Choć od zakończenia prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego minęło już ponad dwadzieścia lat, Jolanta Kwaśniewska wciąż pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych pierwszych dam w historii Polski. Wiele osób może być jednak zaskoczonych tym, że nie korzysta z życia wyłącznie na emeryturze. Była pierwsza dama nadal jest aktywna zawodowo i otwarcie przyznaje, że chce pracować nawet do 80. roku życia. Świadczenie, które otrzymuje po latach pełnienia reprezentacyjnej funkcji u boku prezydenta, nie należy do wysokich.
Przez dziesięć lat reprezentowała Polskę. Funkcja pierwszej damy nie dawała jednak wynagrodzenia
Dla wielu osób rola pierwszej damy kojarzy się z prestiżem, oficjalnymi wizytami i reprezentowaniem kraju na arenie międzynarodowej. Rzadziej mówi się jednak o tym, że przez wiele lat funkcja ta nie wiązała się z żadnym wynagrodzeniem. Zanim Aleksander Kwaśniewski został prezydentem Polski, Jolanta Kwaśniewska prowadziła własną agencję nieruchomości i rozwijała karierę zawodową. W 1995 roku, kiedy jej mąż objął najwyższy urząd w państwie, zdecydowała się zawiesić działalność i całkowicie poświęcić obowiązkom pierwszej damy.
Zobacz także:
Przez dwie kadencje uczestniczyła w setkach spotkań, wydarzeń charytatywnych, wizyt zagranicznych i oficjalnych uroczystości. Dla wielu Polek i Polaków stała się symbolem elegancji, profesjonalizmu i zaangażowania społecznego. Jednocześnie przez cały ten czas nie otrzymywała pensji za wykonywaną funkcję. Co więcej, sama opłacała składki emerytalne. W praktyce oznaczało to, że lata spędzone w Pałacu Prezydenckim nie przełożyły się na wysokie świadczenie po zakończeniu aktywności zawodowej. Dopiero od 2021 roku obowiązują przepisy się zmieniły, a pierwsze damy mają odciągane składki emerytalne. Kancelaria Prezydenta musiała wpłacić ich zaległe składki. W przypadku Jolanty Kwaśniewskiej przełożyło się to na dodatek w wysokości około 300 zł miesięcznie.
fot. Getty Images | Peter Turnley
Emerytura wynosi około 3 tysiące złotych. Dlatego była pierwsza dama nie zamierza rezygnować z pracy
Według informacji podawanych przez media emerytura Jolanty Kwaśniewskiej wynosi obecnie około 3 tys. zł miesięcznie. Po doliczeniu ustawowego dodatku dla byłych pierwszych dam świadczenie wzrasta o wspomniane 300 zł. Choć dla wielu osób taka kwota może wydawać się przyzwoita, sama zainteresowana nie ukrywa, że nie zamierza opierać swojego życia wyłącznie na emeryturze.
Mamy jeszcze więcej ciekawych informacji. To też warto sprawdzić: Ekspertka od savoir-vivre stworzyła czarną listę zachowań. W samolocie lepiej ich unikać
Kilka lat temu w jednym z wywiadów przyznała, że planuje pozostać aktywna zawodowo nawet do osiemdziesiątego roku życia, jeśli tylko pozwoli jej na to zdrowie. Jak tłumaczyła, praca daje jej satysfakcję, możliwość kontaktu z ludźmi i poczucie, że nadal może być potrzebna. W wypowiedzi dla "Super Expressu" mówiła również z charakterystycznym dla siebie dystansem, że przecież ktoś musi jeszcze pracować na przyszłe emerytury. Słowa te odbiły się szerokim echem i pokazały, że była pierwsza dama nie zamierza przechodzić na całkowicie bierny tryb życia. Dziś regularnie angażuje się w różnego rodzaju wydarzenia społeczne, spotkania, konferencje i działalność fundacyjną. Nadal pozostaje aktywna w przestrzeni publicznej, a jej kalendarz często jest wypełniony zawodowymi obowiązkami.
Sytuacja Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich wygląda zupełnie inaczej. Były prezydent otrzymuje specjalne świadczenie
Warto pamiętać, że zupełnie inne zasady obowiązują byłych prezydentów Polski. Aleksander Kwaśniewski, podobnie jak pozostali byli szefowie państwa, pobiera tak zwaną emeryturę prezydencką. Świadczenie to wynosi 75 proc. wynagrodzenia zasadniczego urzędującego prezydenta. Obecnie przekłada się to na ponad 14,2 tys. zł brutto miesięcznie, czyli około 11,7 tys. zł netto.
Oprócz tego byli prezydenci korzystają również z innych uprawnień wynikających z przepisów. Mają zapewnione środki na prowadzenie biura oraz wykonywanie obowiązków związanych z pełnioną wcześniej funkcją. Sytuacja pierwszych dam wygląda jednak zupełnie inaczej. Przez wiele lat nie istniały rozwiązania systemowe regulujące ich status po zakończeniu kadencji męża. W praktyce oznaczało to, że kobiety rezygnujące z własnej kariery zawodowej mogły później otrzymywać znacznie niższe świadczenia emerytalne. To właśnie dlatego temat emerytur byłych pierwszych dam wraca w debacie publicznej co kilka lat. Zwolennicy zmian wskazują, że reprezentowanie kraju przez wiele lat również powinno być odpowiednio uwzględnione w systemie emerytalnym.

Obserwuj nas na Google







