Mam kilka ubrań, które traktuję wyjątkowo. Jedwabna spódnica od ulubionego kostiumu, elegancki żakiet, kaszmirowy sweter – to rzeczy, których nie wrzucam bez zastanowienia do pralki. Tym bardziej boli, kiedy pojawi się na nich uporczywa i trudna plama. Jakiś czas temu upaćkałam swą piękną spódnicę masłem, a kilka dni później wełnianą garsonkę woskiem. Byłam przekonana, że czeka mnie kolejna wizyta w pralni chemicznej.
Krok 1. Żelazko i papier
Kompletnie się do tego nie wyrywałam, raz, że cena wysoka, to jeszcze jakość prania nie zawsze zadowalająca. Pożaliłam się koleżance, a wtedy ona puknęła się w czoło. Opowiedziała mi, że od czasu, gdy zniszczono jej w pralni płaszcz, już nie oddaje tam ubrań. A na tłuste plamy ma sposób. Kładzie ubranie na desce do prasowania, a na plamie układa listek ręcznika papierowego. Potem ustawia żelazko na temperaturę odpowiednią do danego materiału i delikatnie prasuje tam, gdzie jest tłuste zabrudzenie. Postąpiłam zgodnie z jej radą.
Zobacz także:
Już po chwili na papierze zaczęły pojawiać się ślady. Okazało się, że pod wpływem ciepła tłuszcz rozpuszcza się i wsiąka w ręcznik papierowy zamiast zostawać we włóknach materiału. Papier wymieniałam kilka razy, bo za każdym razem wchłaniał kolejną porcję tłuszczu. Sama plama zrobiła się dużo jaśniejsza i właściwie przestała rzucać się w oczy. Zadziałało i na spódnicy z plamą po maśle, i na garsonce z plamą po wosku.
Fot. Adobe Stock / Seventyfour
Krok 2. Sprej na bazie roślin
To jednak nie koniec. Po prasowaniu niewielkie resztki tłuszczu zostaną we włóknach tkaniny i wtedy pora na drugi krok. Koleżanka poleciła mi delikatny odplamiacz na bazie mydłokrzewu, którego sama używa przy praniu wełnianych swetrów. Jest w dozowniku ze spryskiwaczem. Psika się na plamę, zostawia na 15 minut, a potem delikatnie zapiera bez pocierania i spłukuje letnią woda. Po wyschnięciu plama zniknęła.
Przeczytaj, jak poradzić sobie ze śmierdzącym praniem: Kiedyś śmierdzące koszulki prałam po 2 razy, ale teraz mam sposób. Pachną nawet po praniu w 30 stopniach
Do pralni nie zaglądam. Kasa zostaje w kieszeni
Kilka tygodni później ten sam sposób uratował moją garsonkę. Podczas rodzinnej uroczystości mąż niechcący przechylił dekoracyjny świecznik i gorący wosk skapnął prosto na rękaw. W pierwszej chwili spanikowałam, a potem przypomniałam sobie historię ze spódnica. Po powrocie do domu zrobiłam trik z ręcznikiem i sprejem z mydłokrzewu i znów zadziałało.
Od tamtej rozmowy z koleżanką przestałam jednak wpadać w panikę na widok każdej tłustej plamy. Zanim zapakuję ubranie do pokrowca i ruszę do pralni chemicznej, najpierw sięgam po ręcznik papierowy, żelazko i delikatny odplamiacz. Ten prosty patent pozwolił mi już uratować dwie ulubione rzeczy, a przy okazji zaoszczędzić trochę pieniędzy.
Obserwuj nas na Google







