Jesienią mam znacznie większą ochotę na zmiany w mieszkaniu niż latem. Wracają koce, poduszki i ciepłe światło, a chłodne czy bardzo jasne kolory coraz częściej zastępuję głębszymi brązami. Nie robię jednak wielkiej metamorfozy całego wnętrza. Wolę dokładać pojedyncze elementy, które zmieniają jego charakter bez wymiany połowy wyposażenia. Ostatnio prawdziwy hit dorwałam zupełnie nieoczekiwanie w Pepco.

Po świece weszłam tylko na chwilę. Stoliki z Pepco kompletnie zmieniły moje plany

Do Pepco poszłam właściwie w jednym celu. Zbliża się jesień, więc chciałam kupić kilka nowych świec o bardziej otulających zapachach, które wieczorami zrobią przyjemny klimat w mieszkaniu. Tyle że praktycznie zaraz po wejściu zapomniałam, po co przyszłam. Moją uwagę przyciągnął zestaw dwóch stolików i od razu zaczęłam zastanawiać się, jak wykorzystam je w domu.

Zobacz także:

W komplecie są dwie sztuki różniące się wysokością i wielkością, dzięki czemu nie tworzą ciężkiej, jednolitej bryły. Okrągłe blaty i smukłe nogi nadają im lekką formę. Wykonano je w 90 proc. z drewna topolowego, a pozostałe 10 proc. stanowi melamina. Nie są więc meblami z litego drewna, ale w tym przypadku sporo wybaczam ze względu na cenę.

Za stoliki z Pepco zapłaciłam 75 zł, czyli za jeden wychodzi zaledwie 37,50 zł. Za taką kwotę nie zastanawiałam się długo. Wzięłam komplet pod pachę i ruszyłam w stronę kasy. Dopiero po chwili przypomniałam sobie o świecach, więc zrobiłam szybki zwrot między alejki i wybrałam jeszcze jesienny zapach.

Stoliki do salonu mają kolor espresso brown. Na punkcie takich brązów mam ostatnio obsesję

Najbardziej urzekł mnie jednak ich kolor. Określiłabym go jako espresso brown. To głęboki, ciepły brąz przypominający mocną kawę, gorzką czekoladę i ciemne drewno. Na blatach widać przy tym rysunek słojów, więc powierzchnia nie wygląda płasko i jednolicie. Ten odcień od razu ocieplił mój salon i świetnie zgrał się z jesiennymi dodatkami, które powoli zaczynam wyciągać.

fot. pepco.pl

Czekoladowe, ciemne brązy od dłuższego czasu mocno widać w modzie, ale coraz częściej przenoszą się również do wnętrz. Nic dziwnego, bo dobrze łączą się z beżem, kremem, złamaną bielą, karmelem czy przygaszoną zielenią. Ja mam na ich punkcie małą obsesję i zauważyłam, że z każdym miesiącem przybywa mi rzeczy właśnie w takiej palecie. Zaczęło się od tekstyliów i drobnych dekoracji, a teraz przyszła pora na meble. Podoba mi się, że espresso brown daje wnętrzu więcej przytulności, ale jednocześnie nie jest typowym rudawym brązem, który czasami trudno dopasować do pozostałego wyposażenia.

Stoliki kawowe wcale nie muszą stać obok siebie. Ja rozdzieliłam je po salonie

Początkowo zastanawiałam się, czy dwa stoliki nie będą trochę zbędne. Ustawienie ich obok siebie przed kanapą nie miało u mnie większego sensu, dlatego szybko zrezygnowałam z traktowania kompletu jako nierozłącznej pary. Większy postawiłam przy kanapie i wykorzystuję go jak klasyczny stolik kawowy. Jest pod ręką, gdy chcę odstawić kubek, położyć książkę albo przygotować coś do wieczornego oglądania filmu.

Mniejszy powędrował na bok kanapy i pełni funkcję stolika pomocniczego. Dzięki temu mam dodatkową powierzchnię, ale nie zabieram miejsca na środku salonu. Mogę postawić na nim lampkę, świecę czy niewielką dekorację, a gdy potrzebuję go gdzie indziej, po prostu go przenoszę.

Lidl też ma w ofercie perełki na jesień. Zobacz: Mąż złapał się za głowę, gdy zobaczył kolejną świecącą dynię. Po zmroku szczęka mu opadła. Robi sztos klimat, a za 23 zł

To właśnie najbardziej podoba mi się w takim zestawie – nie trzeba na siłę ustawiać obu elementów razem. Jeśli kiedyś zmienię układ salonu, mniejszy mogę wykorzystać również w sypialni jako prosty stolik przy łóżku. Ostatecznie więc zamiast dwóch identycznych mebli stojących obok siebie dostałam za 75 zł dwa niezależne elementy, które mogę przestawiać zależnie od potrzeb.