Uwielbiam podkłady, które potrafią porządnie zakryć zaczerwienienia i wszelkie niedoskonałości, ale nie zostawiają na twarzy tej niepożądanej, ciężkiej warstwy. Od pewnego czasu uważnie przyglądam się koreańskim "cushionom", które - zamiast w formie tradycyjnej buteleczki - występują w postaci poręcznego kompaktu z gąbeczką. Szczególnie zaciekawił mnie słynny TIRTIR w czerwonym opakowaniu, choć jego cena skutecznie studziła mój zapał. Ostatnio w ofercie Rossmanna wypatrzyłam jednak coś łudząco podobnego, i to za niecałe 30 zł. Co ciekawe, ten podkład znanej polskiej marki kosmetycznej ma w składzie również dwa składniki dobrze znane mi z produktów do pielęgnacji.

Wygląda jak słynny TIRTIR, ale kosztuje niecałe 30 zł. W Rossmannie znalazłam tańszą alternatywę

Koreańskie kosmetyki do makijażu od dawna przyciągają moją uwagę, a podkłady typu cushion szczególnie przypadły mi do gustu pod względem samego pomysłu na aplikację. Zamiast wyciskać produkt na dłoń i rozprowadzać go gąbeczką lub pędzlem, wystarczy nabrać odrobinę podkładu na dołączony do produktu puszek i delikatnie wklepać go w skórę. Taki sposób nakładania pozwala lepiej kontrolować ilość kosmetyku i stopniowo budować krycie.

Zobacz także:

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych produktów tego typu jest TIRTIR Mask Fit Red Cushion, który można kupić w Rossmannie za 74,99 zł. Jego charakterystyczne czerwone opakowanie trudno pomylić z czymkolwiek innym. Kiedy zobaczyłam Wonder Match Cushion Foundation od Eveline Cosmetics, od razu przyszło mi na myśl porównanie obu kosmetyków.

fot. rossmann.pl

Podkład Eveline również zamknięto w czerwonym kompakcie z lusterkiem i puszkiem do aplikacji. Najbardziej zainteresowała mnie jego cena. W Rossmannie przeceniono go z 54,99 zł na 29,99 zł. To aż 45 zł mniej niż w przypadku koreańskiego pierwowzoru. 

Oczywiście podobny sposób aplikacji i opakowanie nie oznaczają, że oba podkłady mają identyczną formułę. Eveline zapowiada jednak coś, na czym szczególnie mi zależy, a mianowicie - mocne krycie połączone z naturalnym efektem drugiej skóry, bez wrażenia ciężkiej maski.

fot. rossmann.pl

Krycie jak po korektorze, ale bez efektu ciężkiej maski? Formuła Eveline ma jeszcze jedną zaletę

Według producenta Wonder Match Cushion Foundation ma wyrównywać koloryt cery, zmniejszać widoczność niedoskonałości i pozostawiać na twarzy subtelnie rozświetlone wykończenie. To coś pomiędzy mocno kryjącym makijażem a modnym efektem second-skin glow, w którym to skóra nadal wygląda naturalnie.

Na uwagę zasługuje również skład. W formule znalazły się niacynamid i kwas hialuronowy, czyli dwa składniki, które lubię szczególnie w kosmetykach do pielęgnacji twarzy. Niacynamid wspiera barierę hydrolipidową skóry i pomaga regulować wydzielanie sebum, natomiast kwas hialuronowy wiąże wodę, wspomagając nawilżenie naskórka. Oczywiście sam dodatek tych substancji nie zastąpi codziennej pielęgnacji, ale nie ukrywam, że jest miłym uzupełnieniem produktu do makijażu.

Eveline deklaruje też trwałość makijażu do 16 godzin oraz odporność na sebum, wilgoć i dotyk. Podoba mi się możliwość stopniowania krycia. Na co dzień wystarczyłoby mi delikatne wklepanie jednej warstwy, a w miejscach, gdzie mam więcej zaczerwienień, dołożyłabym odrobinę produktu więcej.

Przy tego typu podkładach ważna jest jednak oszczędna aplikacja. Zbyt duża ilość kosmetyku może uwydatnić (daleką od doskonałej) strukturę skóry, dlatego zamiast mocno dociskać puszek i rozcierać formułę, lepiej nakładać ją cienkimi warstwami, delikatnie "stemplując" twarz.

Może cię zainteresować: Te koreańskie płatki to moje odkrycie roku. 36 gr/szt., a "otwierają" zmęczone oczy i prasują zmarszczki

Ja nie zastanawiałam się specjalnie długo i dałam się skusić na tańszą alternatywę dla słynnego koreańskiego pierwowzoru. Do zakupu dodatkowo przekonało mnie, że jest to produkt mojej ukochanej i sprawdzonej polskiej marki - Eveline Cosmetics. Jestem ciekawa, czy w codziennym makijażu rzeczywiście uda mi się uzyskać ten obiecywany efekt gładkiej, promiennej cery bez ciężkiej warstwy podkładu. Jeśli się sprawdzi, może się okazać, że wcale nie trzeba wydawać fortuny, żeby przemycić odrobinę trendów K-beauty do swojej kosmetyczki.