Wieczorem coraz rzadziej włączam główne światło w salonie. Jest praktyczne, ale kiedy chcę poczytać, wypić herbatę albo obejrzeć serial, zdecydowanie wolę kilka mniejszych punktów światła. Problem w tym, że ustawianie lamp według rozmieszczenia kontaktów szybko zaczyna mnie irytować. Mam stolik, przy którym gniazdka nie ma, na komodzie przewód wygląda nieestetycznie, a przedłużacza przez pół pokoju nie zamierzam ciągnąć. Dlatego tak spodobał mi się pomysł niewielkiej lampki, którą po prostu biorę do ręki i stawiam tam, gdzie akurat jej potrzebuję.
Lampka z Action nie przywiązuje mnie do jednego miejsca w salonie. Wieczorem przenoszę ją tam, gdzie akurat chcę mieć trochę światła
Największą zaletę tej lampki zauważyłam jeszcze zanim zaczęłam zastanawiać się nad jej wyglądem. To lampka wielokrotnego ładowania z Action, więc podczas używania nie musi stać przy gniazdku. Mogę postawić ją na stoliku obok kanapy, później przenieść na komodę, a gdy potrzebuję delikatnego światła w innym miejscu, po prostu zabieram ją ze sobą. To drobiazg, ale właśnie takie rzeczy najbardziej ułatwiają mi codzienność. Nie zastanawiam się, gdzie ukryć przewód. Nie przesuwam mebli bliżej kontaktu i nie wyciągam przedłużacza. Szczególnie doceniam to przy małych stolikach, na których kabel potrafi zepsuć cały efekt.
Zobacz także:
Lampka ma wbudowany akumulator i można ją ponownie naładować. Do ładowania służy złącze USB C. Trzeba jednak wiedzieć, że kabel do ładowania nie znajduje się w zestawie, więc korzystam z odpowiedniego przewodu, który mam już w domu. Sam pomysł na takie oświetlenie podoba mi się też dlatego, że nie muszę raz na zawsze decydować, gdzie stanie lampa. Dzisiaj potrzebuję jej przy fotelu, jutro na stoliku podczas kolacji. Przy tradycyjnej lampie zawsze wracam do pytania o najbliższe gniazdko. Tutaj ten problem znika podczas korzystania z naładowanego urządzenia.
fot. action.pl
Włącznika nie szukam po omacku, wystarczy musnąć lampkę palcem. Dotykowa regulacja pozwala również przyciemnić światło
To właśnie ta funkcja zwróciła moją uwagę najbardziej. Lampka stołowa z Action ma sterowanie dotykowe oraz funkcję ściemniania. Nie muszę więc szukać niewielkiego przełącznika na przewodzie ani obracać lampy, żeby znaleźć przycisk. Lekko dotykam i steruję światłem. Wieczorem ma to dla mnie więcej sensu niż mocna lampka świecąca zawsze z taką samą intensywnością. Gdy siedzę przy stoliku, wybieram jaśniejsze ustawienie. Kiedy oglądam telewizję albo chcę zostawić w pokoju tylko delikatny punkt światła, przygaszam lampkę.
Szukasz ciekawych inspiracji aranżacyjnych? To też może wpaść ci w oko: Mąż spojrzał na szafkę i zapytał: "Po co nam ten kamień?". Wieczorem opadła mu szczęka. Lampa wygląda jak pamiątka z gór, a to Action
Światło jest ciepłe białe. I to jest ważny szczegół, bo właśnie taki odcień najbardziej lubię w salonie czy sypialni. Chłodne, mocno białe światło zostawiam do miejsc, w których wykonuję konkretne czynności i potrzebuję dobrej widoczności. Wieczorem wolę coś spokojniejszego. Podoba mi się też sam gest obsługi. Zamiast klikać przełącznikiem, wystarczy musnąć lampkę palcem. Niewielka rzecz, a sprawia, że korzystanie z niej jest po prostu wygodne.
Ciepłe białe światło pasuje mi do wieczornego odpoczynku. Mała lampka sprawdza się tam, gdzie nie chcę zapalać głównego oświetlenia
Nie oczekuję od takiej lampki, że zastąpi żyrandol i rozświetli cały salon. Traktuję ją jako dodatkowy punkt światła. Stawiam obok fotela, na stoliku kawowym albo na komodzie. Szczególnie wieczorem wolę kilka takich niewielkich źródeł niż jedno mocne światło padające z sufitu. Widzę dla niej również miejsce w sypialni. Nie każdy ma przy łóżku gniazdko ustawione dokładnie tam, gdzie potrzeba, szczególnie w starszych mieszkaniach. Ładowalna lampka daje tutaj większą swobodę. Naładuję ją, odstawię na stolik i nie mam przewodu biegnącego wzdłuż mebli.
Przy aranżacji salonu wykorzystuję ją bardzo prosto. Stawiam lampkę obok niewielkiego wazonu, książek albo świecy. Nie dokładam wielu dekoracji, bo wtedy stolik szybko robi się przeładowany. Wieczorem wystarczy włączyć lampkę i ten niewielki fragment pokoju staje się przyjemniejszy. Nie traktuję jej jednak jako lampy przeznaczonej do każdego zadania. Do długiego czytania czy precyzyjnej pracy wybieram oświetlenie dopasowane właśnie do takiego zastosowania. Tutaj największą zaletą jest dla mnie mobilność, możliwość ściemniania i ciepły charakter światła.
Za niewielkie pieniądze dostaję kilka funkcji, których naprawdę używam. Brak kabla podczas świecenia okazał się dla mnie ważniejszy niż efektowna dekoracja
Lampka kosztuje 21,95 zł. Przy tej kwocie najbardziej zaskoczyło mnie połączenie akumulatora, dotykowej obsługi oraz możliwości regulowania jasności. To nie są funkcje, które pozostają u mnie niewykorzystane. Wręcz przeciwnie, sięgam po nie niemal za każdym razem, gdy zapalam lampkę. Przed zakupem pamiętam jednak o jednej rzeczy. Brak przewodu podczas codziennego używania nie oznacza, że urządzenia nigdy nie podłączam. Akumulator trzeba ładować przez USB C. Dla mnie to znacznie wygodniejsze niż stały kabel biegnący po stoliku, ale warto mieć tę różnicę z tyłu głowy.
Najbardziej cieszy mnie swoboda. Nie ustawiam lampki tam, gdzie architekt mieszkania kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu przewidział kontakt. Stawiam ją tam, gdzie wieczorem chcę mieć światło. Kiedy zmieniam miejsce, lampka wędruje razem ze mną. I chyba właśnie dlatego tak szybko znalazłam dla niej zastosowanie. Nie potrzebowałam kolejnej dużej lampy ani nowej instalacji. Wystarczy niewielki model, który wieczorem stawiam obok siebie, a potem tylko muskając go palcem, dopasowuję światło do tego, na co mam ochotę.

Obserwuj nas na Google







