Mam słabość do szkła, które wygląda tak, jakby miało za sobą długą rodzinną historię. Tłoczenia, ornamenty, grube ścianki i niewielka nóżka od razu kojarzą mi się ze stołem w starej włoskiej trattorii albo kredensem nonny, z którego wyciąga się najlepsze kieliszki przed niedzielnym obiadem. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy podobny komplet znalazłam nie na targu staroci, lecz w Aldi. Cztery sztuki Crofton przeceniono do 8,99 zł za zestaw, czyli wychodzi około 2,25 zł za jedną – na sklepowej etykiecie cena jednostkowa została podana jako 2,25 zł.

Z daleka wyglądają jak szkło upolowane na włoskim targu staroci. Dopiero z bliska widać detal, który robi tutaj całą robotę

W ostatnich sezonach coraz bardziej podobają mi się rzeczy, które nie wyglądają na idealnie nowe i sterylne. Zamiast gładkiego szkła bez żadnych ozdób chętnie wybieram naczynia przypominające te, które pamiętam ze starych kredensów. Kieliszki Crofton wpisują się w ten klimat bardzo dobrze. Na zdjęciu produktu widać dekoracyjne, tłoczone szkło z wyrazistym ornamentem. Pojawiają się geometryczne i rozetowe motywy, a przy krawędziach dodatkowe zdobienia, dzięki którym światło załamuje się na powierzchni znacznie ciekawiej niż na zwykłej, gładkiej szklance. Jest w tym coś retro, ale nie powiedziałabym, że staromodnego.

Zobacz także:

Wręcz przeciwnie – takie szkło świetnie odnajduje się dziś w modnych aranżacjach stołu, zwłaszcza gdy zestawiam je z prostymi talerzami i naturalnymi tkaninami. Moją uwagę przyciągnęła jednak przede wszystkim krótka nóżka. To detal, który od razu zmienia proporcje naczynia i nadaje mu charakter kieliszka z małej restauracji gdzieś na południu Europy. Ja już widzę je na stole obok białej ceramiki, lnianych serwetek, oliwek i dużej misy z makaronem. Nie potrzeba nawet specjalnej okazji – właśnie w codziennym użyciu takie drobiazgi podobają mi się najbardziej.

fot. mat. własne Story.pl

Biały obrus, miska makaronu i te kieliszki wystarczyłyby mi do zrobienia małej trattorii we własnej jadalni. Co za szyk

Najciekawsze w dekoracyjnym szkle jest dla mnie to, jak niewiele trzeba wokół niego zrobić. Przy mocno zdobionych kieliszkach nie dokładałabym wzorzystych talerzy, kolorowych serwetek i mnóstwa dekoracji. Pozwoliłabym, żeby właśnie tłoczenia były główną ozdobą. Na co dzień zestawiłabym je z kremową albo białą ceramiką, drewnianą deską i prostym lnianym obrusem. Jeśli chciałabym mocniej podkręcić włoski klimat, wystarczyłaby karafka, misa z cytrynami, kilka gałązek ziół i świece. Z kolei jesienią widzę obok nich ceramikę w kolorze karmelu, ciemną zieleń, bordowe serwetki i ciepłe światło.

Chcesz więcej ciekawych dodatków do domu? To też warto sprawdzić: Już nie marmurowe stoliki kawowe. Bambusowe cuda w stylu „rustic chic” przejmują salony. Swój dorwałam w Sinsay za 60 ziko

Tłoczone szkło ma jeszcze jedną zaletę: dobrze wygląda zarówno w aranżacji retro, jak i przy bardzo współczesnym stole. Można potraktować je jako kontrapunkt dla minimalistycznej zastawy albo pójść na całość i zestawić z przedmiotami wyglądającymi jak vintage. Podoba mi się również to, że kieliszki nie są przesadnie wysokie. Krótka nóżka daje im bardziej swobodny, południowoeuropejski charakter – zamiast elegancji z wielkiego przyjęcia jest raczej klimat długiej kolacji, podczas której nikt nie patrzy na zegarek. Oczywiście ich wykorzystanie najlepiej dopasować do własnych potrzeb. Producent sprzedaje je jako kieliszki do wina, ale sam dekoracyjny charakter sprawia, że nawet ustawione w przeszklonej witrynie czy na otwartej półce mogą być ozdobą kuchni lub jadalni.

Najpierw pomyślałam, że źle odczytałam czerwoną etykietę. Cztery sztuki kosztują 8,99 zł, więc jeden szklankę wychodzi niewiele ponad dwa złote

Cena jest w tym przypadku chyba równie dużym zaskoczeniem jak wygląd. Na czerwonej etykiecie w Aldi widzę 8,99 zł za zestaw czterech sztuk. Sklep informuje również o obniżce o 43 proc., a przekreślona cena wynosi 15,99 zł. Na etykiecie podano cenę jednostkową 2,25 zł za sztukę; przy prostym podzieleniu 8,99 zł przez cztery otrzymujemy 2,2475 zł, czyli po zaokrągleniu również około 2,25 zł. To właśnie tutaj robi się naprawdę ciekawie, bo dekoracyjne szkło o takim wyglądzie łatwo wyobrazić sobie w sklepie z wyposażeniem wnętrz za znacznie większą kwotę. Tymczasem cały komplet kosztuje mniej niż niejedna kawa na mieście.

Na opakowaniu znajduje się także informacja, że kieliszki są przystosowane do mycia w zmywarce, co dla mnie jest ważne, bo piękne naczynia, które trzeba traktować jak muzealny eksponat, szybko przestają mnie zachwycać. Przy takiej cenie pomyślałabym nawet o dwóch zestawach, jeśli regularnie zapraszam gości – osiem jednakowych kieliszków pozwala już przygotować większy stół. Oczywiście czerwona etykieta sugeruje ofertę wyprzedażową, więc dostępność może zależeć od konkretnego sklepu i zapasów. To raczej znalezisko, na które trzeba trafić, niż produkt, którego obecność na półce warto zakładać w każdym Aldi.

Nie kupowałabym ich po to, żeby czekały na „lepszą okazję” gdzieś z tyłu szafki. Za taką cenę właśnie codzienny obiad może dostać odrobinę włoskiego klimatu

Mam w domu rzeczy, których przez lata prawie nie używałam, bo wydawały mi się zbyt eleganckie na zwykły wtorek. Z czasem doszłam do wniosku, że nie chcę już zastawy „dla gości”. Jeśli coś naprawdę mi się podoba, wolę postawić to na stole nawet wtedy, gdy na obiad robię najprostszy makaron. I właśnie tak potraktowałabym te szklanki z Aldi. Tłoczone szkło, niewielka nóżka i retro ornament wystarczą, żeby zwyczajny stół wyglądał trochę bardziej jak ten z rodzinnej trattorii.

Nie trzeba od razu kupować nowego obrusu, kompletować designerskiej ceramiki ani urządzać jadalni od początku. Czasami charakter wnętrza budują właśnie najdrobniejsze przedmioty. Szczególnie takie, które wyglądają, jakby ktoś znalazł je przypadkiem na pchlim targu podczas wakacji we Włoszech. Za 8,99 zł za cztery sztuki ten efekt jest wyjątkowo niedrogi. Najbardziej podoba mi się jednak to, że nie próbują wyglądać ultranowocześnie. Mają w sobie odrobinę nostalgii, trochę babcinego kredensu i trochę wakacyjnej trattorii. A krótka nóżka jest tutaj kropką nad i. Gdybym postawiła je na stole obok prostej ceramiki i lnianej serwetki, raczej nikt nie zgadłby, że cały komplet kosztował mnie mniej niż 9 zł.