Wrzesień potrafi być podstępny. W ciągu dnia wychodzę z domu w lekkiej bluzce, a wieczorem siedzę już pod kocem i zastanawiam się, skąd nagle wzięło się to zimno. To właśnie ten moment w roku, kiedy nie chcę jeszcze myśleć o zimie, ale coraz częściej szukam sposobów na stworzenie w domu ciepłego, przytulnego kąta. Najlepiej bez wielkich zmian i sprzętów zajmujących pół pokoju.
Wieczorami coraz częściej marznę we własnym mieszkaniu. Zaczęłam więc szukać prostego sposobu na dogrzanie pokoju bez czekania na sezon grzewczy
Co roku mam podobnie. Wystarczy kilka chłodniejszych dni i nagle letnia piżama ląduje na dnie szuflady, a na kanapę wraca gruby koc. Najbardziej odczuwam to wieczorami. W dzień mieszkanie potrafi się jeszcze nagrzać, ale gdy słońce zachodzi, temperatura robi się dla mnie znacznie mniej przyjemna.
Zobacz także:
Właśnie ten przejściowy okres jest najtrudniejszy. Na pełne zimowe ogrzewanie jest jeszcze za wcześnie, ale siedzenie wieczorem w grubym swetrze też nie jest moim ulubionym rozwiązaniem. Właśnie dlatego zaczęłam rozglądać się za czymś, co mogłabym uruchomić wtedy, kiedy rzeczywiście potrzebuję dodatkowego ciepła.
Nie szukałam ogromnego urządzenia. Zależało mi na czymś przeznaczonym do mniejszego pomieszczenia, co nie będzie wyglądało jak sprzęt wyniesiony prosto z warsztatu. Mam mało miejsca, więc każdy dodatkowy przedmiot musi się u mnie jakoś obronić również wyglądem.
Przy okazji przypomniało mi się moje stare wnętrzarskie marzenie. Kominek. Uwielbiam ten klimat, kiedy za oknem robi się ciemno, człowiek siada z herbatą, a obok widać ciepły blask ognia. Tyle że w mieszkaniu w bloku tradycyjny kominek nie jest czymś, co mogę po prostu przynieść ze sklepu i postawić przy kanapie.
Nie zamierzałam więc udawać, że niewielkie elektryczne urządzenie zastąpi prawdziwy kominek. Zainteresował mnie jednak pomysł połączenia ogrzewania z efektem płomieni. Skoro sprzęt i tak ma stać w pokoju, dlaczego nie miałby przy okazji wyglądać ciekawie? I właśnie od tego zaczęły się moje poszukiwania.
Najpierw pomyślałam o zwykłej nagrzewnicy, ale chciałam czegoś, czego nie będę chowała przed gośćmi. W OBI znalazłam model z efektem kominka
Nagrzewnica wydawała mi się najbardziej oczywistym rozwiązaniem. Nie planowałam ogrzewać w ten sposób całego mieszkania przez całą zimę. Chodziło mi raczej o dodatkowe źródło ciepła na chłodniejszy wieczór w pokoju, w którym akurat przebywam.
Zaczęłam więc przeglądać dostępne modele i trafiłam do OBI. Wybór urządzeń grzewczych jest naprawdę spory, więc początkowo patrzyłam przede wszystkim na moc i sposób działania. Szybko jednak zauważyłam coś znacznie ciekawszego od klasycznych nagrzewnic.
To nagrzewnica elektryczna Ferretti z efektem kominka. Na pierwszy rzut oka wygląda zupełnie inaczej niż sprzęt, który zazwyczaj kojarzę z dogrzewaniem pomieszczeń. Na stronie OBI urządzenie kosztuje 179 zł. To kwota, która szczególnie zwróciła moją uwagę, bo spodziewałam się, że za sprzęt łączący funkcję grzania z dekoracyjnym efektem zapłacę więcej.
fot. obi.pl
Znalazłam też opinie klientów. Na stronie produkt ma ocenę 5,0. Jedna z osób chwali jednak wygląd, rozmiar i sposób grzania. Dla mnie takie komentarze są pomocne, ale przed zakupem zawsze mocniej patrzę na konkretne parametry urządzenia. A tutaj jest już kilka rzeczy, o których warto wiedzieć.
Nagrzewnica Ferretti z OBI ma 1500 W mocy i dwa poziomy grzania. Efekt kominka jest przyjemnym dodatkiem
Nagrzewnica Ferretti została wyposażona w technologię PTC wykorzystującą ceramiczne elementy grzewcze. Jej moc wynosi 1500 W, a producent przewiduje zastosowanie urządzenia w pomieszczeniach o powierzchni do 15 m². Sprzęt ma dwa poziomy mocy, więc nie jestem skazana na jeden sposób działania. Mogę dopasować intensywność ogrzewania do tego, jak chłodno jest w pomieszczeniu. Jest również termostat, który pozwala regulować temperaturę.
Model ma także zabezpieczenie przed przegrzaniem. To parametr, na który zdecydowanie zwracam uwagę przed zakupem urządzeń mających wytwarzać ciepło. Nagrzewnica została wyposażona w przewód o długości 120 cm. Przed zakupem warto więc od razu zastanowić się, gdzie ma stać i czy w pobliżu znajduje się odpowiednie gniazdko. Ja nie chciałabym później urządzać całego pokoju pod jeden kabel.
No i zostaje mój ulubiony element, czyli efekt kominka. Zaokrąglone okienko z pomarańczowym światłem i imitacją paleniska sprawia, że urządzenie może wyglądać szczególnie ciekawie po zmroku. Podoba mi się też uchwyt znajdujący się u góry obudowy. Wizualnie pasuje do całego projektu i sprawia, że nagrzewnica nie przypomina typowego technicznego sprzętu. Sama biała obudowa również jest dość neutralna, więc łatwiej dopasować ją do jasnego salonu czy sypialni.
To również może cię zainteresować: Pepco chyba stroi sobie żarty. Kamionkowa lampa w takiej cenie to musi być błąd, lepiej brać zanim się zorientują
Dla mnie największą zaletą tego modelu jest po prostu połączenie praktycznej funkcji z wyglądem. Zamiast zwykłej nagrzewnicy stojącej w kącie dostaję sprzęt, który może dogrzać niewielki pokój, a wieczorem dodatkowo daje namiastkę kominkowego klimatu.

Obserwuj nas na Google







