Wrześniowe poranki mają dla mnie jeden charakterystyczny zapach. Mokra ściółka, mech, sosny i termos z kawą od razu przypominają mi rodzinne wyprawy do lasu. Zawsze jest też ta sama niepewność. Po piętnastu minutach człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przyjechał w złe miejsce, a chwilę później pierwszy brązowy kapelusz wystający z mchu potrafi zupełnie zmienić humor. W tym roku nie warto jednak jechać na grzyby zupełnie w ciemno. Najnowsze raporty pokazują wyraźnie, że jedne części Polski mają już czym się pochwalić, podczas gdy w innych na pełne kosze nadal trzeba poczekać.

Wielkopolska mocno rozpoczęła wrześniowy sezon grzybowy. Z lasów płyną informacje o kilogramach borowików i dziesiątkach podgrzybków

Zastanawiasz się, gdzie są grzyby? To właśnie Wielkopolska wygląda obecnie szczególnie interesująco. Według raportów przytaczanych na stronie grzyby.pl jedna z grzybiarek zebrała około 5 kg młodych borowików. Inna osoba podczas godzinnego wyjścia znalazła ponad 50 podgrzybków. W okolicach Stobnicy prawdziwki pojawiały się nawet grupami po kilka sztuk, często były przy tym schowane w mchu. Jeszcze ciekawsze są doniesienia z lasów za Nowym Tomyślem. Pod koniec sierpnia jedna z grzybiarek odwiedziła pięć swoich miejsc i wróciła między innymi z kilkudziesięcioma borowikami, około 80 kurkami i 140 niewielkimi podgrzybkami. Takie liczby robią wrażenie, szczególnie gdy przypomnę sobie wyprawy, podczas których po dwóch godzinach na dnie koszyka leżały trzy grzyby i kanapka.

Zobacz także:

Nie oznacza to oczywiście, że wystarczy pojechać do Wielkopolski i zatrzymać samochód przy pierwszym lesie. Wysyp jest lokalny, a liczba grzybów potrafi mocno zmieniać się nawet między pobliskimi miejscami. Znaczenie mają wilgotność, rodzaj lasu, temperatura i wcześniejsze opady. Raporty są jednak dobrym sygnałem, że w tej części kraju sezon rzeczywiście nabiera rozpędu.

fot. Adobe Stock | pikselstock

Pomorze i Mazowsze również zapełniają koszyki. Małopolska na ich tle wypada obecnie znacznie skromniej

Dobre wiadomości płyną również z Pomorza. W sosnowym lesie z domieszką świerków i buków, przy trasie prowadzącej w kierunku Bytowa, podczas czterogodzinnego grzybobrania znaleziono 72 podgrzybki, ponad 80 maślaków i przeszło 20 borowików. Nie wszystkie większe okazy nadawały się jednak do zabrania, część była już robaczywa. Młodsze grzyby znajdowane w tym miejscu prezentowały się lepiej. Pełne kosze pojawiają się także na Mazowszu. Jeden z raportów mówi o ponad 110 grzybach zebranych w ciągu trzech godzin. Dominowały kurki, ale do koszyka trafiły również podgrzybki, maślaki i borowiki. Najwięcej okazów znajdowano w wilgotniejszych fragmentach lasu.

Chcesz więcej ciekawostek z Polski? To też warto sprawdzić: Nie trzeba być seniorem ani mieć Karty Dużej Rodziny. Każdy Polak może zgarnąć 300 zł na podróż. Nabór wniosków rusza w poniedziałek

Na tym tle słabiej wygląda obecnie Małopolska. Według zestawienia zbiory w tym regionie są znacznie mniejsze. Nie skreślam jednak całego województwa na podstawie pojedynczego raportu. Grzyby nie respektują granic administracyjnych, a sytuacja po kolejnych opadach może zmienić się szybko. Dlatego przed wyprawą do lasu sprawdzam przede wszystkim najświeższe doniesienia z konkretnej okolicy. 

Podgrzybki chowają się w mchu, a borowików szukam pod konkretnymi drzewami. Jeden znaleziony okaz jest sygnałem, żeby zwolnić

Obecnie szczególnie widoczne są podgrzybki brunatne. Pojawiają się w lasach sosnowych i mieszanych, często w mchu, przy starych drogach leśnych oraz na obrzeżach młodników. Jest też prosty zwyczaj, który pamiętam z wypraw ze starszymi grzybiarzami. Gdy znajduję jednego młodego podgrzybka, nie pędzę od razu dalej. Dokładnie oglądam kilka metrów dookoła, ponieważ owocniki często wyrastają grupami. Wciąż można natrafić również na kurki. Dobrze czują się w wilgotnej ściółce, mchu i igliwiu, a w części Warmii, Mazur oraz Mazowsza stanowią sporą część obecnych zbiorów. Borowików szlachetnych warto natomiast wypatrywać między innymi pod sosnami, świerkami, bukami i dębami.

Pod brzozami szukam koźlarzy, a w pobliżu sosen zwracam uwagę na maślaki. Kanie częściej pokazują się na polanach, skrajach lasów i trawiastych poboczach. Przy tych ostatnich trzeba zachować szczególną ostrożność. Duży parasolowaty kapelusz nie wystarcza do prawidłowego rozpoznania grzyba. Każdy okaz oceniam na podstawie wszystkich charakterystycznych cech i do koszyka wkładam wyłącznie te grzyby, których jestem pewna. To właśnie wolniejsze tempo daje mi zwykle najlepsze efekty. Małe kapelusze potrafią niemal całkowicie zniknąć między igłami i liśćmi. Kiedy znajdę pierwszego grzyba, przykucam i patrzę na ściółkę z niższej perspektywy. Nagle okazuje się, że samotny podgrzybek wcale nie był taki samotny.

Po ulewie nie biegnę do lasu następnego ranka. Na pierwszy rekonesans czekam kilka dni i wracam ponownie

Deszcz od razu uruchamia grzybiarską wyobraźnię. Wieczorem pada, więc rano chwytamy koszyk i ruszamy do lasu. Tymczasem grzyby nie pojawiają się nad ziemią natychmiast po opadach. Gdy ściółka była wcześniej bardzo sucha, jeden deszcz może jedynie zwilżyć jej górną warstwę. Pierwszy rekonesans najlepiej zaplanować po dwóch lub trzech dniach od solidnych opadów. Gdy las pozostaje wilgotny, a noce są stosunkowo ciepłe, w kolejnych dniach może pojawić się więcej owocników. Nie traktuję jednak tych dwóch czy trzech dni jak sztywnej zasady. Znaczenie mają również gatunek, temperatura gleby, wcześniejsza susza i ilość deszczu.

Dobrym patentem jest powrót do tego samego lasu. Najpierw zaglądam tam kilka dni po opadach, później sprawdzam miejsce ponownie po kolejnych dwóch lub trzech dniach. Małe borowiki i podgrzybki zauważone podczas pierwszego spaceru potrafią być dobrym sygnałem przed następną wyprawą. Nie muszę przy tym przedzierać się przez pół lasu. Aktualne raporty wskazują między innymi na wilgotną ściółkę i mech, okolice starych leśnych dróg, młodniki sosnowe, brzozowe zagajniki oraz miejsca na styku lasów iglastych i liściastych. Dobrym kierunkiem są też polany i trawiaste obrzeża.