Jeszcze do niedawna nazwa tej miejscowości niewiele mi mówiła. Kojarzyłam ją jedynie z historią dawnych uzdrowisk, ale nie przypuszczałam, że kryje się tam miejsce, które kiedyś było sensacją na skalę całej Europy. O wszystkim opowiedziała mi ciocia, która kilka tygodni spędziła tam w sanatorium w ramach pobytu finansowanego przez NFZ. Wróciła nie tylko z lepszym samopoczuciem, ale też z głową pełną opowieści o niezwykłej historii i wyjątkowym klimacie tego dolnośląskiego uzdrowiska.
Na początku myślała, że jedzie do zwykłego sanatorium. Szybko odkryła, że trafiła do miejsca z niezwykłą historią
Kiedy ciocia dostała skierowanie do Sokołowska, przyznam, że obie musiałyśmy sprawdzić na mapie, gdzie właściwie się znajduje. Ta niewielka miejscowość leży w Górach Suchych, niedaleko Wałbrzycha i granicy z Czechami. Na pierwszy rzut oka uzdrowisko wygląda niepozornie, ale już po pierwszych dniach pobytu ciocia zrozumiała, dlaczego przed laty mówiła o niej cała Europa. Największe wrażenie zrobiła na niej historia tego miejsca. To właśnie tutaj w XIX wieku doktor Hermann Brehmer otworzył pierwsze w Europie sanatorium specjalizujące się w leczeniu gruźlicy. Było to prawdziwie pionierskie przedsięwzięcie, ponieważ zamiast ciepłego klimatu południa Europy postawił na świeże górskie powietrze, ruch, odpowiednią dietę i codzienne spacery. Dziś brzmi to całkiem naturalnie, ale w tamtych czasach była to medyczna rewolucja.
Zobacz także:
To właśnie sukces Sokołowska sprawił, że podobne rozwiązania zaczęto wprowadzać także w innych krajach. Co ciekawe, słynne szwajcarskie Davos rozwijało się właśnie na wzór dolnośląskiego uzdrowiska. Choć dziś większość osób zna przede wszystkim Davos, to właśnie Sokołowsko było pierwsze i przez wiele lat wyznaczało kierunek rozwoju europejskich kurortów zajmujących się leczeniem chorób płuc. Ciocia opowiadała, że spacerując po miejscowości, trudno nie odnieść wrażenia, iż historia jest obecna dosłownie na każdym kroku. Zabytkowe budynki, stare sanatoria i górskie otoczenie tworzą atmosferę zupełnie inną niż w popularnych kurortach. Nie ma tłumów, głośnych deptaków ani komercyjnych atrakcji. Jest za to spokój, którego dziś wielu z nas bardzo potrzebuje.
fot. Adobe Stock | Konrad_elx
Największe wrażenie zrobiły na niej dawne sanatoria. Nawet ich ruiny mają w sobie coś wyjątkowego
Jednym z miejsc, które ciocia wspomina najczęściej, jest dawne sanatorium doktora Brehmera, później znane jako Grunwald. Choć przez lata budynek bardzo ucierpiał i część kompleksu została zniszczona, do dziś robi ogromne wrażenie swoją skalą. To właśnie tutaj leczono kuracjuszy z całej Europy, a sam obiekt należał kiedyś do najnowocześniejszych tego typu placówek na kontynencie. Ciocia mówiła, że długo spacerowała po okolicy, wyobrażając sobie, jak ponad sto lat temu wyglądało życie kuracjuszy. Wokół sanatorium powstał rozległy park z alejkami, altanami i miejscami do odpoczynku. Lekarze zachęcali pacjentów do codziennego ruchu i korzystania z górskiego klimatu. Dziś część tego założenia nadal można podziwiać, a sam budynek jest stopniowo odnawiany przez Fundację In Situ, która nadała mu nowe życie jako przestrzeni dla kultury i sztuki.
