Czasami to właśnie najmniejszy mebel okazuje się brakującym elementem całego wnętrza. Nie musi kosztować kilkuset złotych ani całkowicie zmieniać aranżacji, żeby od razu zrobiło się przytulniej. Ostatnio coraz częściej zwracam uwagę na niewielkie taborety i pufy, bo można wykorzystać je na wiele sposobów, a przy tym łatwo przestawiać w zależności od potrzeb. Szczególnie podobają mi się modele łączące prostą konstrukcję z miękkimi, wyrazistymi tkaninami. Jeden z takich mebli wypatrzyłam ostatnio podczas przeglądania oferty Sinsay.

Taboret z Sinsay kupiłam z myślą o salonie. Szybko znalazłam dla niego kilka innych zastosowań

Mój salon jest urządzony w spokojnych kolorach, dlatego zależało mi na niewielkim meblu, który będzie pasował do kanapy, zamiast niepotrzebnie konkurować z resztą wyposażenia. Ten taborecik z Sinsay od razu wydał mi się dobrym wyborem. Zamówiłam szary wariant i postawiłam go właśnie przy sofie, gdzie przydaje się jako dodatkowe miejsce do siedzenia. Kosztował 55,99 zł, więc przy takiej cenie nie miałam poczucia, że wydaję dużą kwotę na mebel, którego zastosowanie może się z czasem zmieniać.

Zobacz także:

Taboret ma 36 cm średnicy i 40 cm wysokości, dzięki czemu jest kompaktowy i nie zajmuje wiele miejsca. To dla mnie spora zaleta, bo mogę bez problemu przesunąć go tam, gdzie akurat jest potrzebny. W salonie może stanąć przy kanapie, ale równie dobrze widzę go w sypialni, garderobie czy przy toaletce. Dobrym miejscem będzie też przedpokój. Można postawić go przy szafce na buty i wygodnie usiąść podczas ich zakładania. Sprawdzi się również jako dodatkowe siedzisko, gdy pojawią się goście.

Tapicerowany taboret wygląda mięciutko jak baranek. To właśnie obicie najbardziej przyciągnęło mój wzrok

Największą ozdobą tego modelu zdecydowanie jest siedzisko. Ma okrągły kształt, jest dość grube i pokryte materiałem o wyraźnej, pętelkowej strukturze. Z daleka tkanina przypomina trochę owczą wełnę, dlatego cały taborecik wygląda miękko i przytulnie jeszcze zanim się go dotknie. Taka faktura bardzo dobrze komponuje się z kanapami obitymi gładkim materiałem, bo wprowadza do wnętrza ciekawy kontrast. Właśnie ten efekt najbardziej spodobał mi się w moim salonie.

fot. sinsay.com

Miękkie siedzisko zestawiono z prostymi, smukłymi nogami, dzięki czemu całość nie wygląda ciężko mimo dość puszystej góry. Konstrukcja opiera się na żelazie, MDF-ie i poliuretanie, a w składzie znajdziemy również poliester. Nie są to materiały z najwyższej półki, ale przy cenie niespełna 56 zł trudno oczekiwać jakości charakterystycznej dla znacznie droższych mebli. Dla mnie ważniejsze jest tutaj to, że taboret dobrze wygląda, spełnia swoją funkcję i nie kosztuje fortuny.

Tapicerowany taboret dobrze wpisuje się przez to w przytulne wnętrza, ale nie jest przesadnie dekoracyjny. Można postawić go obok drewnianych mebli, jasnej kanapy czy miękkiego dywanu i nie trzeba budować wokół niego całej aranżacji. Szarość dodatkowo uspokaja formę i sprawia, że łatwo połączyć ją z kolorami, które już są w pomieszczeniu. Dla mnie to właśnie połączenie niewielkich wymiarów, prostych nóg i puszystego siedziska robi tutaj największą różnicę.

Świetne meble w kusząco niskich cenach ma też Jysk. Na taras wyhaczyłam takie perełki. Zobacz: Pani w Jysk powiedziała, że te kubełkowe krzesła znikają z dnia na dzień. Potaniały o 66%, więc też wzięłam 4 na taras 

Popularność tego małego mebla nie wzięła się znikąd. Ocena 4,8/5 mówi całkiem sporo

Na stronie Sinsay taboret ma średnią ocenę 4,8/5 na podstawie 145 ocen. Model został dodatkowo oznaczony jako bestseller i hit internetu. Patrząc na liczbę ocen, niewielki taborecik wyraźnie znalazł już sporo zwolenników. To właśnie opinie najbardziej przekonały mnie do zakupu.

Wśród nich możemy przeczytać m.in.:

To drugi raz, kiedy je kupuję, są świetne, wygodne i miękkie.

Bardzo efektowny i elegancki dodatek do przedpokoju.

Wygląda bardzo stylowo, dobrze pasuje do wnętrza i jest wart swojej ceny.

Po ustawieniu go w salonie rozumiem, skąd bierze się jego popularność. Nie jest meblem, który ma grać główną rolę we wnętrzu i właśnie w tym tkwi jego urok. Za około 56 zł dostałam niewielkie, przytulne siedzisko, które pasuje do mojej kanapy, a jeśli kiedyś zmienię aranżację, bez problemu znajdę dla niego miejsce w innym pokoju.