Przez długi czas mój balkon wyglądał poprawnie, ale kompletnie nie miał charakteru. Kilka doniczek, stolik, dwa krzesła i tyle. W ciągu dnia prezentował się całkiem przyzwoicie, jednak po zachodzie słońca robiło się zwyczajnie smutno. Marzyłam o klimacie jak z restauracyjnych ogródków albo zdjęć z Instagrama, gdzie wystarczy kilka światełek i od razu robi się przytulnie. Przeglądałam różne sklepy z wyposażeniem wnętrz i szybko doszłam do wniosku, że za niewielki lampion dekoracyjny można zapłacić nawet kilkadziesiąt, a czasem ponad sto złotych.

Nie miałam ochoty tyle wydawać na drobiazg, który miał przede wszystkim stworzyć nastrój. Zupełnie przypadkiem podczas zakupów w Action zauważyłam szklaną latarenkę solarną we wzorki. Kosztowała zaledwie 22,99 zł i od razu przyciągnęła mój wzrok. Miała eleganckie złote wykończenie, dekoracyjne szkło z subtelnym wzorem i wyglądała zdecydowanie drożej, niż wskazywała cena. Pomyślałam, że nawet jeśli nie będzie świecić zbyt mocno, to i tak będzie ładną ozdobą. Włożyłam ją do koszyka bez większego zastanowienia i dziś wiem, że był to jeden z najlepszych spontanicznych zakupów do mojego balkonu.

Zobacz także:

Latarenka za dnia wygląda elegancko. Wieczorem robi prawdziwe przedstawienie

Największe zaskoczenie przyszło po pierwszym słonecznym dniu. Ustawiłam latarenkę z Action na stoliku i właściwie o niej zapomniałam. Kiedy wieczorem wyszłam z kubkiem herbaty, zauważyłam delikatne, ciepłe światło, które samo się włączyło. Nie musiałam naciskać żadnego przycisku ani pamiętać o ładowaniu. Panel solarny zrobił wszystko za mnie. Lampion emituje ciepłe, białe światło LED, które nie razi w oczy, tylko tworzy bardzo przyjemny klimat. Co ciekawe, dekoracyjne szkło sprawia, że światło rozprasza się w nieregularny sposób i wygląda znacznie ciekawiej niż w zwykłych lampkach solarnych.

Złote elementy pięknie komponują się z jasnymi donicami i drewnianymi dodatkami, dlatego całość wpisuje się w estetykę modern glam. To styl, który lubię najbardziej – elegancki, ale bez przesady. Mam wrażenie, że właśnie taki niewielki detal sprawił, że balkon przestał wyglądać jak przypadkowo urządzona przestrzeń, a zaczął przypominać miejsce, w którym naprawdę chce się spędzać letnie wieczory. Nawet znajomi od razu zwrócili uwagę na lampion i pytali, z jakiego sklepu pochodzi. Gdy powiedziałam, że kupiłam go w Action za niespełna 23 zł, byli szczerze zaskoczeni.

fot. action.pl

Nie muszę ciągnąć kabli ani pamiętać o bateriach. To właśnie przekonało mnie najbardziej

Jestem fanką dekoracji, które nie wymagają ode mnie dodatkowej pracy. Właśnie dlatego tak bardzo polubiłam tę latarenkę. Działa na energię słoneczną, ma akumulator do wielokrotnego ładowania i sama uruchamia się po zmroku. W praktyce oznacza to, że wystarczy postawić ją w miejscu, gdzie w ciągu dnia dociera słońce. Resztą zajmuje się sama. Nie plączą się żadne przewody, nie trzeba szukać gniazdka ani wymieniać baterii co kilka tygodni. Dodatkowym atutem jest wodoodporna konstrukcja, dzięki której nie muszę za każdym razem chować lampionu do domu, gdy zapowiada się deszcz.

Jeżeli szukasz aranżacyjnych inspiracji, to też może cię zainteresować: Chciałam wydać jak najmniej, więc wybrałam najtańszy stolik z Sinsay i odmieniłam moją kawalerkę. Jak drewno i loft, a za 29,99 zł

Producent przewidział również wygodny metalowy uchwyt, więc latarenkę można nie tylko postawić na stoliku, ale także zawiesić na haczyku, pergoli czy balustradzie. Sama przez kilka dni testowałam oba rozwiązania i ostatecznie została na stoliku, bo tam najlepiej eksponuje swoje dekoracyjne szkło. Coraz częściej łapię się na tym, że wieczorem gaszę światło w salonie i otwieram drzwi balkonowe tylko po to, żeby patrzeć na ten delikatny blask. To niby drobiazg, ale potrafi całkowicie zmienić atmosferę.

Czasem wystarczy jeden niedrogi dodatek. Efekt wygląda, jakbym wydała kilka razy więcej

Najbardziej lubię zakupy, które dają efekt nieproporcjonalnie duży do ceny. Ta latarenka jest właśnie jednym z nich. Za 22,99 zł zyskałam dekorację, która wygląda elegancko zarówno w dzień, jak i po zmroku. Kiedy nie świeci, przypomina designerski lampion z butikowego sklepu z wyposażeniem wnętrz. Wieczorem zamienia się w subtelne źródło światła, dzięki któremu balkon nabiera zupełnie nowego charakteru. Nie potrzebowałam nowych mebli, kosztownego remontu ani metamorfozy całej przestrzeni.

Wystarczył jeden dobrze dobrany dodatek, żeby miejsce, z którego wcześniej korzystałam sporadycznie, stało się moim ulubionym zakątkiem w mieszkaniu. Dziś poranna kawa smakuje tam lepiej, a letnie wieczory z książką czy lampką wina mają zupełnie inny klimat. Jeśli też masz wrażenie, że twojemu balkonowi czegoś brakuje, zanim zaczniesz planować duże wydatki, rozejrzyj się za takimi drobiazgami. Czasem to właśnie one robią największą różnicę, a ta niepozorna latarenka z Action jest dla mnie najlepszym dowodem na to, że styl modern glam wcale nie musi kosztować fortuny.