Jesienią coraz częściej szukam dekoracji, które zostaną ze mną również zimą. Nie chcę zapełniać mieszkania rzeczami pasującymi wyłącznie do jednego święta, bo potem pojawia się dobrze znany problem z przechowywaniem pudeł. Wolę jeden niewielki dodatek, który w październiku stoi obok książek, w listopadzie rozświetla parapet, a w grudniu staje się częścią świątecznej aranżacji. Właśnie dlatego tak spodobały mi się małe domki. Są proste, jasne i można zmieniać ich otoczenie zależnie od pory roku.

Dwie kamieniczki z Pepco kosztują 20 zł. Wyglądają jak miniatura starej europejskiej uliczki

Za zestaw dwóch dekoracyjnych kamieniczek LED w Pepco trzeba zapłacić 20 zł. Dostajemy dwa różne budynki zamknięte w jednym pudełku. Jeden ma bardziej zaokrąglony, dekoracyjny szczyt, drugi schodkowy. Właśnie ta różnica sprawia, że ustawione obok siebie nie wyglądają jak dwie identyczne figurki. Bardziej przypominają fragment małej uliczki. Mnie od razu skojarzyły się z Amsterdamem. Wąskie fasady, rzędy małych okienek i ozdobne zwieńczenia robią swoje. Oczywiście nie są kopiami konkretnych holenderskich budynków, to po prostu moje pierwsze skojarzenie, gdy zobaczyłam je z bliska.

Zobacz także:

Podoba mi się też kolorystyka. Domki LED są jasne, a krawędzie podkreślono delikatnymi złotymi liniami. Nie ma tu mocnej czerwieni, zieleni, brokatu ani dużych świątecznych napisów. Dzięki temu dekoracja nie narzuca jednego sposobu wykorzystania. Mogę wyciągnąć ją znacznie wcześniej niż bożonarodzeniowe bombki i schować dopiero wtedy, gdy znudzi mi się zimowy wystrój. Z bliska widać również fakturę fasad, wypukłe obramowania oraz maleńkie okna. To właśnie te szczegóły dają efekt, który kojarzy mi się z ręcznie wykańczanymi dekoracjami. Nie oznacza to oczywiście, że domki wykonano ręcznie. Po prostu wizualnie mają więcej charakteru niż gładka, jednolita figurka.

fot. mat. własne Story.pl

Za dnia są jasną dekoracją, wieczorem zaczynają świecić. LED zmienia charakter małych domków

Najciekawszy szczegół kryje się właściwie w nazwie produktu. To dekoracja LED, więc nie potrzebuje podłączenia przewodem do domowego gniazdka. Dzięki temu nie muszę planować dla niej miejsca tuż obok kontaktu ani prowadzić kabla przez pół parapetu.
I właśnie tutaj widzę największą przewagę takich niewielkich ozdób. W ciągu dnia mogą po prostu stać między książkami, na komodzie czy półce. Kiedy robi się ciemniej, światło wydobywające się przez małe otwory okienne podkreśla kształt fasad. Nagle zwykłe białe domki zaczynają przypominać miniaturowe kamienice, w których ktoś właśnie zapalił światło.

Szukasz tanich dodatków do wnętrz? To również warto sprawdzić: Czarny blat, smukłe nogi i 0 przekombinowania. Gdy przeszkadza, składam i znika za kanapą. Stolik za 29,99 zł to hit z Biedry

Nie dorabiałabym do nich zbyt bogatej aranżacji. Same mają sporo detali, dlatego wolę zostawić im trochę przestrzeni. Szczególnie dobrze wyobrażam je sobie na szerokim parapecie, gdzie wieczorem będą widoczne również z dalszej części pokoju. Drugim miejscem jest komoda w salonie. Tam mogą zastąpić kilka mniejszych bibelotów i stworzyć jeden spokojny punkt dekoracyjny. Na opakowaniu nie znalazłam natomiast informacji, która pozwalałaby traktować je jako ozdobę zewnętrzną. Dlatego zostałam przy pomysłach na wykorzystanie w mieszkaniu.

Na parapecie zrobię z nich mały Amsterdam. W grudniu wystarczy dołożyć kilka zimowych dodatków

Najbardziej podoba mi się możliwość zmieniania charakteru tej dekoracji bez kupowania kolejnych figurek. Teraz postawię obie kamieniczki obok siebie i zostawię je właściwie bez dodatków. Przy jasnej ścianie i drewnianym blacie taki prosty zestaw wygląda spokojnie i nie przytłacza wnętrza. Kiedy przyjdzie grudzień, dołożę obok niewielką gałązkę iglastą. Może pojawić się również papierowa gwiazda albo kilka szyszek. Tyle wystarczy. Zamiast budować wielką świąteczną wioskę na pół komody, można stworzyć małą scenkę zajmującą niewiele przestrzeni.

Jest jeszcze jeden sposób, który szczególnie mi się podoba. Domki można rozdzielić. Jeden stawiam na półce w salonie, drugi na parapecie albo na konsoli w przedpokoju. Nie muszą przez cały czas funkcjonować jako komplet. Przy małym mieszkaniu to praktyczne, bo z jednego pudełka dostaję dwa osobne elementy wystroju. Widzę je również w bardziej klasycznym wnętrzu, gdzie stoją obok drewnianych mebli i kremowych tekstyliów. Z kolei przy prostych, nowoczesnych dodatkach mogą wyglądać znacznie bardziej minimalistycznie. Neutralna kolorystyka daje tu sporo swobody.

Zestaw ma podane wymiary 16 x 7 x 13,5 cm. To dekoracja, dla której łatwo znaleźć miejsce

Na pudełku widnieją wymiary 16 x 7 x 13,5 cm, więc mówimy o naprawdę niewielkiej ozdobie. I akurat w tym przypadku traktuję to jako zaletę. Nie każdy ma szeroki kominek, ogromny stół czy pustą komodę przeznaczoną wyłącznie na sezonowe dekoracje.

Takie małe elementy są znacznie łatwiejsze do wkomponowania w to, co już stoi w domu. Nie trzeba zdejmować lampy, przenosić ramek ze zdjęciami ani reorganizować całej półki. Domki można wsunąć w wolną przestrzeń i dopiero wieczorem, po włączeniu światła, pozwolić im grać pierwszą rolę. Podoba mi się jeszcze jedna rzecz. Po sezonie nie zostaję z ogromną dekoracją, dla której trzeba szukać osobnego pudła. Dwie niewielkie kamieniczki łatwiej schować razem z pozostałymi ozdobami. Dla mnie właśnie takie zakupy mają najwięcej sensu. Dekoracja powinna cieszyć, a nie powodować w styczniu pytania: gdzie ja to teraz wszystko zmieszczę?