Koniec lata to dla tui ważny moment, bo rośliny powoli przygotowują się do chłodniejszych miesięcy. W tym czasie zmieniam sposób ich pielęgnacji i rezygnuję z pobudzania ich do intensywnego wzrostu. Zamiast tego skupiam się na podlewaniu i rozsądnym wzmacnianiu przed zimą. Przez długi czas kupowałam gotowe preparaty, jednak przy większej liczbie krzewów koszt szybko rósł. W końcu zaczęłam wykorzystywać to, co mam pod ręką.

Pielęgnacja tui pod koniec lata ma ogromne znaczenie. Drogie nawozy zamieniłam na domową odżywkę

Tuje przez cały rok tworzą zieloną osłonę ogrodu, dlatego łatwo założyć, że poradzą sobie właściwie bez naszej pomocy. Tymczasem druga połowa sierpnia i wrzesień to okres, kiedy warto zwrócić na nie większą uwagę. Rośliny kończą intensywny wzrost i stopniowo przygotowują się do niskich temperatur. W tym momencie nie zależy mi już na wypuszczaniu nowych, delikatnych przyrostów, lecz na dobrej kondycji istniejących pędów i korzeni.

Zobacz także:

Właśnie dlatego jesienią unikam nawozów z dużą ilością azotu. Mogłyby pobudzić tuje do dalszego wzrostu, a młode przyrosty miałyby mniej czasu na przygotowanie się do zimy. Pilnuję natomiast wilgotności podłoża. Zimozielone krzewy tracą wodę również podczas chłodniejszych miesięcy, dlatego nie powinny wchodzić w zimę z przesuszonym systemem korzeniowym.

Przez kilka sezonów sięgałam po gotowe jesienne nawozy. Przy długim żywopłocie robił się z tego jednak spory wydatek. Zaczęłam więc szukać prostego sposobu wykorzystującego kuchenne resztki. Tak trafiłam na połączenie skórek banana i niewielkiej ilości popiołu drzewnego.

Skórki z banana trafiają u mnie do słoika. Po 48 godzinach powstaje baza sprawdzonego domowego nawozu do tui

Mój domowy preparat zaczynam od zebrania skórek po bananach. Kroję je na mniejsze kawałki, wkładam do słoika, zalewam wodą i zostawiam mniej więcej na 48 godzin. Po tym czasie płyn odcedzam. Nie wylewam jednak takiego koncentratu bezpośrednio pod rośliny. Przed użyciem rozcieńczam go wodą i dosypuję niewielką ilość czystego popiołu drzewnego, pochodzącego wyłącznie z nieimpregnowanego, niemalowanego drewna.

fot. Yuliya/Adobe Stock

Tutaj szczególnie ważny jest umiar. W przypadku popiołu szczególnie ważny jest jednak umiar. Nie stosuję go „na garści” i nie dosypuję dużej ilości w przekonaniu, że mocniejsza odżywka zadziała lepiej. Popiół ma odczyn zasadowy i może podnosić pH podłoża, podczas gdy tuje preferują ziemię lekko kwaśną do obojętnej. Zbyt duża dawka mogłaby więc przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Jeżeli nie znam odczynu gleby albo wiem, że jest ona już zasadowa, rezygnuję z tego dodatku i pozostaję przy samym rozcieńczonym wyciągu ze skórek.  

Taki jesienny „koktajl” ma przede wszystkim wzmocnić tuje. Przed mrozem najważniejsze są jednak korzenie i zapas wody

Domowa odżywka jest u mnie tylko jednym z elementów jesiennej pielęgnacji. Pod koniec lata i we wrześniu znacznie większą uwagę zwracam na podlewanie tui. To rośliny zimozielone, dlatego nie przestają tracić wody wraz z nadejściem chłodniejszych dni. Jeśli jesień jest sucha, podlewam je regularnie, a przed pierwszymi większymi mrozami dbam o porządne nawodnienie podłoża. Dzięki temu rośliny wchodzą w zimę z odpowiednim zapasem wilgoci i są mniej narażone na przesuszenie.

To również może cię zainteresować: Teściowa ma ogrodniczy i odradza ten zabieg przy hortensjach ogrodowych we wrześniu. Raz nie posłuchałam i wiosną nie zakwitły

Drugim zabiegiem, którego nie pomijam, jest ściółkowanie ziemi wokół krzewów. Kilkucentymetrowa warstwa kory pomaga ograniczyć parowanie wody, a przy okazji zabezpiecza system korzeniowy przed gwałtownymi wahaniami temperatury. Ściółki nie usypuję jednak bezpośrednio przy pniu – zostawiam niewielką wolną przestrzeń, aby nie utrzymywać tam stale nadmiernej wilgoci.

Jesienią ograniczam również cięcie. Jeśli widzę suche, uszkodzone albo chore fragmenty, mogę je usunąć, ale mocniejsze formowanie żywopłotu zostawiam na odpowiedniejszy termin.