Jesienią coraz mniej mam ochotę zapalać wieczorem główne światło. Zamiast ostrej lampy pod sufitem wolę kilka niewielkich punktów, które budują przytulny półmrok i sprawiają, że zwyczajny salon czy sypialnia zaczynają przypominać hotelową strefę relaksu. W Lidlu wypatrzyłam lampę stołową, której mleczny, prosty klosz wygląda jak niewielka kolumna światła. Najbardziej spodobało mi się jednak to, że nie jest wyłącznie dekoracją – ma funkcję dotykową i pozwala stopniowo zmieniać jasność.
Zobaczyłam mleczny klosz i od razu pomyślałam o hotelowym SPA. Prosta forma robi tu znacznie większe wrażenie niż wymyślne ozdoby
Są takie dodatki do domu, które na pierwszy rzut oka wydają się banalnie proste, ale właśnie dzięki temu wyglądają znacznie drożej, niż kosztują. Lampa Livarno jest tego dobrym przykładem. Zamiast wzorzystego abażuru, złotych zdobień czy dekoracyjnej podstawy mamy tutaj prostą, pionową formę: satynowany, mleczny szklany klosz połączony z metalową podstawą w matowym, niklowanym wykończeniu. Taki duet kojarzy mi się ze współczesnym minimalizmem i wyposażeniem butikowych hoteli, w których światło nie ma dominować nad wnętrzem, tylko dyskretnie budować jego atmosferę. Producent opisuje klosz jako satynowany i wskazuje, że ma zapewniać przyjemne, ciepłe światło.
Zobacz także:
Sama lampa z Lidla wykorzystuje źródło LED o temperaturze barwowej 2700 K, czyli właśnie ciepłej bieli. Dzięki temu dużo łatwiej wyobrazić mi ją sobie wieczorem na stoliku nocnym niż jako mocne, robocze oświetlenie pokoju. Stylistycznie jest na tyle neutralna, że nie zamyka nas w jednym wnętrzarskim kierunku. Postawiłabym ją zarówno w minimalistycznej sypialni z beżami i drewnem, jak i w salonie urządzonym w stylu japandi czy soft minimalism. Równie dobrze mogłaby stanąć na ciemnej komodzie w bardziej eleganckim wnętrzu. Jej forma przypomina mi trochę małą świetlną rzeźbę albo mleczną kolumnę – szczególnie wtedy, gdy wokół jest już ciemno, a rozświetlony klosz staje się jednym z głównych punktów pomieszczenia.
fot. mat. własne Story.pl
Wieczorem nie zawsze potrzebuję pełnej mocy, dlatego dotykowa regulacja to hit. Jednym ruchem mogę przejść do spokojnego półmroku
Wygląd przyciągnął moją uwagę, ale dopiero funkcja dotykowa sprawiła, że zaczęłam zastanawiać się, gdzie mogłabym tę lampę postawić. W tym modelu metalowa podstawa jest czuła na dotyk – służy do włączania i wyłączania światła oraz przechodzenia pomiędzy poziomami jasności. Lampa oferuje trzy stopnie, dzięki czemu nie muszę wieczorem wybierać wyłącznie pomiędzy „ciemno” a „jasno”. To drobiazg, ale właśnie takie rozwiązania najbardziej doceniam przy łóżku. Kiedy już leżę pod kołdrą, zdecydowanie wygodniej dotknąć podstawy niż szukać niewielkiego przełącznika na przewodzie. Ja wykorzystałabym najmocniejszy poziom wtedy, gdy potrzebuję więcej światła, a późnym wieczorem przeszła na niższy i zrobiła sobie w sypialni spokojniejszy klimat.
Chcesz więcej ciekawych rozwiązań do domu? To także może wpaść ci w oko: Chciałam zrobić metamorfozę łazienki, ale z kasą krucho. Bez wymiany płytek wyczarowałam sobie kwiatową łąkę za 29,99 zł
Źródło światła ma maksymalny strumień około 470 lumenów. Nie traktowałabym więc tej niewielkiej lampki jako zamiennika całego oświetlenia pokoju. Jej mocną stroną jest raczej możliwość stworzenia dodatkowej warstwy światła – takiej, która nie zalewa całego wnętrza blaskiem z sufitu. To zresztą jeden z najprostszych sposobów na zmianę atmosfery mieszkania bez remontu. Zamiast jednego mocnego źródła światła można wieczorem korzystać z kilku mniejszych: lampy stołowej, podłogowej czy delikatnego kinkietu. Pokój automatycznie robi się bardziej nastrojowy, a poszczególne jego części zyskują przyjemną głębię.
Na stoliku nocnym widzę ją obok książki, a w salonie na komodzie z ceramiczną misą. To uniwersalne rozwiązanie
W sypialni ustawiłabym ją przede wszystkim przy łóżku. Mleczne szkło dobrze komponowałoby się z jasną pościelą, drewnianym stolikiem i lnianymi zasłonami, tworząc ten spokojny, hotelowy efekt, który szczególnie lubię jesienią i zimą. W salonie poszłabym w nieco inną stronę: lampa na długiej komodzie, obok stosu albumów, ceramicznego wazonu i niewielkiej rośliny mogłaby wyglądać jak element starannie zaplanowanej aranżacji. Dzięki oszczędnej formie nie trzeba się też martwić, że za rok kompletnie przestanie pasować do wnętrza. Nie ma tutaj charakterystycznego wzoru czy sezonowego koloru – mleczna biel i metaliczna podstawa są bardzo uniwersalne.
Sam klosz wykonano ze szkła, a podstawę z metalu. Warto jednocześnie pamiętać, że jest to lampa przeznaczona do suchych wnętrz. Dokumentacja tego typu lamp Livarno z funkcją dotykową wskazuje stopień ochrony IP20 i zastosowanie wewnątrz suchych pomieszczeń. Dlatego mówiąc o „klimacie hotelowego SPA”, mam na myśli wyłącznie skojarzenie z nastrojem i wystrojem. Nie stawiałabym jej przy wannie, umywalce ani w innym miejscu narażonym na kontakt z wilgocią. Znacznie bezpieczniejszym miejscem będzie sypialnia, salon czy suchy korytarz. I właśnie tam mleczny klosz może pokazać swój urok – szczególnie po zmroku, gdy przestaje być po prostu białym cylindrem, a zaczyna wyglądać jak niewielka świecąca kolumna.

Obserwuj nas na Google







