Herbata z liści czy suszonych ziół smakuje mi znacznie bardziej niż ta przygotowana z ekspresowej torebki. Problem zaczynał się jednak wtedy, gdy chciałam zaparzyć jej więcej na cały wieczór albo dla kilku osób. Przez dłuższy czas rozglądałam się więc za dzbankiem z zaparzaczem, ale zawsze coś mi nie odpowiadało. Najczęściej trafiałam na niewielkie naczynia, które wymagały szybkiej dolewki. Ostatecznie znalazłam coś znacznie bliższego temu, czego potrzebowałam.

W Pepco znalazłam dokładnie taki dzbanek. Rozmiar w końcu mnie nie rozczarował

Przeglądając ofertę Pepco, znalazłam dzbanek z zaparzaczem za 35 zł i to właśnie jego pojemność przekonała mnie, żeby przyjrzeć mu się bliżej. Mieści 1300 ml, a więc można przygotować w nim od razu kilka filiżanek napoju. W moim przypadku to duża wygoda, bo nie lubię co chwilę wracać do kuchni i ponownie nastawiać wody. Przydaje się zwłaszcza wieczorem, gdy mam ochotę postawić dzbanek na stole i spokojnie dolewać sobie herbatę. Do środka można wsypać herbatę liściastą albo suszone zioła, a stalowy zaparzacz zatrzymuje fusy i można go później wyjąć.

Zobacz także:

fot: pepco.pl

Podoba mi się też sam wygląd naczynia. Przezroczyste szkło ma prostą formę, natomiast drewniana pokrywka przełamuje jego dość minimalistyczny charakter. Dzięki temu dzbanek nie wygląda jak typowe naczynie użytkowe i spokojnie można postawić go na stole, gdy przychodzą goście.

Szkło borokrzemowe ma praktyczne zalety. W dzbanku nie jest tylko ozdobą

Przy wyborze podobnego naczynia warto spojrzeć nie tylko na pojemność, lecz także na rodzaj szkła. Ten dzbanek wykonano w 75 proc. ze szkła wysokoborokrzemowego, które dobrze nadaje się do naczyń przeznaczonych do gorących napojów. Jest odporne na działanie wysokiej temperatury i lepiej znosi jej zmiany niż zwykłe szkło. Transparentne ścianki mają przy tym bardzo prozaiczną, ale przydatną zaletę – widzę, jak mocny jest napar. Przy zielonej herbacie, ziołach czy owocowych mieszankach kolor potrafi sporo podpowiedzieć.

Wyjmowany koszyczek również ułatwia kontrolowanie parzenia. Kiedy herbata osiągnie odpowiednią intensywność, wystarczy usunąć zaparzacz, zamiast pozostawiać liście w wodzie do ostatniej filiżanki. Dzięki temu napój nie robi się z czasem przesadnie mocny czy gorzki. To szczególnie ważne przy herbatach, których nie powinno się parzyć zbyt długo.

Czytaj także: Miałam brać bestseller z Sinsay, a w Pepco znalazłam geometryczny hit. Tańszy i ekskluzywniejszy, ogarnia bałagan w sypialni

Duży dzbanek to wygoda, ale warto o niego zadbać. Kilka prostych zasad wystarczy

Przekonałam się, że przy takich dzbankach znaczenie ma również sposób ich czyszczenia. Szklane ścianki najlepiej regularnie myć miękką gąbką, zanim pojawi się na nich wyraźny osad po herbacie. Zaparzacz warto opróżniać zaraz po użyciu – mokre liście łatwiej wtedy usunąć, a drobinki nie zasychają w jego niewielkich otworach.

Nieco innego traktowania wymaga pokrywka z drewna akacjowego. Drewna lepiej nie zostawiać długo w wodzie ani nie moczyć razem z pozostałymi elementami. Po umyciu dobrze jest od razu je wytrzeć i pozostawić do całkowitego wyschnięcia. Przy samym parzeniu również można ułatwić sobie życie: zamiast wypełniać zaparzacz liśćmi po brzegi, zostawiam im trochę miejsca na rozwinięcie się w wodzie. Dzięki temu z jednego prostego naczynia można wygodnie korzystać na co dzień, bez kupowania osobnych akcesoriów do każdego rodzaju naparu.