Już nieraz przekonałam się, że wysoka cena kosmetyku nie zawsze oznacza, że będzie działał lepiej od tańszych produktów. W drogeriach można znaleźć prawdziwe perełki, które kosztują niewiele, a skutecznością potrafią bardzo pozytywnie zaskoczyć. Mimo to czasami trudno mi zrezygnować z droższego kosmetyku, szczególnie gdy wiem, że dobrze służy mojej skórze. Przez długi czas właśnie tak było z moim ulubionym utrwalaczem do makijażu. Ostatnio przekonałam się jednak, że podobny efekt mogę uzyskać za ułamek jego ceny.
Droga mgiełka utrwalająca makijaż z Sephory przez lata była moją ulubioną. Świetny efekt sprawiał, że przymykałam oko na cenę
Charlotte Tilbury Airbrush Flawless Finish Setting Spray odkryłam kilka lat temu i od tego czasu regularnie do niego wracałam. Nie był to jednorazowy zakup na próbę. Zużyłam kolejne butelki, bo efekt na mojej skórze naprawdę mi odpowiadał i długo nie znalazłam niczego, co przekonałoby mnie do zmiany.
Zobacz także:
Makijaż po spryskaniu twarzy wyglądał naprawdę świetnie. Najbardziej podobało mi się to, jak mgiełka wpływała na jego wykończenie. Podkład i puder przestawały wyglądać ciężko, cera nabierała świeżości, a wszystkie nałożone wcześniej kosmetyki tworzyły bardziej spójną całość. Skóra miała naturalny blask, ale bez tłustego efektu, którego bardzo nie lubię. Właśnie dlatego tak chętnie używałam tego sprayu również przy zwykłym, codziennym makijażu.
Drugim powodem, dla którego przez lata do niego wracałam, była trwałość. Mogłam zrobić makijaż rano i nie martwić się po kilku godzinach, że zacznie się rozmazywać czy ścierać. Spray miał utrzymywać go nawet do 16 godzin i u mnie rzeczywiście dobrze radził sobie podczas długich dni. Podobała mi się też jego lekka, nawilżająca formuła bez oleju. Nie czułam na twarzy dodatkowej ciężkiej warstwy, mimo że używałam go jako ostatniego kroku całego makijażu.
Jedyną rzeczą, która od początku mi przeszkadzała, była cena. Butelka o pojemności 100 ml kosztuje w Sephorze 185 zł. Przez lata zaciskałam zęby i płaciłam, bo trudno było mi zrezygnować z kosmetyku, który tak dobrze mi służył. Na szczęście ostatnio wpadł mi w oko spray utrwalający makijaż z Hebe, który kosztuje znacznie mniej, a efekt na mojej skórze okazał się bardzo zbliżony.
fot. sephora.pl
Spray utrwalający makijaż z Hebe kosztuje ponad 7 razy mniej od mojego ulubieńca. Na twarzy różnica wcale nie jest dla mnie tak oczywista
Hitem z Hebe, który ostatnio znalazłam, jest utrwalająco pielęgnująca mgiełka Eveline Celebrity Skin Liquid Miracle. Od początku porównywałam ją do Charlotte Tilbury, bo przez lata używania droższego kosmetyku zdążyłam dobrze poznać jego działanie. Już przy pierwszych makijażach Eveline bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Po spryskaniu twarzy cera wygląda świeżo i promiennie, a makijaż nie jest płaski czy przesadnie pudrowy. Dostaję też ten lubiany przeze mnie glow, dzięki któremu skóra wygląda znacznie lepiej.
Równie dobrze oceniam utrwalenie. Makijaż po zastosowaniu mgiełki dobrze trzyma się przez wiele godzin, a przy tym nadal wygląda naturalnie. Eveline także deklaruje trwałość nawet do 16 godzin. Mgiełka ma przy tym działanie pielęgnujące i nawilżające, co jest dla mnie dodatkowym plusem przy częstym stosowaniu. W formule znalazły się między innymi ceramidy, mleczko ryżowe oraz kofeina. Kosmetyk jest inspirowany koreańską pielęgnacją i ma wspierać efekt glass skin, czyli gładkiej, świeżej i promiennej cery.
fot. hebe.pl
Największą różnicą między tymi kosmetykami jest oczywiście cena. Obie butelki mają po 100 ml. Spray Charlotte Tilbury kosztuje 185 zł, natomiast Eveline na promocji w Hebe znalazłam za 24,99 zł, zamiast regularnych 35,99 zł. W cenach promocyjnych różnica wynosi więc aż 160,01 zł, a droższy kosmetyk kosztuje ponad 7 razy tyle.
Zerknij też na tę perełkę: Podkład-serum kryje jak Double Wear za 260 zł. Daje efekt „satin finish” i nie wchodzi w „kurze łapki”, znalazłam taniej niż w Rossmannie
Nie twierdzę, że są to dwa identyczne produkty, bo mają inne formuły. Patrzę jednak przede wszystkim na to, co widzę na swojej twarzy. Zależy mi na trwałym makijażu, świeżym wyglądzie skóry i ładnym glow, a pod tym względem efekty są dla mnie naprawdę zbliżone. Przez lata płaciłam 185 zł za butelkę Charlotte Tilbury, bo sądziłam, że właśnie tyle muszę wydać, żeby uzyskać taki rezultat. Teraz częściej sięgam po tańszy kosmetyk z Hebe i z przyjemnością zostawiam ponad 160 zł w portfelu.

Obserwuj nas na Google







