Balsam do ust jest jednym z tych kosmetyków, które zawsze mam gdzieś pod ręką. Jeden leży w torebce, drugi zwykle czeka w łazience, a jesienią i zimą potrafię sięgać po nie kilka razy w ciągu dnia. Ostatnio coraz częściej wybieram jednak produkty, które robią coś więcej niż klasyczna ochronna pomadka. Lubię, gdy balsam jednocześnie pielęgnuje, delikatnie podkreśla kolor ust i daje połysk, dzięki któremu mogę już odpuścić sobie błyszczyk. Właśnie takiego kosmetyku zaczęłam szukać przed tegoroczną jesienią.
Jesienią moje usta niemal automatycznie robią się suche. W tym roku nie czekam na pierwsze pęknięcia i już teraz zainteresowałam się pielęgnacją prosto ze Skandynawii
U mnie wszystko zaczyna się niewinnie. Rano jest chłodniej, częściej wieje, w domu powoli zaczyna się sezon grzewczy i nagle łapię się na tym, że co chwilę szukam w torebce pomadki. Usta robią się suche, pojawiają się odstające skórki, a po kilku dniach nawet ulubiona szminka nie wygląda już tak dobrze jak wcześniej.
Zobacz także:
Przez lata zaczynałam działać zdecydowanie za późno. Przypominałam sobie o regularnej pielęgnacji dopiero wtedy, kiedy usta były już mocno przesuszone. W tym roku postanowiłam odwrócić kolejność i zadbać o nie jeszcze przed prawdziwą jesienią.
Zaczęłam więc szukać czegoś, co mogę wrzucić do torebki i używać w ciągu dnia. Nie chciałam jednak kolejnego zwykłego balsamu. Lubię błyszczące usta, więc idealnie byłoby połączyć dwa kosmetyki w jeden. Zamiast najpierw nakładać produkt pielęgnacyjny, a później błyszczyk, wolałabym zrobić wszystko jednym ruchem.
Tak zainteresowałam się fińską marką Lumene. Moją uwagę przyciągnęła przede wszystkim olejkowa formuła oraz nordycki olej z borówki brusznicy. Pomyślałam, że właśnie czegoś takiego chcę spróbować jesienią. Dodatkowym argumentem jest dla mnie wykończenie. Jesienią coraz rzadziej mam ochotę na mocno matowe pomadki. Gdy usta zaczynają być suche, zdecydowanie bardziej podoba mi się miękki kolor i połysk. Właśnie dlatego olejkowy balsam od razu wskoczył na moją listę kosmetyków do wypróbowania.
Fiński balsam Lumene łączy olejkową pielęgnację z błyszczącą taflą na ustach. W Rossmannie znalazłam go w mocnej promocji
Przyznam, że najpierw zwróciłam uwagę na opakowanie i delikatny kolor. Dopiero później zaczęłam czytać, co właściwie znajduje się w środku. Lumene Lip Glow Oil Balm to olejkowy balsam do ust, który ma łączyć właściwości pielęgnacyjne z efektem charakterystycznym dla błyszczyka.
W Rossmannie wariant Sugar o pojemności 10 ml kosztuje obecnie 28,49 zł. Przed obniżką cena wynosiła 61,99 zł. Widoczna oferta obowiązuje online od 17 do 30 września 2026 roku lub do wyczerpania zapasów. I to właśnie ta obniżka sprawiła, że zainteresowałam się nim jeszcze bardziej.
fot. rossmann.pl
Formuła balsamu jest lekka i olejkowa. Po nałożeniu wtapia się w usta, daje im połysk i subtelny kolor, ale według opisu nie pozostawia uczucia lepkości. Dla mnie to ważne, bo nie przepadam za ciężkimi błyszczykami, do których po chwili przyklejają się włosy.
Najciekawiej prezentuje się jednak skład pielęgnacyjny. W balsamie znajduje się nordycki olej z borówki brusznicy, który odpowiada za odżywienie, wygładzenie i naturalny połysk. Są też ceramidy z owsa, wspierające barierę ochronną skóry i pomagające ograniczać utratę nawilżenia. Formułę uzupełniają naturalne oleje roślinne.
Kosmetyk jest wegański i został wyprodukowany w Finlandii. W sprzedaży dostępnych jest również kilka wersji kolorystycznych. Ja zaczęłam właśnie od jasnego wariantu. Na co dzień nie potrzebuję mocnego koloru. Chcę przede wszystkim, żeby usta wyglądały na zadbane, były lekko podkreślone i błyszczały. Do jesiennego makijażu z brązowym cieniem, odrobiną różu i tuszem taki efekt w zupełności mi wystarcza.
Sam balsam nie załatwia u mnie całej jesiennej pielęgnacji ust. Raz na jakiś czas robię również domowy peeling
Mam jedną zasadę, której staram się trzymać przy pielęgnacji ust. Nie czekam, aż pojawi się na nich gruba warstwa suchych skórek, którą później będę próbowała na siłę usunąć. Od czasu do czasu robię więc domowy peeling do ust. Nie kupuję do tego osobnego kosmetyku, bo potrzebne składniki mam w kuchni. Na jedną porcję wystarczy mi około pół łyżeczki drobnego cukru oraz kilka kropli oliwy z oliwek.
Wsypuję cukier do małej miseczki i dodaję oliwę. Mieszam oba składniki do momentu, aż powstanie gęsta papka. Nie przygotowuję całego słoiczka na zapas. Zrobienie świeżej porcji zajmuje mi dosłownie chwilę. Gotową mieszankę nakładam na zwilżone usta i bardzo delikatnie masuję je palcem przez kilkanaście sekund. Nie szoruję skóry i nie próbuję za jednym razem pozbyć się każdej najmniejszej skórki. Na koniec zmywam pozostałości letnią wodą. Po takim zabiegu zawsze nakładam balsam.
To również może cię zainteresować: Japonki mają na tym punkcie bzika i już rozumiem dlaczego. W Rossmannie znalazłam to bambusowe cudo, 19 gr za sztukę
Peelingu nie robię codziennie. Traktuję go jako dodatek stosowany od czasu do czasu, gdy usta są suche i potrzebują delikatnego wygładzenia. Gdy są popękane, bolą albo pojawia się na nich podrażnienie, całkowicie rezygnuję z pocierania i daję im czas na regenerację. Jesienią taki prosty zestaw w zupełności mi wystarcza.

Obserwuj nas na Google