Jeżeli szukasz inspiracji podróżniczych, to też może cię zainteresować: 200 m od plaży, 10 zabiegów i codzienna gimnastyka. Nadmorskie uzdrowisko kusi seniorów taniutką ofertą
Ogromnym zaskoczeniem było dla niej także dawne obserwatorium astronomiczne stojące tuż obok sanatorium. Niewiele osób wie, że w XIX wieku stanowiło ono część całego kompleksu leczniczego. Dziś budynek pełni funkcję mieszkalną, ale jego charakterystyczna bryła nadal przyciąga wzrok. Ciocia odwiedziła również działające do dziś sanatorium Biały Orzeł, które również ma XIX-wieczną historię. To właśnie takie miejsca przypominają, jak ogromne znaczenie miało kiedyś Sokołowsko dla rozwoju medycyny i leczenia chorób płuc.
Pobyt w sanatorium nie ograniczał się tylko do zabiegów. Wolny czas spędzała na odkrywaniu uroków okolicy
Jak sama przyznaje, jedną z największych zalet pobytu było to, że po zakończeniu zabiegów mogła poznawać okolicę. Codzienne spacery szybko stały się jej ulubionym elementem dnia. Góry otaczające miejscowość zachęcają do aktywności, a świeże powietrze sprawia, że nawet krótka przechadzka pozwala naprawdę odpocząć. Sporo czasu spędziła również na ulicy Głównej, przy której zachowało się wiele XIX-wiecznych budynków. Mimo upływu lat miejscowość nadal ma swój wyjątkowy charakter. Można tu zobaczyć dawne pensjonaty, historyczne wille i budynki związane z rozwojem uzdrowiska. Szczególnie zainteresowała ją historia Krzysztofa Kieślowskiego, który przez kilka lat mieszkał właśnie w Sokołowsku. Dziś miejscowość organizuje festiwal filmowy poświęcony słynnemu reżyserowi.
Nie zabrakło też wizyty przy cerkwi św. Michała Archanioła. Powstała ona na początku XX wieku z myślą o licznych kuracjuszach wyznania prawosławnego, którzy przyjeżdżali tu między innymi z Rosji. Sama świątynia ma niezwykle ciekawą historię, bo po wojnie popadła w ruinę, a dopiero po latach została odrestaurowana i ponownie zaczęła pełnić funkcję sakralną. Ciocia wybrała się również w kierunku ruin romantycznego zameczku Friedenstein, który kiedyś służył kuracjuszom jako miejsce odpoczynku podczas górskich wędrówek. Choć dziś zostały z niego jedynie pozostałości, spacer tą trasą bardzo jej się podobał.
Wróciła z przekonaniem, że to jedno z najbardziej niedocenianych uzdrowisk w Polsce. Sama chętnie pojechałabym tam choćby na weekend
Najbardziej zapadło mi w pamięć to, z jakim entuzjazmem opowiadała o całym wyjeździe. Oczywiście korzystała z zabiegów i realizowała program leczenia w sanatorium, ale równie mocno doceniła atmosferę samego Sokołowska. Mówiła, że trudno znaleźć drugie miejsce, które w tak naturalny sposób łączy historię, architekturę, piękne krajobrazy i ciszę. To nie jest uzdrowisko nastawione na głośną rozrywkę. Zamiast zatłoczonych deptaków są spokojne alejki, zabytkowe budynki i góry zachęcające do spacerów. Właśnie dlatego wiele osób wyjeżdża stamtąd naprawdę wypoczętych.
Po wysłuchaniu wszystkich jej historii sama zaczęłam czytać o Sokołowsku i zrozumiałam, dlaczego przed laty przyjeżdżali tu kuracjusze z całej Europy. To miejsce odegrało ogromną rolę w historii medycyny, a jednocześnie zachowało swój kameralny charakter. Dziś można tam trafić również w ramach leczenia finansowanego przez NFZ, dzięki czemu to niezwykłe uzdrowisko jest dostępne nie tylko dla prywatnych kuracjuszy. Jeśli ktoś szuka spokojnego miejsca z fascynującą historią i pięknym górskim otoczeniem, Sokołowsko zdecydowanie warto wpisać na swoją listę.

Obserwuj nas na Google







