Mokre okna pojawiają się u mnie najczęściej wtedy, gdy na zewnątrz robi się chłodniej. Gotowanie, suszące się pranie, gorący prysznic, a nawet zwykłe oddychanie zwiększają ilość pary wodnej w mieszkaniu. Kiedy ciepłe i wilgotne powietrze spotyka się z chłodną powierzchnią szyby, widzę skutek właściwie od razu. Kilka kropelek nie wygląda groźnie, ale regularnie mokry parapet to dla mnie sygnał, którego nie ignoruję. Zamiast więc ograniczać się do ciągłego wycierania wody, przyglądam się również wilgotności i wentylacji.

Soda oczyszczona nie musi trafiać do ciasta ani podczas sprzątania. Wsypuję ją do miseczki i stawiam tam, gdzie zbiera się wilgoć

Pomysł jest tak prosty, że trudno mówić tu o skomplikowanym domowym urządzeniu. Potrzebna jest soda oczyszczona oraz niewielka miseczka. Sodę wsypuję do środka, naczynie zabezpieczam gazą i ustawiam w miejscu, w którym zauważam problem z wilgocią, który jest częsty przed sezonem grzewczym. Taki sposób opisano jako jeden z domowych pochłaniaczy wilgoci. U mnie naturalnym miejscem jest parapet, bo właśnie na oknach najszybciej widzę skraplającą się wodę. Nie wsypuję sody bezpośrednio na powierzchnię i nie rozsypuję jej wzdłuż ramy. Stoi spokojnie w naczyniu, dzięki czemu później łatwo ją usunąć.

Zobacz także:

Nie oczekuję jednak cudów po jednej miseczce. Traktuję ją jako niewielkie wsparcie tam, gdzie problem jest miejscowy. Soda ma właściwości higroskopijne, czyli pochłania wilgoć z otoczenia. Z czasem może więc zmieniać swoją strukturę i zbijać się w grudki. Wtedy wymieniam zawartość naczynia. Najbardziej podoba mi się to, że nie potrzebuję specjalnego pojemnika ani kolejnego urządzenia stojącego na widoku. Małą miseczkę już mam, podobnie jak sodę. Całe przygotowanie zajmuje mi chwilę.

fot. Adobe Stock | Olena Vasylieva

Zaparowane okna nie zawsze oznaczają poważny problem, ale regularnie mokry parapet zwraca moją uwagę. Sama miseczka nie zastępuje sprawnej wentylacji

Tu pojawia się ważna rzecz, o której łatwo zapomnieć przy domowych trikach. Domowy pochłaniacz wilgoci z sody oczyszczonej pomaga pochłaniać część wilgoci w swoim najbliższym otoczeniu, ale nie usuwa przyczyny nadmiernej wilgotności w mieszkaniu. Skraplanie się wody na szybach może mieć związek między innymi z wentylacją i różnicą temperatur. Warto zwrócić uwagę na problemy występujące w starszych budynkach oraz na znaczenie regularnego wietrzenia pomieszczeń.

Chcesz więcej domowych porad? To również może wpaść ci w oko: Wyciągam 2 składniki, robię domową pastę i nakładam na poduszki. Żółte plamy znikają już w 30 minut

Dlatego nie stawiam miseczki na parapecie i nie uznaję sprawy za zamkniętą. Wietrzę mieszkanie, nie zasłaniam kratek wentylacyjnych i obserwuję, czy woda pojawia się sporadycznie, czy każdego dnia. Dobrym pomocnikiem jest też higrometr. Dzięki niemu zamiast zgadywać, widzę, jaka wilgotność rzeczywiście panuje w pomieszczeniu. Szczególną uwagę zwracam na ciemne naloty przy oknach, narożnikach i na ścianach. Widoczna pleśń albo długo utrzymująca się duża wilgotność wymagają znalezienia przyczyny. W takiej sytuacji kuchenna miseczka nie rozwiązuje problemu.

Nie tylko soda radzi sobie z wilgocią, podobne zastosowanie ma zwykła kreda. Przydają się nawet saszetki znajdowane w pudełkach po butach

Soda jest najwygodniejsza, bo zwykle mam ją w kuchennej szafce. Drugim prostym sposobem jest kreda, która również pochłania wilgoć. Można umieścić ją w miejscu, w którym problem jest najbardziej zauważalny. Jeszcze ciekawszy jest niepozorny woreczek, który wiele razy bez zastanowienia wyrzucałam po otwarciu pudełka z nowymi butami. Chodzi o saszetkę z żelem krzemionkowym. Jej zawartość ma właśnie pochłaniać wilgoć, dlatego takie woreczki trafiają do opakowań różnych produktów. Można pozostawić żel w oryginalnej saszetce i wykorzystać jako niewielki pochłaniacz.

Takich saszetek nie otwieram i oczywiście trzymam je poza zasięgiem dzieci oraz zwierząt. Najbardziej przydają mi się w małych, zamkniętych przestrzeniach, gdzie nie potrzebuję dużego urządzenia. Propozycja wykorzystania roślin, między innymi skrzydłokwiatu również może okazać się ciekawych sposobem. Ja jednak przy mokrym parapecie wolę rozwiązanie, które łatwo kontroluję. Miseczkę z sodą wymieniam, gdy tego potrzebuję, a przede wszystkim nadal obserwuję samo okno.

Mokrego parapetu nie chcę przecierać każdego ranka bez zastanowienia nad przyczyną. Domowy pochłaniacz wilgoci traktuję jako pomoc, a nie rozwiązanie całego problemu

To chyba najważniejsza zasada przy tym sposobie. Miseczka z sodą jest prosta i tania, ale nie naprawi niesprawnej wentylacji, nie rozwiąże problemu zawilgoconych ścian i nie zastąpi osuszacza w mieszkaniu, w którym wilgotność stale utrzymuje się na zbyt wysokim poziomie. Dlatego zaczynam od obserwacji. Gdy po gotowaniu albo kąpieli szyby mocno parują, wietrzę pomieszczenie. Sprawdzam też, czy kratki wentylacyjne nie są zasłonięte. Nie dosuwam dużych mebli szczelnie do zimnych ścian, szczególnie gdy już wcześniej pojawiała się tam wilgoć.

Sodę traktuję jako mały dodatek do tych działań. Stoi na parapecie i pochłania część wilgoci w swoim otoczeniu. Co jakiś czas zaglądam do naczynia, zamiast zapominać o nim na kilka miesięcy. I właśnie w tym tkwi cały urok tego sposobu. Nie potrzebuję specjalnych przygotowań. Otwieram kuchenną szafkę, wyjmuję sodę i wsypuję ją do małej miseczki. Gdy jednak mimo wietrzenia okna każdego dnia są bardzo mokre, na ścianie pojawiają się plamy albo czuć charakterystyczny zapach wilgoci, przestaję polegać na domowych trikach i szukam źródła problemu.