Pięknie wyglądająca, promienna cera to coś, o czym marzę nie tylko latem. Coraz częściej szukam kosmetyków, które pozwalają uzyskać efekt zdrowej, delikatnie opalonej skóry bez długich godzin spędzonych na słońcu. Najbardziej lubię produkty, które można łatwo dopasować do własnej pielęgnacji i stopniowo budować nimi pożądany efekt. Gdy w Rossmannie pojawiła się nowość, którą wiele osób zaczęło porównywać do kultowego kosmetyku z Sephory, od razu wiedziałam, że muszę przyjrzeć się jej bliżej.
Krople brązujące z Sephora od dawna są kosmetycznym fenomenem. Wysoka cena skutecznie odwodzi mnie od zakupu
Nie bez powodu ten kosmetyk regularnie przewija się na Instagramie, TikToku i w kosmetycznych rankingach. Krople brązujące z Sephora marki Drunk Elephant uchodzą za jeden z najbardziej rozpoznawalnych produktów tego typu. Ich zadaniem nie jest stworzenie mocnej, sztucznej opalenizny, ale subtelnego efektu skóry muśniętej słońcem. Producent podkreśla, że można mieszać je z ulubionym kremem, serum albo olejkiem i samodzielnie regulować intensywność efektu, dodając odpowiednią liczbę kropli.
Formuła została wzbogacona o peptydy, przeciwutleniacze, ekstrakt z kakao i oleje bogate w kwasy omega, dlatego kosmetyk ma jednocześnie pielęgnować skórę oraz chronić ją przed zanieczyszczeniami środowiskowymi. Brzmi świetnie i właśnie dlatego od dawna miałam go na swojej liście kosmetycznych marzeń.
Zobacz także:
Za każdym razem, gdy trafiał do mojego internetowego koszyka, ostatecznie rezygnowałam z zakupu. Cena 189 zł za 30 ml skutecznie studziła mój entuzjazm, nawet jeśli wiedziałam, że produkt zbiera tysiące pozytywnych opinii. Zawsze dochodziłam do wniosku, że w tej kwocie mogę kupić kilka innych kosmetyków do codziennej pielęgnacji. Trudno było mi uzasadnić taki wydatek, zwłaszcza że nie miałam pewności, czy rzeczywiście zakocham się w tym efekcie. Pozostawało więc oglądanie kolejnych filmików i recenzji osób, które zachwycały się jego działaniem.
fot. sephora.pl
Krople brązujące Isana wywołały prawdziwe poruszenie w sieci. Tani odpowiednik z Rossmanna zamierzam sprawdzić na własnej skórze
Ogromnym zaskoczeniem okazała się dla mnie nowość, która pojawiła się w Rossmannie. W mediach społecznościowych zaczęłam coraz częściej natrafiać na filmiki, w których dziewczyny pokazują nowe krople brązujące Isana i porównują je do kultowego produktu Drunk Elephant. Trudno było tego nie zauważyć, bo testów przybywa dosłownie z dnia na dzień. Wiele osób zwraca uwagę przede wszystkim na podobny sposób stosowania. Kosmetyk można nakładać samodzielnie albo wymieszać z kremem do twarzy, dostosowując intensywność efektu do własnych preferencji. Producent również obiecuje naturalnie wyglądającą opaleniznę bez konieczności wystawiania skóry na słońce.
@klatex Zużyłam do dna kropelki brązujące D-Bronzi Drunk Elephant za 189 zł 🤭 Rossmann zrobił bliźniaczą kopię za 13 zł - krople Isana Eternal Glow 😮 Sprawdziłam składy jako kosmetolog i przetestowałam na twarzy, także pod podkładem! WERDYKT NA KOŃCU 💪🏼 Używałyście którychś z nich? . #recenzja #kroplebrazujace #rossmann #drunkelephant #kosmetolog ♬ A sprinkle of happiness - asa palette cafe
Największą różnicę widać oczywiście w cenie. Nowe krople z Rossmanna kosztują 12,99 zł za 25 ml, czyli aż o 176,01 zł mniej niż produkt z Sephory. Trudno przejść obojętnie obok takiej różnicy, zwłaszcza gdy oba kosmetyki opierają się na podobnej idei stosowania. Nie oznacza to oczywiście, że mają identyczny skład czy działanie, dlatego nie zamierzam wyciągać pochopnych wniosków. Zamówiłam już swój egzemplarz i sama chcę przekonać się, czy rzeczywiście jest to kosmetyk, o którym w ostatnich dniach mówi niemal cały beauty TikTok. Przyznam, że dawno żadna drogeryjna nowość nie wzbudziła we mnie aż takiej ciekawości.
fot. rossmann.pl
Krople brązujące z Rossmanna mogą odmienić codzienną pielęgnację. Taki kosmetyk pozwala cieszyć się efektem opalonej skóry przez cały rok
Największą zaletą kropli brązujących jest ich uniwersalność. W przeciwieństwie do klasycznych samoopalaczy nie trzeba nakładać ich bezpośrednio na całą twarz w jednej, określonej ilości. Kilka kropli dodanych do kremu pozwala stopniowo budować efekt i dopasować go do własnej karnacji oraz pory roku. Dzięki temu skóra wygląda świeżo, zdrowo i naturalnie, bez wyraźnych odcięć czy zbyt ciemnego odcienia.
Ten krem również jest warty uwagi. Zobacz: Już nie złoto, a platyna. Krem od szwagierki wymiótł zmarszczki, a ja zaoszczędziłam na kosmetyczce
Coraz więcej osób sięga po takie produkty również dlatego, że pozwalają ograniczyć opalanie i korzystanie z solarium. Delikatnie przyciemniona cera często wygląda na bardziej wypoczętą, a makijaż staje się mniej potrzebny. Właśnie dlatego krople brązujące zyskują coraz większą popularność nie tylko latem, ale również jesienią i zimą. Sama jestem bardzo ciekawa, czy nowość z Rossmanna rzeczywiście okaże się kosmetykiem, do którego będę wracać równie chętnie, jak wiele osób wraca do znacznie droższego produktu z Sephory.

Obserwuj nas na Google







