Mam całą półkę kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Kremy na dzień, na noc, sera, maseczki i produkty, które obiecują cuda. Tym bardziej śmieszne wydaje mi się to, że największym zaskoczeniem ostatnich miesięcy okazał się... krem mojego męża. Pewnego wieczoru skończył mi się mój ulubiony kosmetyk, a nie miałam ochoty jechać do drogerii. Na półce w łazience stał krem Bielenda Only For Man Extra Energy, którego używa mój mąż. Pomyślałam, że przecież krem to krem, więc raz nic się nie stanie.

Nałożyłam niewielką ilość i od razu poczułam przyjemny efekt chłodzenia. Konsystencja była lekka, szybko się wchłonęła i nie zostawiła tłustej warstwy. Następnego ranka spojrzałam w lustro i naprawdę byłam zaskoczona. Skóra wyglądała na bardziej wypoczętą, była miękka, dobrze nawilżona i przyjemnie gładka. Nie twierdzę, że zniknęły wszystkie zmarszczki, ale twarz wyglądała świeżo i zdrowo. Przez kolejne dni coraz częściej podkradałam mężowi jego krem, aż w końcu usłyszałam pytanie, dlaczego tubka tak szybko się kończy. Wtedy uznałam, że czas kupić własne opakowanie.

Zobacz także:

Najbardziej zaskoczyła mnie nie cena. Jeszcze większe wrażenie zrobiło na mnie działanie

Kiedy zobaczyłam, że ten krem do twarzy kosztuje w Rossmannie tylko 9,99 zł, byłam przekonana, że najwyżej będzie przeciętny. Tymczasem okazał się jednym z tych kosmetyków, które po prostu robią swoją robotę. Producent opisuje go jako krem nawilżający przeciw oznakom zmęczenia przeznaczony do stosowania na dzień i na noc. Ma pomagać skórze, która wygląda na zmęczoną, jest przesuszona, pozbawiona blasku i napięcia. W moim przypadku najbardziej zauważyłam właśnie poprawę nawilżenia. Cera przestała być szorstka, a po porannym myciu nie miałam już uczucia ściągnięcia. Bardzo polubiłam też jego lekką formułę. Nie roluje się pod makijażem i szybko się wchłania, więc spokojnie mogę nałożyć go rano przed wyjściem z domu. Wieczorem również sprawdza się świetnie, bo rano skóra wygląda na bardziej wypoczętą. Podoba mi się także to, że nie ma ciężkiego, intensywnego zapachu, który często przeszkadza mi w kosmetykach.

fot. rossmann

Przestałam zwracać uwagę na napis „dla mężczyzn”. Dobra pielęgnacja nie zna takich podziałów

To chyba największa zmiana w moim podejściu do kosmetyków. Przez lata omijałam produkty z męskich półek, bo wydawało mi się, że są stworzone wyłącznie z myślą o panach. Tymczasem składniki nawilżające czy regenerujące działają na potrzeby skóry, a nie na płeć użytkownika. Ten krem ma za zadanie nawilżać, regenerować, łagodzić podrażnienia i zmniejszać oznaki zmęczenia. Owszem, producent wspomina również o pielęgnacji po goleniu, ale to nie oznacza, że kobieta nie może z niego korzystać.

Jeżeli szukasz urodowych porad, to też może wpaść ci w oko: Całe życie źle używałam olejku do włosów. Zmieniłam 1 rzecz i w końcu są nawilżone i lśniące

W moim przypadku sprawdził się po prostu jako lekki krem nawilżający do codziennego stosowania. Coraz częściej słyszę zresztą od znajomych, że podkradają sobie kosmetyki z partnerami. Jedni używają męskich żeli pod prysznic, inni balsamów czy kremów do twarzy. Sama doszłam do wniosku, że jeśli produkt dobrze działa i odpowiada potrzebom mojej skóry, to napis na opakowaniu nie ma dla mnie większego znaczenia.

Krem do twarzy zaczęłam używać także w dni bez makijażu. To wtedy najbardziej doceniłam jego działanie

Po kilku tygodniach zauważyłam jeszcze jedną rzecz, której wcześniej się nie spodziewałam. Odkąd regularnie stosuję ten krem, znacznie rzadziej mam ochotę nakładać cięższy podkład. Skóra wygląda bardziej świeżo, jest lepiej nawilżona i ma zdrowszy wygląd, dlatego często wystarcza mi tylko krem z filtrem i odrobina tuszu do rzęs. Doceniam też praktyczne opakowanie o pojemności 50 ml, które bez problemu mieści się w kosmetyczce i sprawdza się podczas wyjazdów. To kosmetyk, którego nie trzeba używać w dużej ilości – niewielka porcja wystarcza, by pokryć całą twarz. Dzięki temu jedno opakowanie starcza na długo, a przy cenie 9,99 zł trudno o równie korzystny stosunek jakości do ceny. To właśnie takie niepozorne produkty najczęściej okazują się największymi odkryciami w mojej pielęgnacji.

Za mniej niż 10 zł trudno oczekiwać cudów. Ten krem pozytywnie mnie jednak zaskoczył

Nie twierdzę, że ten kosmetyk zastąpi profesjonalne zabiegi czy rozbudowaną pielęgnację. Nie obiecam też, że po tygodniu cofnie czas o dziesięć lat. Mogę jednak powiedzieć jedno – za 9,99 zł trudno znaleźć produkt, który tak dobrze nawilża i daje skórze uczucie komfortu. Dziś w mojej łazience stoją już dwa opakowania tego kremu. Jedno należy do męża, drugie do mnie. Dzięki temu nie muszę już ukradkiem zaglądać na jego półkę i liczyć, że nie zauważy ubywającej zawartości. To jeden z tych zakupów, który przypomniał mi, że skuteczna pielęgnacja nie zawsze musi wiązać się z wysoką ceną. Czasami najlepsze kosmetyczne odkrycia czekają tam, gdzie w ogóle się ich nie spodziewamy – nawet na męskim dziale w Rossmannie. Za mniej niż 10 zł znalazłam krem, do którego regularnie wracam i który na stałe zagościł w mojej codziennej pielęgnacji.