Jesienią zawsze obiecuję sobie, że tym razem nie dam się zaskoczyć pierwszym przymrozkom. Wyciągam z szafy grubsze swetry, sprawdzam stan botków i szukam rękawiczek, które jakimś cudem co roku znikają. A potem wychodzę rano z domu i okazuje się, że w nogi jest mi zimno, choć resztę ciała mam dobrze osłoniętą. Nie przepadam za noszeniem kilku par spodni ani za grubymi rajstopami, które zsuwają się podczas chodzenia. Wolę ubrania miękkie, elastyczne i takie, o których po chwili zapominam. Właśnie dlatego zaczęłam przyglądać się ocieplanym legginsom. Szczególnie tym, które można nosić pod codziennymi ubraniami, bez efektu dodatkowej, niewygodnej warstwy.

Zimą marzną mi przede wszystkim nogi. Zwykłe jeansy lub spodnie materiałowe nie zawsze wystarczają na dłuższy spacer

Pamiętam, jak kiedyś wybierałam się na zimowy spacer w ulubionych jeansach. Założyłam ciepłą kurtkę, szalik i czapkę, więc byłam przekonana, że niczego mi nie zabraknie. Po kilkunastu minutach poczułam jednak, jak zimny materiał spodni zaczyna nieprzyjemnie chłodzić uda.

Zobacz także:

Od tamtej pory wiem, że zimą trzeba zadbać nie tylko o górną część garderoby. Nawet gruby sweter niewiele pomoże, kiedy nogi są słabo osłonięte przed chłodem. Największy problem mam z ubraniami, które są ciepłe, ale jednocześnie bardzo grube. Nie lubię, kiedy materiał zbiera się pod spodniami, tworzy fałdy na kolanach albo uciska mnie w pasie podczas siedzenia. Właśnie dlatego klasyczne, ciężkie kalesony nigdy nie były moim ulubionym rozwiązaniem.

Znacznie bardziej odpowiadają mi cienkie, dopasowane warstwy. Można założyć je pod luźniejsze spodnie i nie martwić się, że będą wystawały przy kostkach. Oczywiście trzeba dobrać je do fasonu ubrania. Pod bardzo obcisłymi jeansami nawet delikatne legginsy mogą okazać się niewygodne.

Zwracam też uwagę na wykończenie w pasie. Nic tak nie psuje wygody jak gumka, która wbija się w brzuch podczas siedzenia. Dobrze, kiedy legginsy trzymają się na miejscu, ale nie trzeba ich co chwilę poprawiać. Właśnie dlatego zaciekawił mnie model z Tchibo. Na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykłe ciemne legginsy, ale jego wnętrze kryje rozwiązanie, które szczególnie docenią osoby marznące jesienią i zimą.

Legginsy termoaktywne z Tchibo przeceniono na 39,99 zł. Miękki meszek i wygodny klin robią różnicę

W ofercie Tchibo znalazłam legginsy termoaktywne, które kosztują obecnie 39,99 zł zamiast 59,99 zł. Oznacza to obniżkę o około 33%. Najbardziej zainteresowała mnie ich wewnętrzna strona. Materiał został od środka poddany drapaniu, dzięki czemu jest miękki i przyjemny w dotyku. Powstaje w ten sposób delikatny meszek, który przypomina mi cienką, polarową warstwę.

fot. tchibo.pl

To właśnie takie wykończenie sprawia, że legginsy są przyjemniejsze podczas noszenia w chłodne dni. Miękka powierzchnia od wewnątrz daje dodatkowy komfort, szczególnie kiedy zakładamy je bezpośrednio na skórę.

Legginsy są nieprzezroczyste i mają grubość 100 DEN. To ważna informacja, ponieważ nie są zwykłymi, cienkimi rajstopami. Można rozważyć noszenie ich samodzielnie, choć ja traktowałabym je przede wszystkim jako wygodną warstwę pod dłuższy sweter, tunikę albo spodnie.

Podoba mi się również wykończenie w talii i na końcach nogawek. Zostało zaprojektowane tak, żeby materiał nie uciskał. To szczególnie ważne, kiedy nosimy legginsy przez kilka godzin i dużo się ruszamy. Ciekawym szczegółem jest wygodny klin, który zastosowano od rozmiaru 40/42. Taki dodatkowy element w kroku może poprawiać dopasowanie i ograniczać nieprzyjemne naprężenie materiału. Na rozmiarówkę również nie ma co narzkeać. Legginsy występują w rozmiarach S (36/38), M (40/42), L (44/46), XL (48/50) oraz XXL (52/54).

Ciepłe legginsy można nosić pod spodniami i długim swetrem. Tak wykorzystałabym je przez całą jesień i zimę

Pierwszy pomysł jest najbardziej oczywisty. Założyłabym legginsy pod luźniejsze jeansy albo spodnie materiałowe. Taka dodatkowa warstwa poprawia komfort cieplny, szczególnie kiedy na dworze wieje chłodny wiatr. Nie wybierałabym jednak bardzo obcisłych spodni. Dwie dopasowane warstwy potrafią ograniczać swobodę ruchów, nawet jeśli obie są elastyczne. Znacznie lepiej sprawdziłyby się jeansy o prostych nogawkach albo materiałowe spodnie z nieco luźniejszym krojem.

Drugi zestaw widzę z długim, grubym swetrem i wysokimi kozakami. To połączenie, które bardzo lubię zimą, bo jest wygodne i nie wymaga skomplikowanego dobierania dodatków. Do ciemnych legginsów wybrałabym sweter w kolorze kremowym, karmelowym albo przygaszonej zieleni. Jeśli sweter kończy się w okolicy bioder, dodałabym dłuższy płaszcz. Dzięki temu całość wyglądałaby bardziej elegancko, a ja czułabym się swobodnie podczas chodzenia.

To również może cię zainteresować: Po tę kurtkę będę stała w czwartek nawet w kilometrowej kolejce. Lidl wypuszcza wiatroodporne cudo z cieplutkim wypełnieniem

Warto też pomyśleć o noszeniu ich w domu. Jesienią i zimą nie zawsze mam ochotę chodzić w grubym dresie. Czasami wystarczy miękka para legginsów i dłuższa bluza. Taki zestaw sprawdza się podczas czytania, gotowania czy zwykłego odpoczynku.