Surfinie kojarzą mi się przede wszystkim z pełnią lata, ale wcale nie zamierzam żegnać się z nimi wraz z końcem sierpnia. Jeśli pogoda dopisuje, potrafią zdobić moje donice jeszcze przez sporą część jesieni. We wrześniu zmieniam jednak nieco sposób ich pielęgnacji. Zamiast kupować kolejną butelkę nawozu, wykorzystuję kuchenne resztki, które normalnie trafiłyby do kosza.

Surfinie tworzą prawdziwe kaskady kwiatów. Właśnie dlatego co roku mam je przy wejściu do domu

Surfinie to jedne z tych roślin balkonowych, obok których trudno przejść obojętnie. Ich długie, przewieszające się pędy mogą tworzyć efektowne kaskady obsypane kwiatami. Najbardziej lubię sadzić je w wiszących pojemnikach i wysokich donicach, ponieważ właśnie wtedy mają przestrzeń, żeby pokazać swój charakterystyczny pokrój.

Zobacz także:

Do wyboru jest mnóstwo kolorów – od bieli i delikatnych różów po intensywny fiolet, czerwień czy ciemniejsze odcienie. U mnie najlepiej prezentują się przy wejściu na działkę. Gdy mocno się rozrosną, już kilka roślin wystarczy, aby zwykła furtka nabrała zupełnie innego wyglądu.

fot. archiwum prywatne/Story.pl

Tak obfite kwitnienie ma jednak swoją cenę. Surfinie potrzebują regularnego podlewania, sporo światła oraz dostępu do składników pokarmowych. Szczególnie rośliny uprawiane w niewielkich pojemnikach szybko wykorzystują to, co znajduje się w ograniczonej ilości podłoża. Jeśli zostawię je bez opieki na dłużej, bardzo szybko widzę różnicę w ich wyglądzie.

Surfinie nadal mogą pięknie kwitnąć jesienią. We wrześniu nie zapominam o ich odpowiednim dokarmianiu

Początek września nie oznacza dla mnie końca sezonu na surfinie. Przy łagodnej pogodzie i braku przymrozków mogą jeszcze długo wypuszczać kwiaty. Właśnie dlatego nie odstawiam konewki i nie przestaję o nie dbać tylko dlatego, że kalendarzowe lato zbliża się do końca.

Regularnie usuwam przekwitłe kwiaty oraz uszkodzone części rośliny. Pilnuję też wilgotności podłoża. We wrześniu ziemia zwykle nie wysycha już tak błyskawicznie jak podczas lipcowych upałów, dlatego podlewanie dopasowuję do pogody, zamiast robić to automatycznie każdego dnia. Nadmiar wody może być równie problematyczny jak jej brak.

Ważne jest dla mnie również nawożenie. Kwitnąca przez wiele miesięcy surfinia zużywa sporo składników pokarmowych, a jesienią nie zależy mi już na intensywnym pobudzaniu jej do produkowania dużej ilości nowych, delikatnych pędów. Chcę przede wszystkim jak najdłużej utrzymać w dobrej kondycji to, co już wyrosło.

Domowy nawóz do surfinii robię z kuchennych resztek. Obierki ziemniaków i skórki banana zakopuję w podłożu

Gdy zbliża się koniec sezonu, nie kupuję kolejnego opakowania gotowego preparatu do surfinii. Wykorzystuję to, co zostaje mi podczas gotowania, czyli skórki z banana oraz obierki ziemniaków. Zawierają m.in. potas, który w tym okresie jest najważniejszy do utrzymania kwiatów.

Najpierw dokładnie rozdrabniam obierki i skórki na naprawdę małe kawałki. Nie wrzucam dużych fragmentów na powierzchnię ziemi. Niewielką porcję zakopuję płytko w podłożu, z dala od głównej części korzeni, a następnie przykrywam ziemią. Dzięki rozdrobnieniu resztki mają większą powierzchnię i z czasem łatwiej się rozkładają.

Stosuję tę metodę oszczędnie, raz na 2-3 tygodnie i wyłącznie do końca września. W doniczce nie ma tyle miejsca co na kompostowniku, dlatego zbyt duża ilość świeżych odpadków mogłaby zacząć gnić, pleśnieć albo przyciągać muszki i inne nieproszone owady. Jeśli podłoże jest bardzo mokre albo zauważam oznaki pleśni, całkowicie rezygnuję z dokładania kolejnej porcji.

To również może cię zainteresować: Wsypuję ociupinkę do konewki i podlewam wrzosy raz w miesiącu. Nawóz za 0 zł, a kwitną w najlepsze do późnej jesieni

Należy pamiętać, że o dalszym kwitnieniu surfinii decyduje też cały zestaw czynników, nie tylko samo nawożenie. Wśród nich wymienia się przede wszystkim pogodę, światło, podlewanie, kondycję rośliny oraz temperaturę.