciu garnuszka z kuchenki czekam, aż zawartość ostygnie. Nie wkładam dłoni do gorącej mieszanki. Dopiero wystudzoną miksturę wykorzystuję jako kompres.

Zobacz także:

Dłonie zanurza się w niej na około 10 minut, a później wyciera ręcznikiem. Ja taki moment traktuję jako pretekst, żeby na chwilę przestać robić pięć rzeczy naraz. Siadam, odkładam telefon i daję dłoniom odpocząć. Siemię lniane nie pojawia się w tym przepisie przypadkiem. Warto zwrócić uwagę między innymi na zawarte w nasionach substancje śluzowe. Są to składniki o działaniu osłaniającym, nawilżającym i kojącym bardzo suchą skórę dłoni. Warto wspomnieć również o kwasach tłuszczowych omega 3 i witaminie E. 

fot. Adobe Stock | Kateryna Zinenko

Suche dłonie jesienią nie zawsze oznaczają, że używam za mało kremu. Winne bywają detergenty, częste mycie, wiatr i suche powietrze

Jesienią często automatycznie sięgam po krem i nakładam coraz grubszą warstwę. Tymczasem dobrze najpierw zastanowić się, dlaczego skóra tak szybko traci komfort. Przyczyn może być kilka i część z nich powtarzamy każdego dnia. Mróz, wiatr, silne detergenty, suche powietrze, częste mycie dłoni oraz stosowanie preparatów do dezynfekcji. Na kondycję skóry może wpływać również nieprawidłowa pielęgnacja. U mnie największą różnicę widzę po domowych porządkach. Zmywanie, czyszczenie łazienki czy używanie środków do sprzątania potrafią szybko dać się dłoniom we znaki. Dlatego kompres jest dla mnie dodatkiem do pielęgnacji, a nie usprawiedliwieniem dla dalszego traktowania skóry mocnymi detergentami bez ochrony.

Chcesz więcej ciekawych porad urodowych? To też warto sprawdzić: Ten staropolski trik na gęste włosy znów wraca do łask. Wystarczą 2 "chwasty" z polskiej łąki zamiast kolejnej drogiej wcierki

Staram się więc działać z dwóch stron. Z jednej ograniczam rzeczy, które niepotrzebnie przesuszają dłonie. Z drugiej dbam o regularną pielęgnację. Krem nadal zostaje w mojej łazience i nie zamierzam z niego rezygnować. Domowa mieszanka z siemienia i mleka jest po prostu dodatkowym rytuałem na dni, kiedy skóra staje się wyjątkowo szorstka. Ważne jest też rozróżnienie suchej skóry od poważniejszego problemu. Slne przesuszenie może prowadzić do pękania skóry, bólu i dyskomfortu. W sytuacji, gdy zwykła pielęgnacja nie pomaga, konieczna może być konsultacja z dermatologiem i specjalistyczne leczenie. Tego fragmentu nie ignoruję. Domowy kompres brzmi niewinnie i składa się z produktów znanych z kuchni, ale nie zastępuje leczenia ran, utrzymującego się stanu zapalnego czy innych niepokojących zmian.

Dziesięć minut wystarcza na cały domowy rytuał z siemieniem lnianym. Kremu nie wyrzucam, ale ten sposób traktuję jako dodatkową pielęgnację

Najbardziej przekonuje mnie prostota. Siemię lniane wiele osób ma już w kuchennej szafce, a niewielka ilość mleka również nie oznacza wielkich przygotowań. Nie robię całej miski mieszanki. Przygotowuję porcję zgodną z przepisem i wykorzystuję ją od razu po wystudzeniu. To również jeden z tych domowych sposobów, przy których łatwo przesadzić z obietnicami. Nie napiszę, że po jednym zabiegu znikną wszystkie pęknięcia, a dłonie staną się jak po profesjonalnym zabiegu. Podoba mi się za to sama konsystencja siemienia. Po podgrzaniu nasiona tworzą charakterystyczną śluzową, gęstą masę. Nie wygląda może jak kosmetyk z eleganckiego słoiczka, ale w tym przypadku wygląd naprawdę nie ma dla mnie większego znaczenia. Jesienią najważniejsza okazuje się regularność. Zakładam rękawiczki, gdy robi się zimno, chronię dłonie podczas sprzątania, nie zapominam o kremie, a od czasu do czasu przygotowuję taki prosty kompres. Jeden kuchenny patent nie naprawi wszystkich błędów pielęgnacyjnych, ale może stać się przyjemnym uzupełnieniem codziennej troski o skórę.