Tankowanie kilku czy kilkunastu litrów paliwa do kanistra wydaje się czymś zupełnie zwyczajnym. Sama wożę kanister w samochodzie i długo byłam przekonana, że najważniejsze jest po prostu jego szczelne zamknięcie. Okazuje się jednak, że podczas kontroli znaczenie może mieć coś, na co wielu kierowców nawet nie patrzy – odpowiednie oznaczenie pojemnika. Zanim więc następnym razem nalejesz benzynę „na zapas”, przyjrzyj się kanistrowi, a szczególnie jego bokom i dnu. Brak właściwego atestu może skończyć się znacznie większym wydatkiem niż kwota zaoszczędzona na paliwie.

Kanister to nie zwykła plastikowa bańka. Zanim podjedziesz pod dystrybutor, sprawdź jego oznaczenia

Kanister w garażu ma chyba co drugi kierowca. Przydaje się, gdy trzeba zatankować kosiarkę, agregat czy inne urządzenie albo po prostu chcemy mieć niewielki zapas benzyny. Problem zaczyna się wtedy, gdy za odpowiedni pojemnik uznajemy właściwie wszystko, co jest plastikowe, ma zakrętkę i nie przecieka. Stara bańka po płynie do spryskiwaczy? Duży pojemnik po wodzie destylowanej? Na pierwszy rzut oka mogą wyglądać praktycznie, ale paliwa nie powinno się przewozić w przypadkowych opakowaniach. Paliwo dla Polaków jest tańsze tylko do 1 września, dlatego wielu z nich chce zatankować na zapas, a to może słono kosztować. 

Zobacz także:

Przepisy dotyczące przewozu towarów niebezpiecznych wymagają stosowania odpowiednich, dopuszczonych do tego celu opakowań. W praktyce, gdy kupuję kanister przeznaczony do benzyny, zwracam więc uwagę nie tylko na jego pojemność czy wygodny uchwyt. Szukam oznakowania potwierdzającego, że pojemnik jest przeznaczony do przewozu materiałów niebezpiecznych – charakterystycznego oznaczenia UN. W przypadku plastikowych kanistrów oznaczenia bywają wytłoczone na ściance albo właśnie na spodzie. Dlatego rada, żeby odwrócić pojemnik i obejrzeć jego dno, wcale nie jest przesadą. To ważne również ze względów bezpieczeństwa. Benzyna jest substancją łatwopalną, a pojemnik przeznaczony pierwotnie do innego płynu nie musi być odporny na kontakt z paliwem. Materiał może z czasem stracić swoje właściwości, a nieszczelność w bagażniku to ostatnia rzecz, jakiej chciałabym doświadczyć podczas jazdy. Dlatego stary kanister znaleziony w garażu warto dokładnie obejrzeć, zanim pojedziemy z nim na stację.

fot. Adobe Stock | Stefan

Wożenie paliwa „na zapas” ma swoje limity. Przy większych ilościach zaczynają się schody

Sam odpowiedni kanister to jeszcze nie wszystko. Istotna jest także ilość przewożonego paliwa. W przypadku przewozu przez osobę prywatną na własny użytek zastosowanie mają określone ograniczenia wynikające z przepisów dotyczących materiałów niebezpiecznych. Pojedynczy przenośny kanister nie powinien mieć pojemności większej niż 60 litrów, a łączna ilość paliwa przewożonego w takich pojemnikach nie powinna przekraczać 240 litrów na jednostkę transportową. Oczywiście większość z nas nie jeździ po paliwo z czterema ogromnymi kanistrami w bagażniku. Znacznie częściej mówimy o pojemnikach 5-, 10- czy 20-litrowych. Mimo to warto znać zasady, bo szczególnie przy kupowaniu paliwa na zapas łatwo założyć, że skoro robimy to prywatnie, możemy przewieźć właściwie dowolną ilość. Tak nie jest.

