Najbardziej lubię te zakupy, których w ogóle nie planowałam. Czasami wystarczy chwila nieuwagi przy kasie albo jedno zdjęcie w internecie, żeby odkryć naprawdę świetną okazję. Tak było również tym razem i długo nie mogłam uwierzyć, że wszystko się zgadza. Od razu wiedziałam, że taka promocja zainteresuje nie tylko mnie. Nie codziennie przecież można kupić magazyn i jednocześnie dostać kosmetyk, po który normalnie wybrałabym się do drogerii.

SPF z Rituals znalazłam w Glamour. Taka okazja sprawiła, że od razu pobiegłam do Empiku

Od lat mam swojego ulubieńca wśród kosmetyków Rituals i zazwyczaj kupowałam go po prostu w firmowym sklepie, gdy kończyło mi się opakowanie. Tym razem okazało się jednak, że można zdobyć go znacznie sprytniej. Najnowszy numer magazynu Glamour został wydany z kosmetykiem Rituals jako dodatkiem i od razu wiedziałam, że nie mogę przejść obok tego obojętnie.

Zobacz także:

Magazyn bez problemu znalazłam stacjonarnie w Empiku. Kosztował 34,99 zł, podczas gdy sam mini kosmetyk SPF z Rituals w regularnej sprzedaży kosztuje 45 zł. Szybko policzyłam, że zapłaciłam mniej niż za sam produkt, a dodatkowo dostałam jeszcze nowe wydanie mojego ulubionego magazynu. Takie okazje zdarzają się naprawdę rzadko, dlatego nawet nie zastanawiałam się długo.

fot. archiwum prywatne/story.pl

Najbardziej rozbawiła mnie reakcja moich koleżanek. Wysłałam im zdjęcie zakupów i dosłownie po kilkunastu minutach dostałam wiadomości, że one też jadą do Empiku. Kilka z nich dobrze zna kosmetyki Rituals i od razu uznały, że taka oferta po prostu się opłaca. Wcale mnie to nie zdziwiło, bo sama zrobiłabym dokładnie to samo, gdybym zobaczyła podobną okazję u kogoś innego.

Kosmetyki Rituals od lat są moimi wakacyjnymi ulubieńcami. Ten mini SPF zawsze zabieram w podróż

Lato bez dobrego kremu z filtrem już dawno przestało być dla mnie opcją. Właśnie dlatego tak bardzo polubiłam ten produkt. To lekkie mleczko do opalania w sprayu z filtrem SPF 30, które szybko się wchłania, nie pozostawia białych śladów i nie daje nieprzyjemnego uczucia lepkości. Skóra po aplikacji wygląda naturalnie, a jednocześnie jest odpowiednio zabezpieczona przed promieniowaniem UVA i UVB.

Ogromnym plusem jest dla mnie niewielka pojemność wynosząca 50 ml. Bez problemu mieści się w każdej torebce, plecaku czy bagażu podręcznym, dlatego zabieram go praktycznie na każdy wyjazd. Świetnie sprawdza się podczas weekendowych wypadów, city breaków czy urlopu nad morzem. Nie muszę wozić dużych opakowań ani zastanawiać się, czy kosmetyk zmieści się do bagażu.

fot. archiwum prywatne/story.pl

Doceniam również składniki pielęgnujące, dzięki którym produkt nie tylko chroni przed słońcem, ale również dba o kondycję skóry. Producent zastosował Hydra-Boost Complex zapewniający intensywne nawilżenie, a dodatkowo wzbogacił formułę witaminą E, ekstraktem z białej herbaty oraz kwiatem lotosu. Dzięki temu nawet po wielu godzinach spędzonych na słońcu moja skóra nie wydaje się przesuszona. Właśnie dlatego co roku wracam do tego kosmetyku i nie szukam już zamienników.

Glamour z takim dodatkiem trudno przeoczyć. Zapach sprawia, że po każdą aplikację sięgam z przyjemnością

Pierwsze, co zawsze zwracam uwagę przy kosmetykach do opalania, to zapach. Wiele produktów pachnie bardzo intensywnie albo typowo plażowo, przez co szybko zaczynają mnie męczyć. Tutaj jest zupełnie inaczej. Już po pierwszym użyciu wiedziałam, że będę do niego wracać również właśnie z tego powodu.

Kompozycja oparta na kwiacie lotosu i białej herbacie jest świeża, lekko kwiatowa i niezwykle elegancka. Nie dominuje perfum, nie jest ciężka ani słodka. Raczej subtelnie otula skórę i daje bardzo przyjemne uczucie świeżości przez długi czas. Często łapię się na tym, że po aplikacji co chwilę przykładam nadgarstek do nosa, bo ten zapach naprawdę poprawia mi humor.

To też może cię zainteresować: Zamiast 215 zł w Sephora, zapłaciłam 39 zł w Hebe. Ten leciutki hit zastąpił mi podkład. Na upały perfekto

Kwiat lotosu znany jest z właściwości kojących i pielęgnujących, natomiast biała herbata wnosi świeżość i lekkość. Razem tworzą kompozycję, która kojarzy mi się z wakacjami, spokojem i relaksem. Dzięki temu aplikacja SPF przestaje być przykrym obowiązkiem, a staje się jednym z tych drobnych rytuałów, które po prostu sprawiają przyjemność.

Odkąd odkryłam, że ten kosmetyk mogę dostać razem z magazynem Glamour, mam wrażenie, że trafiłam na jedną z lepszych okazji tego lata. Za mniej niż kosztuje sam produkt dostałam swój ulubiony SPF z Rituals i nowe wydanie magazynu. Trudno było przejść obok takiej oferty obojętnie, dlatego wcale nie dziwię się, że kolejne egzemplarze znikają z półek naprawdę szybko.

Autoreklama marki Glamour, która należy do BMP.