Mam słabość do rzeczy, które przypominają wyposażenie domu mojej babci. Kolorowe szkło, cięższe szklanki, wzory na spodzie, salaterki wyciągane z kredensu na niedzielny obiad. Jeszcze niedawno wiele takich przedmiotów wydawało się niemodnych, a dziś podobne wzornictwo znowu pojawia się w sklepach. Pasuje zarówno do zwykłej białej zastawy, jak i bardziej kolorowych talerzy. Dlatego podczas zakupów w Dino zatrzymałam się właśnie przy tych szklankach. Na zdjęciu widać kilka wariantów kolorystycznych, między innymi zielony, bursztynowy i odcień wpadający w róż. Kolor jest najmocniejszy przy dnie i stopniowo zanika ku górze, co daje efekt ombre. Do tego dochodzi pionowe ryflowanie w dolnej części. Całość wygląda trochę retro, ale nie staroświecko.

Kolorowe szkło przypomina mi rodzinne obiady u babci. Ryflowane dno i efekt ombre nadają mu jednak bardziej współczesny charakter

Pamiętam, że u babci szklanki nigdy nie musiały być idealnie przezroczyste i identyczne. Jedne miały zielonkawy odcień, inne charakterystyczne tłoczenia, a jeszcze inne pojawiały się na stole wyłącznie wtedy, gdy przychodzili goście. Do kompotu nalewało się to, co akurat stało w kredensie, i nikomu nie przeszkadzało, że szkło miało trochę więcej charakteru. Te szklanki z Dino od razu uruchomiły mi podobne skojarzenie. Nie są jednak kopią dawnego szkła. Ich wygląd wpisuje się w obecny powrót do kolorowych dodatków kuchennych. Na zdjęciach dobrze widać delikatne przejście koloru. Zieleń, żółty czy róż nie pokrywają całego naczynia. Górna część pozostaje przezroczysta, a barwa skupia się przede wszystkim przy podstawie. Podoba mi się również ryflowanie.

Zobacz także:

Zamiast dodatkowych nadruków czy napisów mamy prosty wzór w samym szkle. Dzięki temu szklanki nie wyglądają przesadnie dekoracyjnie. Widzę je zarówno przy codziennym śniadaniu, jak i na stole przygotowanym dla gości. Zwykła woda z cytryną, domowy kompot czy lemoniada wystarczą, żeby kolor przy dnie stał się bardziej widoczny. Na oznaczeniu przy produkcie podano też pojemność 380 ml. To praktyczny rozmiar do codziennych napojów. Nie jest to maleńka szklaneczka, którą trzeba co chwilę uzupełniać. Właśnie takie rzeczy lubię kupować najbardziej, dekoracyjne, ale nadal przeznaczone do normalnego używania, a nie wyłącznie do stania za szybą.

fot. mat. własne Story.pl

Promocyjna cena wygląda świetnie na dużej etykiecie, ale ma ważny warunek. Trzeba wziąć sześć szklanek, żeby skorzystać z niższej stawki

I tutaj dochodzimy do wspomnianego szkopułu. Na sklepowej etykiecie największym drukiem widnieje 2,99 zł za sztukę, ale tuż nad ceną znajduje się informacja „przy zakupie 6 sztuk”. To ważne, bo kupując pojedynczą szklankę, nie dostajemy tej samej stawki. Cena przy zakupie jednej sztuki, widoczna na oznaczeniu w sklepie, jest wyższa. Dlatego przed wrzuceniem jednej czy dwóch sztuk do koszyka lepiej przeczytać całą etykietę, a nie tylko największe cyfry. Sama promocja jest pomyślana przede wszystkim dla osoby, która chce od razu skompletować zestaw.

Chcesz więcej ciekawych dodatków aranżacyjnych? To też warto sprawdzić: "Co tu tak śmierdzi stęchlizną?" - córka nie dawała spokoju. Kupiła mi gadżet z Action i wilgoć z szafy zniknęła

W tym przypadku ma to zresztą sens również od strony wyglądu stołu. Sześć takich samych albo kolorystycznie dobranych szklanek tworzy gotowy komplet na rodzinny obiad czy spotkanie przy kawie. Na ekspozycji widać kilka odcieni, więc można też pobawić się kolorami zamiast stawiać wyłącznie na jeden wariant. To szczególnie ciekawie wygląda przy prostej, jednolitej zastawie. Nie zakładam jednak na podstawie samego zdjęcia, że wszystkie pokazane kolory są dostępne w każdym markecie. Przy takich zakupach sprawdzam po prostu to, co znajduje się aktualnie na ekspozycji. 

Sześć sztuk od razu tworzy komplet na rodzinny stół. Ja mieszałabym kolory zamiast wybierać wszystkie identyczne

W takich drobiazgach najbardziej podoba mi się to, że nie muszę wymieniać całej zastawy, żeby trochę odświeżyć stół. Białe talerze mogą zostać, podobnie jak sztućce i obrus. Wystarczy wprowadzić jeden kolorystyczny akcent. Szklanki nadają się do tego świetnie, bo korzystamy z nich codziennie. Zielone od razu kojarzą mi się z końcówką lata i początkiem jesieni. Bursztynowe dobrze wyglądają przy cieplejszych kolorach zastawy. Różowe dają bardziej delikatny efekt. Ja nie trzymałabym się zasady, że cały komplet musi być identyczny. Kilka kolorów przy jednym stole może wyglądać swobodnie i trochę jak zestaw zbierany przez lata. Jest w tym coś z dawnych kredensów, w których zastawa miała swoją historię. Nie wszystko pochodziło z jednej kolekcji, a mimo to podczas rodzinnego obiadu wyglądało dobrze. Dziś taki efekt wraca, tylko w bardziej uporządkowanej wersji.