Jeszcze niedawno pellet uchodził za rozsądny sposób na ogrzewanie domu, dziś jego ceny potrafią przyprawić o ból głowy. Certyfikowany pellet drzewny klasy A1 kosztuje nawet 2500 zł za tonę, dlatego właściciele kotłów coraz uważniej przyglądają się słomie, pestkom owoców, owsowi czy pelletowi słonecznikowemu. Niektóre z tych paliw można znaleźć już za około 400 zł za tonę. Jest jednak ważny haczyk – niższa cena nie oznacza, że każdy z tych zamienników można bezpiecznie wsypać do dowolnego pieca.
Pellet po 2500 zł za tonę? Nic dziwnego, że właściciele pieców zaczęli liczyć każdą złotówkę
Przed sezonem grzewczym ceny opału zawsze obserwuję z większą uwagą, ale tegoroczne stawki za pellet naprawdę mogą zaskakiwać. Certyfikowany pellet drzewny klasy A1 kosztuje nawet około 2500 zł za tonę, czyli o 500–600 zł więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Problem nie dotyczy przy tym garstki gospodarstw – z pelletu korzysta w Polsce ponad 450 tys. domów, a ich łączne roczne zapotrzebowanie szacowane jest na około 2 mln ton. Przy takich liczbach nawet kilkaset złotych różnicy na tonie zaczyna mieć ogromne znaczenie dla domowego budżetu. Według informacji przytaczanych przez WP Finanse jednym z powodów podwyżek jest ograniczona dostępność trocin, czyli podstawowego surowca do produkcji pelletu drzewnego. Do tego dochodzą trudności związane z importem. Efekt jest taki, że paliwo, które jeszcze kilka lat temu wielu osobom kojarzyło się z wygodnym i stosunkowo przewidywalnym ogrzewaniem, znalazło się dziś w gronie droższych źródeł ciepła.
Zobacz także:
I właśnie dlatego coraz częściej pojawia się pytanie: skoro pellet drzewny kosztuje nawet 2500 zł, to czy naprawdę trzeba za niego tyle płacić? Na rynku są przecież inne rodzaje biomasy, których tona kosztuje czasami kilkukrotnie mniej. Najtańsze propozycje zaczynają się nawet w okolicach 400 zł. Tyle że tutaj zaczyna się bardziej skomplikowana część historii – nie każdy tańszy opał zapewnia taką samą ilość energii i nie każdy może być spalany w zwykłym kotle pelletowym.
fot. mat. własne Story.pl
Słoma kosztuje mniej, a pestki potrafią zejść do 400 zł za tonę. Na papierze różnica wygląda wręcz niewiarygodnie
Pierwszym zamiennikiem jest pellet ze słomy. Za tonę trzeba zapłacić zwykle około 1100–1300 zł, a więc znacznie mniej niż za dobry pellet drzewny. Polska ma pod tym względem spory potencjał, ponieważ rocznie produkuje się u nas około 20–25 mln ton słomy. Jest jednak druga strona medalu. Jej wartość opałowa to około 14–16 MJ/kg, podczas gdy pellet drzewny osiąga mniej więcej 16,5–18,5 MJ/kg. W praktyce oznacza to, że do uzyskania podobnej ilości ciepła możemy potrzebować więcej paliwa. Pellet ze słomy nie nadaje się też automatycznie do każdego urządzenia – w zwykłych palnikach może powodować spieki i szybsze zanieczyszczanie paleniska. Jeszcze ciekawiej pod względem ceny wypadają pestki wiśni i innych owoców. Ich wartość opałowa może sięgać 19–22 MJ/kg, a tona kosztuje od około 400 do 1000 zł.
Znajdziesz u nas więcej ciekawostek. To też może cię zainteresować: Pieniądze już ci nie przepadną. Rząd zapowiedział spore zmiany w systemie kaucyjnym w Polsce
To właśnie tutaj pojawia się najbardziej spektakularne porównanie: zamiast nawet 2500 zł za tonę pelletu drzewnego, w sprzyjających warunkach za alternatywną biomasę można zapłacić około 400 zł. Pestki mają jednak ograniczoną dostępność. Najłatwiej zdobyć je w rejonach, w których działają zakłady przetwórstwa owocowego, bo stanowią tam produkt uboczny produkcji. Ich kształt i gęstość są też inne niż klasycznego pelletu, przez co mogą być źle podawane przez standardowy mechanizm. Z tego powodu eksperci wskazują raczej na spalanie ich w mieszance, np. trzech części pestek z jedną częścią pelletu, i tylko wtedy, gdy pozwala na to konstrukcja konkretnego urządzenia.
Owies albo łuski słonecznika też kuszą ceną. Zanim jednak wsypiesz je do kotła, koniecznie zajrzyj do instrukcji
Kolejną opcją jest owies odpadowy. W skupach i bezpośrednich ogłoszeniach rolników jego cena może wynosić około 400–900 zł za tonę, a wartość opałowa to mniej więcej 15–19 MJ/kg. Na pierwszy rzut oka wygląda więc bardzo kusząco, szczególnie przy obecnych cenach pelletu drzewnego. Problem polega na tym, że owies może przyspieszać zużycie niektórych podzespołów oraz zwiększać ilość żużla i popiołu. Bezpiecznie powinno się go wykorzystywać wyłącznie w urządzeniach, których producent fabrycznie dopuścił spalanie biomasy rolniczej. Podobnie jest z pelletem słonecznikowym. Granulat wytwarzany z łusek słonecznika kosztuje mniej więcej 600–1000 zł za tonę, a jego kaloryczność – około 16–18 MJ/kg – może być porównywalna z pelletem drzewnym. Brzmi świetnie, dopóki nie spojrzymy na ilość popiołu. Po spaleniu może pozostać go nawet około 7 proc., co oznacza znacznie częstsze czyszczenie kotła.
Co więcej, część producentów popularnych palników wprost zabrania stosowania takiego paliwa w swoich urządzeniach. Pellet słonecznikowy lepiej sprawdza się w konstrukcjach przystosowanych do trudniejszych paliw, np. z ruchomym rusztem czy odpowiednim palnikiem obrotowym. Dlatego największym błędem byłoby zobaczyć ofertę biomasy za 400 czy 600 zł za tonę i od razu kupić kilka ton na zimę. Najpierw trzeba sprawdzić dokumentację techniczną kotła, a jeśli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości, skontaktować się z jego producentem lub serwisem.
Cena za tonę to dopiero początek rachunku. Tańszy opał może przestać być tani, jeśli piec zużyje go więcej albo odmówi współpracy
Przy obecnych cenach pelletu trudno dziwić się, że alternatywy przyciągają uwagę. Różnica pomiędzy 2500 zł za tonę a 400–1000 zł wygląda tak, jakby odpowiedź była oczywista. W praktyce trzeba jednak policzyć coś więcej niż samą cenę zakupu. Jeżeli paliwo ma niższą wartość opałową, na sezon potrzeba go więcej. Jeśli pozostawia znacznie więcej popiołu, dochodzi częstsze czyszczenie. Jeżeli powoduje spieki albo nie współpracuje prawidłowo z podajnikiem, mogą pojawić się dodatkowe koszty serwisu, a w skrajnym przypadku również ryzyko uszkodzenia urządzenia i problemów z gwarancją. Dlatego pestki owoców, owies, słoma czy łuski słonecznika nie są uniwersalnym zamiennikiem pelletu drzewnego, który można polecić każdemu właścicielowi domu. Są za to dowodem na to, jak mocno rynek ogrzewania zaczyna się zmieniać pod presją cen.

Obserwuj nas na Google







