Latem moja pielęgnacja wygląda trochę inaczej niż przez resztę roku. Skóra jest częściej odsłonięta, dlatego jeszcze bardziej zależy mi na tym, żeby była gładka, miękka i wyglądała zdrowo. Od dawna przekonałam się, że regularność daje znacznie lepsze efekty niż przypadkowe zabiegi wykonywane raz na jakiś czas. Chętnie sięgam po kosmetyki, które nie tylko działają, ale sprawiają też przyjemność podczas używania. Właśnie dlatego lubię testować nowości, zwłaszcza gdy zapowiadają się naprawdę obiecująco.
Peeling z Rossmanna błyskawicznie trafił do mojego koszyka. Od lata nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez takiego rytuału
Nie wyobrażam sobie lata bez regularnego peelingu całego ciała. Od kilku lat praktycznie nie opalam się na słońcu, bo zdecydowanie wolę sięgać po samoopalacz. Dzięki temu unikam nadmiernego działania promieni UV, a jednocześnie mogę cieszyć się równomierną opalenizną przez całe wakacje. Właśnie dlatego peeling jest dla mnie obowiązkowym etapem pielęgnacji.
Zobacz także:
Przez ostatnie lata przetestowałam naprawdę sporo kosmetyków tego typu. Mam swoich sprawdzonych ulubieńców, ale równie chętnie sięgam po nowości, jeśli tylko coś zwróci moją uwagę. Podczas ostatniej wizyty w Rossmannie ekspedientka poleciła mi nowy peeling marki Fluff o zapachu Matcha Latte. Wystarczyło jedno otwarcie opakowania, żebym wiedziała, że wrócę z nim do domu.
Peeling Fluff od razu wyróżnił się na półce intensywnie zielonym kolorem i bardzo apetycznym wyglądem. Sam kosmetyk ma kremową, cukrową konsystencję i już podczas pierwszego użycia zrobił na mnie świetne wrażenie. Zapłaciłam za niego tylko 23,99 zł i uznałam, że za taką pojemność oraz przyjemność używania to naprawdę rozsądna cena. Lubię kosmetyki, które zamieniają zwykły prysznic w mały domowy rytuał SPA.
Najbardziej spodobało mi się jednak to, jak sprawdza się przed aplikacją samoopalacza. Wieczorem wykonuję peeling do ciała, a następnego dnia nakładam samoopalacz. Dzięki temu kosmetyk rozprowadza się znacznie łatwiej, nie tworzy smug ani ciemniejszych plam na łokciach czy kolanach. Skóra pozostaje idealnie gładka i przygotowana, przez co efekt wygląda znacznie bardziej naturalnie. Właśnie dlatego już po kilku użyciach wiedziałam, że ta nowość zostanie ze mną na dłużej.
fot. rossmann.pl
Peeling Fluff zawiera składniki, które świetnie uzupełniają codzienną pielęgnację. Takie połączenie sprawia, że skóra długo pozostaje miękka
Największą pracę wykonuje tutaj cukier, który odpowiada za delikatne złuszczanie martwego naskórka. Dzięki niemu skóra staje się gładsza, przyjemniejsza w dotyku i wygląda na bardziej zadbaną. Bardzo podoba mi się to, że peeling nie jest agresywny i nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia podrażnienia.
Drugim ważnym składnikiem jest masło shea. To właśnie ono odpowiada za odżywienie skóry i pomaga chronić ją przed przesuszeniem. Po spłukaniu nie miałam wrażenia nieprzyjemnego ściągnięcia, które czasami pojawia się po użyciu mocniejszych peelingów. Skóra była miękka, komfortowa i przyjemna w dotyku jeszcze długo po kąpieli.
Całość uzupełnia ekstrakt z liści zielonej herbaty, czyli matchy. Producent podkreśla jego właściwości antyoksydacyjne oraz wspierające ochronę skóry przed czynnikami zewnętrznymi. Taki skład sprawia, że kosmetyk nie tylko złuszcza, ale jednocześnie pielęgnuje i pomaga utrzymać świeży wygląd skóry. Właśnie takie wielozadaniowe produkty najbardziej lubię mieć w swojej łazience.
Zerknij też na to cacuszko z Hebe: Przystopowałam z farbowaniem u fryzjera, bo ten hit maskuje siwiznę w kilka sekund. Tylko 27,99 zł w Hebe
Peeling do ciała to dopiero początek letniej pielęgnacji. Kilka prostych nawyków sprawia, że skóra wygląda świetnie każdego dnia
Sam peeling to dla mnie dopiero pierwszy krok. Równie ważne jest regularne nawilżanie skóry po każdej kąpieli. Latem najczęściej wybieram lekkie balsamy lub mleczka, które szybko się wchłaniają i nie pozostawiają lepkiej warstwy. Dzięki temu skóra przez cały dzień pozostaje miękka i przyjemna w dotyku.
Ogromne znaczenie ma także odpowiednie nawodnienie organizmu. Zauważyłam, że kiedy piję więcej wody i dbam o zbilansowaną dietę, skóra wygląda znacznie lepiej niż wtedy, gdy skupiam się wyłącznie na kosmetykach. Staram się również unikać bardzo gorących kąpieli, bo potrafią niepotrzebnie przesuszać naskórek.
Przed każdą aplikacją samoopalacza zawsze wracam do swojego sprawdzonego schematu. Najpierw wykonuję peeling do ciała, później dokładnie nawilżam najbardziej problematyczne miejsca, a dopiero następnego dnia nakładam produkt brązujący. Taki rytuał sprawia, że opalenizna wygląda równomiernie, utrzymuje się dłużej i naprawdę przypomina tę naturalną. Właśnie dlatego latem nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez dobrego peelingu i kilku prostych nawyków, które każdego dnia pomagają utrzymać skórę gładką, miękką i zdrowo wyglądającą.

Obserwuj nas na Google







