Jesienią zawsze zaczynam bardziej zwracać uwagę na światło w mieszkaniu. Latem wystarcza mi to wpadające przez okna, ale gdy po południu robi się szaro, nagle ogromną różnicę robi jedna dobrze dobrana lampa. Nie potrzebuję przy tym kolejnej dekoracji na komodę. Wolę coś, co naprawdę wykorzystuję każdego dnia, a co przy okazji zmienia charakter całego wnętrza. Tak właśnie trafiłam na model z Sinsay. Najpierw spodobał mi się okrągły bursztynowy klosz, później cena. Jedna lampa kosztuje 45,99 zł, więc od razu kupiłam dwie i powiesiłam je obok siebie nad stołem w jadalni. Efekt okazał się znacznie lepszy, niż sugerowałby rachunek.
Bursztynowe szkło robi cały klimat. Wieczorem wygląda jak mała świecąca kula
Najbardziej charakterystycznym elementem tej lampy jest oczywiście klosz. Ma kulisty kształt i został wykonany z brązowego szkła, które przy włączonym świetle nabiera bursztynowego odcienia. Na zdjęciach widać również nieregularny efekt na powierzchni szkła. Światło nie wygląda przez to płasko, tylko ciekawie rozchodzi się po całym kloszu. Dzięki temu nawet gdy lampa jest wyłączona, pozostaje dekoracją. Model daje ciepłą barwę światła. Ostateczny efekt będzie oczywiście zależał również od zastosowanej żarówki, ale bursztynowy klosz sam w sobie wizualnie ociepla wnętrze. U mnie dwie takie kule zawisły nad stołem w jadalni. Nie chciałam dużej, rozbudowanej lampy z kilkoma ramionami, bo jadalnia jest połączona z salonem i zależało mi na czymś lżejszym. Dwa niewielkie klosze wyglądają bardziej nowocześnie, a zarazem nie przytłaczają stołu.
Zobacz także:
fot. sinsay.com
Lampa z Sinsay kosztuje 45,99 zł. Klosz jest ze szkła, a kupujący chwalą jego grubość
Przy cenie poniżej 50 zł początkowo spodziewałam się raczej lekkiego, cienkiego klosza. Tymczasem w składzie produktu szkło stanowi 93 proc., a w opiniach klientów właśnie jakość wykonania powtarza się kilka razy. Kupujący zwracają uwagę, że lampa jest wykonana z grubego szkła i podkreślają solidność klosza. Sam klosz ma 18,5 cm średnicy, a wysokość produktu wynosi 22,5 cm. Nie jest więc ogromny. Dlatego niemal od razu zdecydowałam się na dwie sztuki. Pojedynczą lampę widziałabym natomiast nad mniejszym okrągłym stołem, stolikiem w kąciku do czytania albo nawet przy łóżku zamiast klasycznej lampki nocnej. Przewód ma około 85-90 cm długości, więc przed zakupem dobrze jest sprawdzić wysokość pomieszczenia i miejsce, w którym lampa ma zawisnąć.
Nad drewnianym stołem wygląda jak z małego hotelu vintage. Z beżem i czernią nabiera bardziej nowoczesnego charakteru
Bursztynowe szkło mocno kojarzy mi się z wnętrzami z lat 60. i 70. XX wieku. Zakochałam się w zestawieniu tej szklanej lampy z drewnem. Stół w naturalnym odcieniu, prosta ceramika i bursztynowe szkło tworzą bardzo stylowy zestaw. Jesienią wystarczy dołożyć kilka świec i właściwie nie potrzebuję już sezonowych dekoracji. Przy nowocześniejszej jadalni postawiłabym na kontrast, czyli np. czarny stół albo krzesła, jasne ściany i dwie brązowe kule nad blatem. Czarna oprawa lampy z Sinsay ładnie łączy się wtedy z meblami, a szkło staje się najmocniejszym kolorystycznym akcentem. Dobrze wygląda też z beżem, écru, karmelowym brązem i oliwkową zielenią. To kolory, które jesienią i tak często pojawiają się w tekstyliach czy dodatkach. Nie trzeba więc urządzać całego pokoju od początku, żeby taka lampa znalazła w nim swoje miejsce.
Dwie sztuki nad stołem kosztowały mnie mniej niż 100 zł. Ten prosty trik zmienił całą jadalnię
Przy lampach wiszących bardzo łatwo wpaść w pułapkę kupowania jednego dużego modelu tylko dlatego, że ma znaleźć się nad stołem. Tymczasem kilka mniejszych punktów świetlnych może wyglądać ciekawiej. Właśnie na taki układ zdecydowałam się u siebie. Za dwie lampy zapłaciłam łącznie 91,98 zł. Rozmieściłam je symetrycznie nad blatem, dzięki czemu stół dostał własną świetlną strefę, a całe pomieszczenie wygląda na bardziej dopracowane. Taki układ szczególnie dobrze sprawdza się przy prostokątnym stole, gdzie jedna niewielka kula mogłaby wyglądać trochę samotnie.
Szukasz ciekawych dodatków aranżacyjnych? To również warto sprawdzić: Tańczący płomień bez ognia, rozsypane liście i klimat jak z górskiego pensjonatu. W Dino wyhaczyłam latarenkę w śmiesznej cenie
Przy pojedynczej lampie z kolei widzę jeszcze jedno zastosowanie. Powieszona nisko w rogu salonu nad małym stolikiem może stworzyć bardzo przyjemny kącik do czytania. Obok wystarczy fotel, miękki pled i stos książek. W sypialni dwie sztuki można natomiast zawiesić symetrycznie po obu stronach łóżka. Dzięki temu blat szafek nocnych zostaje wolny. Retro lampa wisząca z Sinsay to mój najnowszy nabytek, który jednak szybko skradł moje serce i zyskał miano osobistego jesiennego ulubieńca. Wieczorem zapalam światło, bursztynowe szkło zaczyna się mienić i od razu mam wrażenie, że w jadalni zrobiło się o kilka stopni przytulniej.
Obserwuj nas na Google







