Zerwane rozmowy, zarzuty o naruszenie prawa i ostre słowa o „wyciskaniu ludzi do granic możliwości”. Spór zbiorowy w Dino Polska wchodzi w nową fazę, a napięcie między pracownikami a zarządem rośnie z dnia na dzień.

Cisza zamiast rozmów. Związkowcy mówią o łamaniu prawa

19 stycznia miał być kolejnym ważnym dniem w trwającym sporze zbiorowym w Dino Polska. To wtedy miało dojść do zaplanowanych rokowań między związkami zawodowymi a zarządem spółki. Do spotkania jednak nie doszło. Jak relacjonują związkowcy w rozmowie z Faktem, przedstawiciele Dino po prostu się na nim nie pojawili.

Zobacz także:

Dla strony pracowniczej to jasny sygnał, że firma nie zamierza podjąć dialogu. OPZZ Konfederacja Pracy nie kryje oburzenia i wprost mówi o naruszeniu przepisów ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. W mediach społecznościowych związek podkreśla, że brak obecności zarządu na rokowaniach jest złamaniem prawa i lekceważeniem pracowników.

W rozmowie z Faktem, Wojciech Jendrusiak, przewodniczący OPZZ Konfederacja Pracy, zapowiada kolejne kroki. Jednym z nich jest wystąpienie do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o wyznaczenie mediatora. To jednak dopiero początek możliwej eskalacji konfliktu.

Trzy postulaty, jeden problem: brak reakcji Dino

Związkowcy podkreślają, że ich żądania nie są nowe ani zaskakujące. Zostały sformułowane już 10 grudnia i od tego czasu pozostają bez odpowiedzi. Pierwszy postulat dotyczy podwyżek – pracownicy domagają się wzrostu wynagrodzenia o 900 zł od 1 lutego. Jak zaznacza Jendrusiak w rozmowie z Faktem, firma miała czas do 30 grudnia, by odnieść się do tego żądania lub zaproponować rozmowy. Tego jednak nie zrobiła.

Drugi punkt sporu to brak zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Zdaniem związkowców jego niewprowadzenie jest kolejnym naruszeniem prawa. Przepisy jasno mówią, że firmy zatrudniające powyżej 50 pracowników powinny taki fundusz posiadać. Tymczasem Dino działa na rynku od blisko 20 lat i zatrudnia niemal 60 tysięcy osób. Trzeci postulat dotyczy zwiększenia zatrudnienia na stanowiskach niemenedżerskich o 30 procent. Według związków obecna obsada jest zdecydowanie zbyt mała, a pracownicy są przeciążeni obowiązkami.

„Dość tego”. Praca za trzech i widmo strajku

Z relacji związkowców wyłania się obraz codziennej pracy pod ogromną presją. W wielu marketach standardem ma być obsada zaledwie trzech osób na zmianie. To sprawia, że pracownicy często nie są w stanie skorzystać z przysługujących im przerw i wykonują obowiązki kilku osób naraz.

– Najbogatszy właściciel, a pracownicy wyciskani do granic możliwości – grzmią związkowcy.

Podkreślają, że to właśnie ludzie pracujący w sklepach i magazynach generują miliardowe zyski spółki, a mimo to zarabiają niewiele więcej niż płaca minimalna. Jeśli mediacje nie przyniosą efektu, związek nie wyklucza protestów i kolejnego strajku. Dla pracowników to ostateczność, ale – jak mówią – cierpliwość się kończy. Afera w Dino wciąż się rozwija i wszystko wskazuje na to, że to jeszcze nie jej finał.