Jesienią mój salon przechodzi małą metamorfozę, choć wcale nie kupuję wtedy nowych mebli czy drogich dekoracji. Wystarczy kilka drobiazgów, żeby zrobiło się przytulniej i cieplej. Wracają lampiony, świece, miękkie poduszki i oczywiście koce, bez których nie wyobrażam sobie chłodnych wieczorów. Mam jednak jedną zasadę, koc nie może tylko ładnie wyglądać. Musi być na tyle duży i ciepły, żebym naprawdę chciała się pod nim schować.
Koc sherpa z Pepco wypatrzyłam wśród jesiennych nowości. Jest duży, gruby i spokojnie mieścimy się pod nim całą rodziną
Do Pepco wybrałam się ostatnio głównie po to, żeby zerknąć na nową jesienną kolekcję. Lubię zaglądać tam na początku sezonu, bo nieraz udaje mi się znaleźć ciekawe rzeczy do domu w naprawdę niskich cenach. Tym razem moją uwagę od razu przyciągnął duży koc w kratę. Zanim jeszcze zaczęłam dokładnie oglądać wzór, sprawdziłam jego wymiary. Przy kocach jest to dla mnie najważniejsza rzecz, bo małe modele służące głównie jako dekoracja zupełnie mnie nie interesują. U mnie koc ma być przede wszystkim użytkowy.
Zobacz także:
Ten ma 150 x 200 cm i właśnie takiego rozmiaru szukałam. Mogę się nim porządnie przykryć od stóp aż po ramiona, a kiedy wieczorem siadamy razem na kanapie, spokojnie mieścimy się pod nim całą rodziną. Nie musimy co chwilę przeciągać go na swoją stronę i walczyć o kawałek materiału. Koc jest też gruby i mięsisty, więc rzeczywiście daje mi poczucie porządnego otulenia. To szczególnie doceniam teraz, kiedy wieczorami robi się chłodniej. Zdecydowanie nie jest to u mnie kolejna narzuta, która przez cały sezon będzie tylko leżała złożona na oparciu kanapy.
Najlepsze odkryłam jednak po odwróceniu koca na drugą stronę. Kolorowy materiał skrywa od wewnątrz grubą, białą warstwę sherpa, która wygląda trochę jak puszyste owcze runo. Jest mięciutka i właśnie tą stroną najbardziej lubię się otulać. Całość sprawia wrażenie naprawdę konkretnego, ciepłego koca, a nie cienkiego kawałka materiału. Gdy zobaczyłam cenę, tym bardziej nie zastanawiałam się długo. Koc sherpa z Pepco kosztuje 50 zł, co przy wymiarach 150 x 200 cm i takim puszystym wykończeniu wydało mi się bardzo rozsądną kwotą.
Szkocka krata robi w salonie klimat. Ten koc na jesień jest jednocześnie praktyczny i dekoracyjny
Od razu spodobał mi się również wzór. Krata mocno kojarzy mi się ze szkockim tartanem i ma dokładnie taką kolorystykę, jaką lubię o tej porze roku. Jest tu sporo ciepłego, rdzawo pomarańczowego koloru, pojawiają się czerwone i kremowe pola, a całość przecinają ciemniejsze oraz przygaszone zielonkawe linie. Kolory są wyraziste, ale dobrze ze sobą współgrają. Dzięki temu koc nie wygląda jak przypadkowa mieszanina jesiennych barw. Ma charakter i od razu przyciąga wzrok.
fot. pepco.pl
Właśnie dlatego koc na jesień nie ląduje po użyciu głęboko w szafie. W ciągu dnia składam go i zostawiam na kanapie albo kładę na łóżku. Krata sama w sobie jest dekoracyjna, więc właściwie nie potrzebuję już wielu innych sezonowych dodatków. Dobrze wygląda obok beżowych, kremowych czy brązowych poduszek, ale można też podbić jego pomarańczowe i czerwone akcenty. W moim mieszkaniu od razu zrobiło się przez niego bardziej jesiennie.
Na jesień przydało mi się też to cacko. Uratowałam nim stare swetry. Zobacz: Miałam połowę swetrów do wyrzucenia, ale uratowałam je tym sprzęcikiem za 13 zł. Biedronka daje na niego 3 lata gwarancji
Jesienią wcale nie rezygnuję z wieczorów na balkonie. Zabieram ciepły koc sherpa i zaszywam się w swoim kokonie
Koniec lata nie oznacza u mnie zamknięcia balkonu aż do następnej wiosny. Wręcz przeciwnie, jesienne wieczory mają tam zupełnie inny klimat. Robi się ciszej, powietrze jest chłodniejsze, a ja zapalam lampiony i siadam z czymś ciepłym do picia. Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy po kilkunastu minutach robi mi się zimno. Teraz mam na to bardzo prosty sposób. Zabieram ze sobą mój koc sherpa z Pepco i porządnie się nim owijam.
Mam na balkonie bujany kokon, w którym mogłabym przesiedzieć pół wieczoru. Wchodzę do niego z kocem, podciągam go wysoko pod szyję i chowam nogi pod grubą warstwą sherpa. Przy rozmiarze 150 x 200 cm materiału jest na tyle dużo, że nie muszę wybierać, czy przykryć ramiona, czy stopy. Białe, puchate wnętrze jest przyjemne w dotyku, więc od razu robi mi się przytulniej. Do tego kilka zapalonych lampionów, herbata i nawet chłodniejszy wieczór nie wygania mnie od razu do mieszkania.

Obserwuj nas na Google







