Bywają popołudnia, kiedy mam wrażenie, że wszystko dzieje się jednocześnie. Jedno dziecko woła, że zgubiło kredki, drugie koniecznie chce pokazać nową budowlę z klocków, a trzecie płacze, bo mu to drugie zniszczyło obrazek. Jeszcze niedawno próbowałam odpoczywać, scrollując przez chwilę media społecznościowe. Paradoksalnie po kilkunastu minutach czułam się jeszcze bardziej zmęczona. Szukałam czegoś, co naprawdę pozwoli mi odciąć się od codziennego zgiełku. Zupełnym przypadkiem znalazłam to na półce w Action.

Z początku myślałam, że to zabawa dla dzieci. Już po kilku minutach nie mogłam się oderwać

Na opakowaniu widniał kolorowy obrazek, a na półce podpis "Diamentowe malowanie". Przeszło mi przez myśl, że to kolejny kreatywny zestaw, który po kilku dniach wyląduje na dnie szuflady. Kosztował jednak niewiele, więc wrzuciłam go do koszyka bez większego przekonania. Wieczorem otworzyłam pudełko. W środku znalazłam płótno z nadrukiem, maleńkie błyszczące diamenciki, aplikator i niewielki pojemniczek z woskiem. Instrukcja była tak prosta, że właściwie nie była potrzebna. Wystarczyło dopasowywać kolorowe kryształki do oznaczonych pól i ostrożnie je nanieść za pomocą aplikatora. Brzmiało banalnie, ale już po kilku minutach złapałam się na tym, że kompletnie przestałam myśleć o obowiązkach, a w głowie zapanował błogi spokój.

Zobacz także:

fot. action.com

Nawet nie spojrzałam na telefon. Dawno nic mnie nie wyciszyło tak skutecznie

Układanie diamencików ma w sobie coś hipnotyzującego. Powtarzalne ruchy uspokajają, a obraz z każdą chwilą nabiera kolorów i blasku. Nie trzeba mieć talentu plastycznego ani artystycznej duszy. Wystarczy usiąść wygodnie z kubkiem herbaty i pozwolić sobie na chwilę oddechu. Po piętnastu czy dwudziestu minutach naprawdę czułam, że moja głowa przestała pędzić. To nie jest spektakularna metamorfoza, ale właśnie takie małe rytuały często robią największą różnicę. Połączenie kreatywnej zabawy z oderwaniem od źródeł hałasu i chaosu pozwala mi wrócić na właściwe tory i zapobiega też wybuchom złości.

Teraz często zaglądam na tę półkę. Co chwilę pojawiają się nowe wzory

Od tamtej pory haft diamentowy stał się moim małym sposobem na relaks. Za każdym razem, kiedy odwiedzam Action, zerkam na dział z kreatywnymi zestawami. Raz trafiam na kwiaty, innym razem na krajobrazy, zwierzęta albo świąteczne motywy. Lubię też to, że nie jest to hobby, które wymaga dużych wydatków. Nie trzeba kupować drogiego sprzętu ani zapisywać się na warsztaty. Wszystko znajduje się w jednym pudełku. Mogę usiąść na kwadrans, kiedy dzieci oglądają bajkę albo odrabiają lekcje, a jeśli mam więcej czasu, wracam do obrazu wieczorem. Nikt mnie nie pogania i nie ma znaczenia, czy skończę go za dwa dni, czy za dwa tygodnie.

Jeśli tak jak ja lubisz prace kreatywne, to przeczytaj ten tekst: Po ponad 20 latach wróciły do Polski i są w Action. Dasz dziecku do zabawy i masz spokój na 2 godziny

Chwila relaksu, a wielki zysk. Teraz jestem cierpliwszą mamą

Gotowe prace zaczęły trafiać do ramek. Kilka zawisło w domu, jeden obraz podarowałam mamie, inny koleżance. Ale największą wartością jest tych kilkanaście minut tylko dla siebie. Bez wiadomości, bez obowiązków, bez niekończącej się listy rzeczy do zrobienia. Czasem wystarczy kilkaset błyszczących diamencików, żeby przypomnieć sobie, że odpoczynek nie musi oznaczać wyjazdu do SPA ani całego wolnego weekendu. Dziś, kiedy dzieciaki znów dają czadu, nie szukam już ratunku w bezmyślnym scrollowaniu. Wyciągam swoje pudełko z haftem diamentowym, siadam przy stole i wiem, że za kilkanaście minut będę miała więcej cierpliwości, lepszy humor i energię, której jeszcze chwilę wcześniej wydawało się, że zupełnie mi zabrakło.