Chcesz więcej informacji z Polski? To też warto sprawdzić: Ceny pelletu wystrzeliły w kosmos. Tym Polacy zastępują drogi opał. Zamiast 2500 zł płacą tylko 400 zł

Jeszcze ważniejsza jest kwestia samego opakowania. Jak podaje „Dziennik”, w przypadku naruszenia przepisów dotyczących przewozu paliwa konsekwencje finansowe mogą sięgać kilku tysięcy złotych. Portal wskazuje m.in. na karę do 3000 zł w związku z niewłaściwym pojemnikiem oraz 2000 zł przy naruszeniu limitów ilościowych. Z tego powodu przed wyjazdem na stację zdecydowanie wolę poświęcić minutę na sprawdzenie kanistra, niż później tłumaczyć podczas kontroli, że „przecież zawsze woziłam w nim benzynę”.

Zatankowałeś i wróciłeś do domu? To, gdzie postawisz kanister, również ma znaczenie

Tu pojawia się kolejna pułapka. Możemy prawidłowo zatankować paliwo do odpowiedniego kanistra i bezpiecznie przywieźć je do domu, a następnie popełnić błąd już przy jego przechowywaniu. Benzyny nie można traktować jak płynu do szyb czy zapasu wody. To ciecz łatwopalna, dlatego przepisy przeciwpożarowe regulują również jej magazynowanie. Limity zależą między innymi od rodzaju garażu. W wolnostojącym garażu o powierzchni do 100 m kw. dopuszczalne jest przechowywanie do 200 litrów cieczy palnych o temperaturze zapłonu poniżej 100 st. C, pod warunkiem umieszczenia ich w odpowiednich, szczelnych naczyniach. W garażu innym niż wolnostojący limit wynosi 60 litrów. W praktyce dla właściciela garażu znajdującego się w bryle domu różnica jest więc bardzo duża.

Jeszcze inaczej wygląda sytuacja w budynkach wielorodzinnych. Przechowywanie benzyny w piwnicy czy mieszkaniu może stanowić poważne zagrożenie pożarowe. I właśnie dlatego pomysł, by kilka kanistrów postawić „na wszelki wypadek” obok przetworów w piwnicy, zdecydowanie nie jest dobrym sposobem na oszczędzanie. Potencjalne konsekwencje prawne są jednym problemem, ale znacznie ważniejsze jest bezpieczeństwo pozostałych mieszkańców.

Paliwo "na zapas" nie zawsze oznacza oszczędność. Ja przed tankowaniem robię jedną prostą rzecz

Kiedy ceny na stacjach rosną, pomysł kupienia większej ilości paliwa wcześniej może wyglądać kusząco. Trzeba jednak pamiętać, że benzyna nie jest produktem, który warto bez końca magazynować. Szczególnej uwagi wymaga benzyna E10 zawierająca bioetanol, który ma właściwości higroskopijne, czyli pochłania wilgoć. Warunki i czas przechowywania mogą wpływać na jakość paliwa, dlatego robienie dużych zapasów na wiele miesięcy trudno uznać za uniwersalny sposób na oszczędność. Ja po zapoznaniu się z zasadami mam prosty nawyk: zanim pojadę po benzynę do kanistra, oglądam pojemnik, sprawdzam jego stan i szukam właściwego oznaczenia. Jeśli kanister jest stary, popękany albo nie potrafię ustalić, czy rzeczywiście nadaje się do paliwa, nie ryzykuję. Tym bardziej nie zamieniam go na przypadkową plastikową bańkę, która akurat stoi pod ręką.

Warto pamiętać również o podstawowej zasadzie już przy samym dystrybutorze – samochód podczas tankowania powinien mieć wyłączony silnik. W ten sposób jedna krótka wizyta na stacji nie zamieni się w nieprzyjemną i kosztowną historię. Czasami naprawdę wystarczy spojrzeć na dno kanistra przed wyjazdem z domu, żeby oszczędzić sobie problemów później.