Sobotnie porządki pamiętam z rodzinnego domu doskonale. Odkurzacz jeździł z pokoju do pokoju, potem przychodziła kolej na mop, łazienkę, kurze i całą resztę. Po kilku godzinach wszystko lśniło, ale efekt nie trwał długo. Dzisiaj znacznie bardziej przemawia do mnie sprzątanie na bieżąco. Zamiast czekać, aż mieszkanie zacznie domagać się generalnych porządków, wolę poświęcić mu kilka minut każdego dnia. Właśnie na podobnej zasadzie opiera się podejście opisane w materiale Onetu dotyczącym japońskich zwyczajów. Regularność, odkładanie rzeczy na miejsce, zmiana obuwia przy wejściu, wietrzenie i ograniczenie liczby przedmiotów tworzą prosty system. Nie chodzi więc o jeden magiczny trik na kurz, lecz o kilka nawyków, które pomagają utrzymywać porządek.

Japoński sposób na kurz zaczyna się przy drzwiach wejściowych. Buty używane na zewnątrz zostają w wydzielonej strefie

Ta zasada przekonuje mnie najbardziej, bo jest banalnie prosta. Zanim zaczniemy zastanawiać się, czym najlepiej wycierać meble, warto ograniczyć ilość brudu, który w ogóle trafia do mieszkania. W Japonii butów używanych na zewnątrz nie nosi się po domu. Zostawia się je w przedsionku albo w specjalnie wydzielonej strefie przy wejściu. Do poruszania się po mieszkaniu służą osobne kapcie. Ma to sens również bez zagłębiania się w japońskie zwyczaje. Wystarczy spojrzeć na podeszwy po powrocie ze spaceru. Piasek, drobinki ziemi i inne zabrudzenia nie muszą później wędrować przez przedpokój do kuchni czy salonu. Zostają tam, gdzie zdejmujemy obuwie. Sama stosuję podobną zasadę i pilnuję, żeby buty nie stały w przypadkowych miejscach. W przedpokoju mam dla nich konkretną przestrzeń, a po domu chodzę w kapciach. Japoński sposób na kurz nie jest zatem niczym wymagającym. 

Zobacz także:

Drugi nawyk jest równie prosty. Rzeczy odkładamy od razu na miejsce. Japońskie podejście bazuje na krótkich czynnościach wykonywanych regularnie. Kilka minut rano, chwila wieczorem i sprzątanie po zakończeniu danej czynności zastępują wielkie nadrabianie zaległości. To zmienia moje podejście do porządku. Kubek od razu trafia do kuchni, sweter do szafy, gazety na swoje miejsce. Mniej rzeczy pozostawionych na wierzchu oznacza też mniej przedmiotów do przekładania podczas wycierania mebli.

fot. Getty Images | UCG

Kilka minut każdego dnia zastępuje wielki sobotni maraton sprzątania. Ważna jest regularność, a nie jednorazowy zryw

To chyba największa różnica między podejściem opisanym w źródle a dobrze znanym modelem wielkich weekendowych porządków. Zamiast dopuścić do nagromadzenia się bałaganu, usuwa się go na bieżąco. Taka zasada nie wymaga specjalnego sprzętu. Nie trzeba też przeznaczać pół dnia na chodzenie po domu ze ścierkami i mopem. Ciekawy jest także sposób czyszczenia podłogi. W wielu japońskich domach nadal stosuje się tradycyjne ręczne mycie miękką ściereczką. Pozwala ono dokładnie dotrzeć do miejsc, które łatwo ominąć podczas szybkiego mopowania. Przy okazji łatwiej zauważyć zabrudzone zakamarki. Nie oznacza to, że od razu wyrzucam mop. Bardziej przemawia do mnie sama zasada dokładnego zajmowania się niewielkim fragmentem powierzchni, zamiast odkładania wszystkiego na jeden dzień.

Chcesz więcej ciekawostek? To też warto sprawdzić: To urządzenie odpowiada za dodatkowe 550 zł rocznie na rachunku za prąd. Coraz więcej osób ma w domach

Do tego dochodzi wietrzenie. W Japonii popularny jest zwyczaj regularnego otwierania okien i wpuszczania do wnętrza świeżego powietrza. Warto jednak uważać z prostym stwierdzeniem, że samo otwarcie okna zawsze zmniejsza ilość kurzu. Warunki na zewnątrz są różne, a wraz z powietrzem do mieszkania trafiają również pyłki i zanieczyszczenia. Sam nawyk wietrzenia jest jednak kolejnym elementem codziennego dbania o mieszkanie opisanym w źródle.

Mniej bibelotów oznacza mniej powierzchni do wycierania. Japoński minimalizm ma bardzo praktyczną stronę

Mam słabość do ramek ze zdjęciami, świeczek, wazoników i pamiątek. Problem zaczyna się wtedy, gdy przed wytarciem jednej komody muszę zdjąć z niej kilkanaście przedmiotów. Każdy z nich również trzeba przetrzeć, a później wszystko ustawić z powrotem. Wtedy zwykłe pięć minut sprzątania szybko zamienia się w znacznie dłuższe zajęcie. W japońskim podejściu prostota wnętrza ma znaczenie praktyczne. Mniejsza liczba przedmiotów oznacza mniej miejsc, na których osiada kurz, i ułatwia szybkie uporządkowanie przestrzeni. Istotne jest także regularne przeglądanie rzeczy i pozbywanie się tych, które nie są już używane. Nie odczytuję tego jako zachęty do wyrzucenia połowy zawartości domu. Sama zaczynam znacznie łagodniej. Zostawiam na komodzie kilka rzeczy, które naprawdę lubię, zamiast eksponować wszystko naraz.

Najbardziej podoba mi się jednak to, że cały sposób nie opiera się na kolejnym preparacie, gadżecie czy urządzeniu. To zmiana kolejności myślenia. Najpierw ograniczam wnoszenie brudu, potem odkładam rzeczy na miejsce i regularnie zajmuję się małymi fragmentami mieszkania. Dzięki temu nie czekam, aż kurz stanie się na tyle widoczny, że trzeba urządzić wielkie sprzątanie. I właśnie ta zasada jest dla mnie najcenniejsza. Zamiast przez pół soboty walczyć z bałaganem, wolę nie dać mu się porządnie rozgościć.