Robótki ręczne jeszcze niedawno wielu osobom kojarzyły się głównie z babcinym koszykiem pełnym włóczek, serwetkami i ciepłymi swetrami. Dziś ten obraz mocno się zmienił. Szydełko wróciło do łask, a zamiast rzucać się od razu na ogromny koc, można zacząć od małej maskotki, która powstaje kawałek po kawałku. I chyba właśnie takie niewielkie projekty najlepiej tłumaczą, dlaczego szydełkowanie znowu wciąga.

Zestaw do szydełkowania z TEDi kosztuje 14 zł. Zamiast kolejnego drobiazgu do domu można kupić sobie kilka spokojniejszych wieczorów

Na półce TEDi znalazłam zestawy DIY do szydełkowania, a jeden z nich kosztuje 14 zł. Moją uwagę zwróciła żółta, uśmiechnięta maskotka w kształcie cytryny z małymi nóżkami i rączkami. Na opakowaniu pokazano gotowy efekt, więc od razu wiadomo, do czego się zmierza. Obok wiszą też inne wzory, między innymi miś czy kolorowe figurki. I właśnie wtedy człowiek zaczyna zastanawiać się, czy nie wziąć dwóch, bo przecież jedna maskotka szybko może dostać towarzystwo.

Zobacz także:

Podoba mi się w takich zestawach przede wszystkim skala projektu. Nie patrzę na wielki sweter i nie myślę, że przede mną miesiąc pracy. Tutaj cel jest mały, konkretny i całkiem sympatyczny. Na opakowaniu żółtego modelu podano rozmiar 12 na 8 cm, więc mówimy o niewielkiej robótce, którą później można postawić na półce, podarować komuś albo po prostu zachować jako własną pierwszą próbę.

fot: archiwum prywatne/Story.pl

Nie będę jednak udawać, że szydełko samo będzie robiło pętelki. Kto nigdy nie trzymał go w ręku, może na początku kilka razy pruć to samo miejsce i zastanawiać się, dlaczego jedna strona wygląda inaczej od drugiej. Właśnie na tym polega jednak część zabawy. Nie trzeba zrobić maskotki idealnej. Pierwsza może być trochę krzywa, druga już zwykle wychodzi lepiej. I nagle okazuje się, że człowiek ma ochotę spróbować kolejnego wzoru.

Szydełkowanie znowu jest modne, ale dziś nie chodzi tylko o szaliki. Małe maskotki i amigurumi pokazały zupełnie inne oblicze włóczki

Powrót szydełkowania bardzo mnie nie dziwi. Przez cały dzień patrzymy w telefony, komputery i telewizory, więc wieczorem ręce aż proszą się czasem o zajęcie, które nie wymaga kolejnego ekranu. Szydełko ma w sobie coś bardzo konkretnego. Robię oczko, potem następne i widzę, że przedmiot naprawdę rośnie. Nie zbieram punktów w aplikacji, tylko po godzinie mam w dłoni kawałek własnej pracy.

Zmieniło się też to, co właściwie robi się na szydełku. Oczywiście nadal powstają swetry, szaliki, czapki czy koce, ale ogromną popularność zdobyły też małe maskotki. Często spotyka się określenie amigurumi, czyli technikę wykonywania niewielkich, wypchanych postaci na szydełku. Mogą to być zwierzęta, owoce, zabawne stworki i właściwie wszystko, co da się przełożyć na prosty kształt.

To właśnie te małe formy sprawiają, że szydełkowanie stało się znacznie mniej zobowiązujące. Nie trzeba od razu kupować wielkiego zapasu włóczki i planować garderoby na zimę. Można zrobić jedną figurkę. Potem drugą. Z czasem przychodzą bardziej skomplikowane pomysły.

Takie projekty świetnie sprawdzają się także jako drobne prezenty. Własnoręcznie zrobiony miś dla wnuczki, mały zwierzak do dziecięcego pokoju czy zabawna figurka dla koleżanki ma zupełnie inny charakter niż przypadkowy drobiazg kupiony przy kasie. Nawet gdy oczko gdzieś ucieknie, właśnie ta niedoskonałość często sprawia, że rzecz wygląda bardziej osobiście.

To również cię zainteresuje: Zabrałam się za jesienne porządki i odzyskałam pół szafy. Wszystko wpakowałam w wielgachne cacko z Action i siup pod łóżko

Mały projekt DIY może być dobrym sposobem na wieczór bez ciągłego zerkania w telefon. Przy okazji szybko można przekonać się, czy szydełko jest w ogóle dla nas

Największą zaletą niedrogiego zestawu widzę w czymś jeszcze. Pozwala sprawdzić nowe hobby bez wielkich deklaracji. Nie muszę od razu urządzać w domu pracowni, kupować pudeł na włóczki i oglądać dziesięciu poradników o rodzajach szydełek. Biorę mały projekt i próbuję.

To ważne, bo rękodzieło nie każdemu daje taką samą przyjemność. Jedna osoba po piętnastu minutach złapie rytm i przepadnie, inna będzie zirytowana plączącą się włóczką. I obie reakcje są zupełnie normalne. Przy małym projekcie można się o tym przekonać bez poczucia, że właśnie wydało się sporą kwotę na nowe hobby.

Ja takie zajęcia najbardziej lubię wieczorem. Herbata na stole, coś gra w tle i zamiast automatycznie otwierać kolejną aplikację, można zająć dłonie czymś prostym. Nie chodzi nawet o wielką produktywność. Czasem dobrze zrobić rzecz kompletnie niepotrzebną tylko dlatego, że sprawia frajdę.
Półka z zestawami DIY w TEDi pokazuje też, jak bardzo zmieniło się podejście do robótek ręcznych. Szydełko nie jest już wyłącznie narzędziem do robienia szalików. Można stworzyć kolorowego stworka, małego misia czy zabawną dekorację. A potem, zupełnie mimochodem, zacząć rozglądać się za kolejną włóczką. Tak właśnie zaczynają się hobby, które miały być tylko zajęciem na jeden wieczór.