Latem najbardziej lubię efekt skóry, która wygląda świeżo, promiennie i jakbym dopiero wróciła z wakacji. Od kilku sezonów zauważam też, że coraz więcej osób rezygnuje z długiego opalania na rzecz kosmetyków dających subtelny, naturalny kolor. Nic dziwnego – dziś można uzyskać piękną opaleniznę bez narażania skóry na mocne promieniowanie UV. Sama co roku szukam produktów, które poza efektem brązują również intensywnie pielęgnują ciało. Tym razem trafiłam na nowość.

Balsam samoopalający z Rossmanna od razu wzbudził moją ciekawość. Od pierwszej aplikacji wiedziałam, że będzie hitem tego lata

Nigdy nie należałam do osób, które potrafią godzinami leżeć na plaży. Wystarczy kilkadziesiąt minut na mocnym słońcu i zamiast złocistej opalenizny mam zaczerwienioną skórę, która wygląda daleko od ideału. Właśnie dlatego od lat sięgam po samoopalacze i balsamy brązujące. Mam swoich sprawdzonych ulubieńców, ale co sezon lubię przetestować też coś nowego.

Zobacz także:

Tym razem podczas zakupów w Rossmannie moją uwagę przyciągnęła nowość – balsam samoopalający Mixa Bright & Bronze. Kosztuje 39,99 zł za 250 ml, więc od razu pomyślałam, że przy codziennym stosowaniu taka pojemność spokojnie wystarczy na dłużej. Już po pierwszej aplikacji wiedziałam, że zostanie ze mną na całe lato. Bardzo łatwo się rozprowadza, błyskawicznie się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy, dzięki czemu praktycznie od razu mogłam założyć ubrania.

Największym zaskoczeniem okazał się jednak efekt. Skóra wygląda tak, jakby była delikatnie muśnięta słońcem, a nie pomalowana samoopalaczem. To właśnie ten modny efekt „sunkissed skin”, który wygląda niezwykle naturalnie. Opalenizna buduje się stopniowo, nie pojawiają się smugi ani plamy, a dodatkowo balsam nie ma tego charakterystycznego, intensywnego zapachu samoopalaczy, którego szczerze nie znoszę. Po kilku dniach stosowania ciało wyglądało świeżo, zdrowo i promiennie, jak po udanym urlopie.

fot. rossmann.pl

Balsam samoopalający zawiera składniki, które pielęgnują skórę. Producent obiecuje efekt już po kilku godzinach

Najbardziej spodobało mi się to, że producent nie postawił wyłącznie na efekt opalenizny. W składzie znalazła się gliceryna, która pomaga utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia skóry i sprawia, że nie staje się ona sucha nawet przy regularnym stosowaniu. Dzięki temu ciało pozostaje przyjemnie miękkie i gładkie.

Drugim ważnym składnikiem jest roślinne DHA odpowiadające za stopniowe budowanie naturalnego koloru skóry. To właśnie ono sprawia, że opalenizna rozwija się stopniowo i wygląda bardzo subtelnie. Formułę uzupełnia masło shea, które odżywia, wygładza i wspiera regenerację naskórka. Takie połączenie sprawia, że balsam do ciała jednocześnie pielęgnuje i poprawia wygląd skóry.

Producent informuje również, że pierwsze efekty można zauważyć już po około 4 godzinach od aplikacji. Jeśli zależy mi na mocniejszym efekcie, po prostu czekam około 8 godzin lub regularnie powtarzam aplikację. Bardzo podoba mi się takie rozwiązanie, bo sama decyduję, jak intensywna ma być moja opalenizna.

Zerknij też na hit z Hebe: Czeszki przyjeżdżają po to do Polski. Kryje siwe włosy jak fryzjer. Kupiłam 2 w Hebe, dostałam mocną zniżkę

Balsam do ciała daje najlepszy efekt na dobrze przygotowanej skórze. Kilka prostych kroków robi ogromną różnicę

Zanim sięgnę po jakikolwiek samoopalacz, zawsze przygotowuję skórę dokładnie w ten sam sposób. Dzień wcześniej wykonuję peeling całego ciała, dzięki czemu usuwam martwy naskórek i wygładzam skórę. Ten etap naprawdę robi ogromną różnicę, bo później kolor rozprowadza się znacznie równiej. Po prysznicu dokładnie nawilżam najbardziej problematyczne miejsca, czyli łokcie, kolana, kostki i stopy. To właśnie tam skóra jest zwykle bardziej sucha i potrafi mocniej chłonąć produkt. Dzięki temu unikam ciemniejszych plam i przejść kolorystycznych.

Sam balsam samoopalający nakładam cienką warstwą, bez pośpiechu i dokładnie rozprowadzam na całym ciele. Po aplikacji zawsze myję dłonie i daję kosmetykowi chwilę na całkowite wchłonięcie. Taki rytuał sprawia, że efekt jest bardzo naturalny, a opalenizna wygląda świeżo i równomiernie przez wiele dni. Właśnie dlatego ten balsam samoopalający z Rossmanna już po pierwszych testach trafił do grona moich letnich ulubieńców.