W październiku zaczynam częściej zapalać świece i wyciągam z szafek wszystkie dekoracje, które latem trochę mi przeszkadzają. Wieczory są dłuższe, światło za oknem znika wcześniej i nagle nawet niewielka lampka albo świecznik potrafią zmienić odbiór całego pokoju. Nie trzeba przy tym przemeblowywać salonu ani kupować nowych poduszek i zasłon. Czasem wystarczy jeden detal postawiony na komodzie czy parapecie.
Lampiony z TEDi wyglądają jak małe kamieniczki. Czarny i biały kosztują po 23 zł
Najpierw oglądałam lampiony w Ikei. Biała latarenka Kringsynt na tealight ma 21 cm wysokości i kosztuje 19,99 zł. Czarny Borrby do wnętrza i na zewnątrz, w wersji 28 cm, również kosztuje 19,99 zł. Oba są proste i dobrze znane, szczególnie Borrby, który wygląda jak klasyczna latarnia. Już miałam wrzucić jeden do koszyka, ale później zajrzałam do TEDi.
Zobacz także:
fot: ikea.com
Tam najbardziej spodobał mi się lampion w kształcie wysokiego domku. Kosztuje 23 zł, więc różnica względem dwóch modeli z Ikei jest niewielka. Za to wygląd jest zupełnie inny. Czarna wersja ma wycięte okienka i spadzisty daszek, przez co przypomina małą kamieniczkę albo domek z zimowej dekoracji. Obok stoi taki sam lampion w bieli. I właśnie tutaj zaczęło się moje zastanawianie, bo każdy daje trochę inny efekt.
fot: archiwum prywatne/Story.pl
Czarny jest bardziej wyrazisty. Postawiłabym go przy drewnianej komodzie, na ciemniejszym stoliku albo obok beżowych i brązowych dodatków. Biały wygląda lżej i będzie pasował do jasnych mebli, ceramiki oraz bardziej spokojnych wnętrz. Ja najchętniej zestawiłabym oba obok siebie, ale nie idealnie równo. Jeden można postawić nieco wyżej, drugi niżej i od razu robi się ciekawiej.
Ikea ma klasyczne latarenki, a w TEDi wybór zaskoczył mnie bardziej. Wszystko zależy od efektu, jaki chcesz uzyskać
Lampiony z Ikei mają jedną dużą zaletę. Są bardzo proste. Borrby nie narzuca konkretnego stylu, więc łatwo przenieść go z salonu na balkon czy taras. Czarna rama i duże przeszklenia pasują zarówno do nowoczesnych mebli, jak i bardziej tradycyjnego wystroju. Biała Kringsynt jest z kolei delikatniejsza, ma ozdobne wycięcia i wygląda subtelnie.
W TEDi bardziej spodobał mi się sam pomysł na dekorację. Lampion nie jest tylko ramką na świeczkę. Jego forma domku sprawia, że nawet bez rozbudowanej aranżacji wygląda jak część jesiennej albo zimowej scenki. Wystarczy ustawić obok kilka szyszek, małą gałązkę albo ceramiczną figurkę. W grudniu można dołożyć zielone gałązki i już mamy dekorację, której nie trzeba po świętach natychmiast chować.
Właśnie dlatego tym razem nie patrzyłam wyłącznie na różnicę kilku złotych. Lampiony w Ikei są tańsze, ale w TEDi miałam większy wybór dekoracyjnych form i mogłam od razu zestawić czarną wersję z białą. To może mieć znaczenie, gdy nie szukasz po prostu latarenki, tylko czegoś, co rzeczywiście będzie widocznym elementem pokoju.
Lampion nie musi stać tylko na parapecie. W salonie można zrobić z niego prostą dekorację na kilka miesięcy
Najłatwiej postawić taki domek na komodzie albo szerokim parapecie, ale ja lubię przenosić podobne dekoracje w zależności od pory roku. Jesienią dobrze wyglądają obok ciepłych, brązowych dodatków. Zimą można ustawić je blisko choinki albo na stoliku w salonie, a później zostawić sam biały model jako spokojniejszą dekorację.
Ciekawie wygląda też zestawienie kilku wysokości. Wysoki lampion można ustawić z niższym świecznikiem, małą doniczką albo wazonem. Dzięki temu półka nie przypomina wystawy sklepowej, a dekoracja wygląda bardziej swobodnie. Nie przesadzałabym tylko z liczbą dodatków. Sam kształt domku jest już na tyle charakterystyczny, że nie potrzebuje dużej oprawy.
I właśnie dlatego z TEDi wyszłam bardziej przekonana niż z Ikei. Nie dlatego, że jeden lampion jest obiektywnie lepszy od drugiego. Klasyczne modele z Ikei są uniwersalne i kosztują 19,99 zł. Domki z TEDi za 23 zł spodobały mi się jednak bardziej jako dekoracja do salonu. Czarny wygląda konkretnie i nowocześnie, biały jest spokojniejszy, a razem tworzą zestaw, który można zmieniać dodatkami przez całą jesień i zimę.

Obserwuj nas na Google







