Jesienią stopy znikają w pełnych butach i właśnie wtedy najłatwiej przestać zwracać na nie uwagę. Sama łapię się na tym, że latem regularnie robię pedicure, a wraz z pierwszym chłodem szybko o nim zapominam. Problem wraca wieczorem, kiedy zdejmuję skarpetki i widzę przesuszone, szorstkie pięty. Zamiast urządzać domowy salon kosmetyczny z pięcioma preparatami, wolę prostą pielęgnację. Ten sposób zainteresował mnie szczególnie, bo podstawowy składnik od dawna stoi w mojej kuchni.

Suche pięty nie biorą się znikąd. Obuwie i brak regularnego nawilżania szybko odbijają się na skórze

Skóra na piętach ma trudne zadanie. Codziennie jest obciążana podczas chodzenia, a do tego zamykamy ją na wiele godzin w butach. Problemowi przesuszonych stóp sprzyja między innymi nieodpowiednie obuwie, szczególnie syntetyczne i słabo przepuszczające powietrze. Znaczenie ma również częste noszenie butów na obcasie oraz zaniedbywanie regularnego nawilżania. Z czasem pozbawiona elastyczności skóra staje się twardsza i grubsza. W bardziej nasilonych przypadkach zaczyna również pękać. Dlatego wolę reagować, gdy pięty są po prostu suche i szorstkie, zamiast czekać, aż pojawi się większy problem.

Zobacz także:

Nie jestem też zwolenniczką bardzo agresywnego ścierania skóry przy każdej okazji. Domowa pielęgnacja ma być dla mnie spokojnym rytuałem, a nie walką z piętami. Ciepła kąpiel, delikatne osuszenie, odpowiednia pielęgnacja i krem zajmują niewiele czasu, a łatwiej wykonywać je regularnie niż urządzać wielką akcję raz na kilka miesięcy. Gdy jednak na piętach pojawiają się głębokie, bolesne lub pęknięcia, nie eksperymentuję z kuchennymi sposobami. W takiej sytuacji problem przestaje być wyłącznie kosmetyczny i wymaga konsultacji ze specjalistą.

fot. Adobe Stock | Warawan

Cztery łyżki sody oczyszczonej zamieniają się w gęstą pastę. Całe przygotowanie zajmuje dosłownie chwilę

Tajemniczym produktem z tytułu jest zwyczajna soda oczyszczona. Ta sama, którą trzymam w kuchennej szafce i wykorzystuję przy różnych domowych czynnościach. Do przygotowania pasty potrzeba czterech łyżek sody oraz niewielkiej ilości ciepłej wody. Składniki mieszamy do uzyskania gęstej, jednolitej papki. Można dodać także kilka kropli olejku eterycznego, na przykład lawendowego albo z drzewa herbacianego. Nie jest to jednak podstawa samej mieszanki z sody i wody. Przy wrażliwej skórze zachowuję szczególną ostrożność z dodatkami zapachowymi, bo olejki eteryczne również mogą powodować podrażnienia.

Chcesz więcej domowych porad? To też warto sprawdzić: Nie farba i nie drogi kosmetyk. Zalewam 2 łyżki wrzątkiem i stosuję po szamponie, siwe pasma stopniowo ciemnieją

Przed nałożeniem pasty myję stopy i dokładnie je osuszam. Następnie rozprowadzam przygotowaną mieszankę na piętach. Nie potrzebuję do tego żadnych specjalnych akcesoriów, skarpet złuszczających ani urządzeń. Cała metoda opiera się na bardzo prostym połączeniu dwóch podstawowych składników. I właśnie prostota najbardziej mnie tutaj przekonuje. Nie muszę robić dużej porcji ani przechowywać resztek w łazience. Przygotowuję pastę bezpośrednio przed użyciem i od razu ją nakładam.

Pasta zostaje na piętach przez około 15 minut. Po spłukaniu nie pomijam najważniejszego kroku, czyli kremu

Według opisanego sposobu mieszankę pozostawia się na umytych i osuszonych piętach przez około kwadrans. Następnie trzeba dokładnie spłukać stopy ciepłą wodą. Na tym jednak pielęgnacja się nie kończy. Źródło zaleca, żeby po zabiegu wmasować w skórę krem nawilżający.

Ten ostatni krok jest dla mnie szczególnie ważny. Domowa pasta nie zastępuje regularnego nawilżania stóp. Po jej zmyciu osuszam skórę i dopiero wtedy sięgam po kosmetyk, który już mam w łazience.

WP Kobieta sugeruje wykonywanie takiej kuracji raz w tygodniu. Nie zwiększam częstotliwości tylko dlatego, że zależy mi na szybszym efekcie. Soda ma zasadowy odczyn i u części osób może podrażniać albo dodatkowo przesuszać skórę, szczególnie przy częstym stosowaniu. Gdy czuję pieczenie, szczypanie lub widzę zaczerwienienie, od razu ją zmywam.

Nie nakładam jej również na otwarte pęknięcia i uszkodzoną skórę. Domowy sposób traktuję jako pielęgnację szorstkich pięt, a nie metodę leczenia ran czy poważniejszych zmian.

Efekt stópek jak u bobaska brzmi kusząco, ale nie każda skóra reaguje tak samo. Regularność daje więcej niż jednorazowy domowy zabieg

Przy domowych sposobach łatwo wpaść w pułapkę spektakularnych obietnic. Źródło przedstawia tę metodę jako sposób na szybkie wygładzenie pięt i opisuje sodę jako składnik pomagający zmiękczyć twardy naskórek oraz ułatwić usuwanie zrogowaceń. Ja patrzę na to bardziej praktycznie. Po jednym kwadransie nie oczekuję, że wielomiesięczne zrogowacenia magicznie znikną.

Znacznie ważniejsze jest to, co robię ze stopami później. Regularnie nakładam krem, wybieram wygodne obuwie i nie czekam z pielęgnacją do chwili, gdy suche pięty zaczynają boleśnie pękać. Domowa pasta jest dla mnie dodatkiem do tego rytuału, a nie zamiennikiem całej pielęgnacji.

Warto też obserwować własną skórę. To, co jednej osobie odpowiada, u drugiej powoduje przesuszenie lub podrażnienie. Przy bardzo wrażliwych stopach zaczynam ostrożnie i nie trzymam mieszanki na skórze na siłę tylko dlatego, że przepis podaje konkretny czas.

Najbardziej podoba mi się jednak fakt, że nie muszę od razu dokładać kolejnego produktu do łazienkowej półki. Otwieram kuchenną szafkę, przygotowuję niewielką porcję pasty, a później pamiętam o kremie. Prosto i bez wielkich przygotowań. A gdy pięty przestają przypominać tarkę, zakładanie rajstop czy skarpetek znowu staje się znacznie przyjemniejsze.