Jesienią najbardziej brakuje mi światła. Rano za oknem często jest jeszcze szaro, a po południu dzień kończy się zdecydowanie za wcześnie. W takich chwilach zaczynam przyglądać się swojemu mieszkaniu i zastanawiać, co mogłabym zmienić, żeby zrobiło się w nim trochę przytulniej.
Nie mam jednak ochoty na wielkie przemeblowania ani kosztowne zakupy. Zdecydowanie wolę drobne dekoracje, które można wymienić w kilka minut. Nowa poszewka, niewielki stroik czy ozdoba na parapecie potrafią sprawić mi więcej radości niż kolejny duży mebel. Ostatnio szczególnie zainteresowałam się kuchennymi oknami. To miejsce, na które patrzę codziennie podczas przygotowywania śniadania, gotowania obiadu i zmywania naczyń. Pomyślałam więc, że właśnie tam przydałoby się coś ładnego.

Kuchenne okno nie musi być zasłonięte ciężką firanką. Zazdrostki wracają i mają w sobie mnóstwo uroku

Kiedy byłam dzieckiem, zazdrostka wisiała niemal w każdej kuchni. U babci była biała, delikatnie haftowana, z niewielką koronką przy dolnym brzegu. Zasłaniała tylko część szyby, dzięki czemu do pomieszczenia wpadało sporo dziennego światła. Zawsze uważałam, że dodają kuchni wyjątkowej przytulności.

Zobacz także:

Później przez długi czas modne były zupełnie odsłonięte okna, rolety i proste firanki sięgające parapetu. Sama też wybierałam takie rozwiązania, bo wydawały mi się bardziej nowoczesne. Ostatnio jednak coraz częściej wracam do dekoracji, które pamiętam z rodzinnego domu. Tym bardziej, że zazdrostki mają jedną dużą zaletę. Pozwalają ozdobić okno, nie zasłaniając go w całości. To szczególnie ważne jesienią i zimą, kiedy zależy mi na każdej odrobinie naturalnego światła.

Podoba mi się również to, że można je łatwo dopasować do pory roku. Wiosną wybrałabym wzór z drobnymi kwiatami, latem coś delikatnego i jasnego, a jesienią motywy liści albo ciepłe, beżowe odcienie. Zimą natomiast chętnie sięgam po dekoracje z zaśnieżonymi domkami, choinkami i leśnymi krajobrazami. Co więcej, takie motywy nie muszą być zarezerwowane wyłącznie na Boże Narodzenie. Zimowy pejzaż wygląda ładnie również w styczniu i lutym, kiedy świąteczne bombki są już schowane, ale za oknem nadal brakuje zieleni.

Zazdrostka z Pepco kosztuje tylko 10 zł i ma zimowy krajobraz. Wygląda jak obrazek namalowany akwarelą

Podczas zakupów w Pepco wypatrzyłam krótką firankę-zazdrostkę z zimowym wzorem za 10 zł. Od razu spodobała mi się jej kolorystyka. Nie ma tutaj krzykliwej czerwieni ani wielkich napisów świątecznych. Zamiast tego pojawia się spokojny, bajkowy pejzaż z domkami i drzewami pokrytymi śniegiem.

Na tkaninie widać niewielkie budynki z dachami przykrytymi białym puchem. Pomiędzy nimi rosną świerki, a całość utrzymana jest w odcieniach przygaszonego błękitu, zieleni, bieli i ciepłego brązu. Wzór ma miękkie kontury i delikatnie rozmyte kolory. Właśnie dlatego przypomina mi ilustracje malowane akwarelą.

fot. archiwum prywatne/Story.pl

Najbardziej podoba mi się to, że dekoracja nie wygląda przesadnie świątecznie. Można ją powiesić już jesienią, kiedy zaczynamy przygotowywać mieszkanie na chłodniejsze miesiące. Nie trzeba czekać do grudnia. Zazdrostka pochodzi z kolekcji Pepco Home. Ma 45 cm wysokości i 150 cm szerokości. To wymiary, które pasują do wielu kuchennych okien, ale przed zakupem koniecznie zmierzyłabym szybę oraz szerokość miejsca, w którym ma wisieć tkanina.

Model ma tunel u góry, przez który można przełożyć odpowiedni drążek do zazdrostek. Takie rozwiązanie bardzo lubię, bo nie wymaga przypinania wielu żabek. Wystarczy wsunąć drążek w tunel i umieścić go na przygotowanych uchwytach. Przed zakupem warto tylko upewnić się, że jego średnica będzie odpowiednia.

Zimowa zazdrostka pięknie wygląda z drewnem i ceramiką. Tak urządziłabym kuchenny parapet za niewielkie pieniądze

Gdybym miała dopasować do tej firanki resztę kuchennych dekoracji, postawiłabym przede wszystkim na prostotę. Sam nadruk jest już wystarczająco ozdobny, dlatego nie dokładałabym do niego wielu kolorowych figurek.

Na parapecie ustawiłabym niewielką ceramiczną doniczkę w kremowym kolorze. Mogłaby się w niej znaleźć mała roślina doniczkowa albo kilka gałązek iglastych w wazonie. Zieleń ładnie nawiązywałaby do drzew przedstawionych na tkaninie, a jednocześnie ożywiłaby wnętrze. Obok postawiłabym niewielki drewniany domek dekoracyjny. Nie musi być duży ani podświetlany. Wystarczy prosty kształt, który będzie pasował do zimowego krajobrazu. Takie dodatki można zresztą wykorzystać ponownie w kolejnych latach, zmieniając tylko ich ustawienie.

Bardzo podoba mi się również połączenie zimowych motywów z naturalnym drewnem. Drewniana deska oparta o ścianę, pojemnik na kuchenne przybory czy niewielka taca sprawiają, że nawet jasna kuchnia wygląda cieplej. Do tego wystarczy lniana ściereczka w kolorze beżowym albo oliwkowym.

To również może cię zainteresować: Widziałam setki bieżników, ale takiego nigdy. Nowość z Sinsay świeci po zmroku. Jest klimacik, za 39,99 zł biorę bez wahania

W kuchni z białymi frontami taka zazdrostka mogłaby stać się najważniejszą dekoracją okna. W pomieszczeniu z drewnianymi szafkami podkreśliłaby natomiast bardziej tradycyjny charakter wnętrza. Myślę, że ciekawie prezentowałaby się również w kuchni urządzonej w stylu rustykalnym, gdzie królują jasne ściany, wiklinowe kosze i ceramiczne naczynia. Najważniejsze, żeby nie przesadzić z dodatkami. Zimowa zazdrostka najlepiej wygląda wtedy, kiedy pozwolimy jej grać główną rolę.