Tusz do rzęs jest jednym z tych kosmetyków, których używam właściwie przy każdym makijażu. Czasami rezygnuję z podkładu czy cieni, ale kilka ruchów szczoteczką wystarczy mi, żeby spojrzenie od razu stało się bardziej wyraziste. Zależy mi jednak nie tylko na mocnym efekcie, ale też na dobrym rozdzieleniu włosków. Nie przepadam za grubymi warstwami maskary i rzęsami posklejanymi w kilka kępek. Właśnie dlatego od dłuższego czasu jednym z moich ulubieńców jest ten złoty tusz, który znalazłam w Rossmannie.

Dobry tusz powinien wydłużać i rozdzielać rzęsy. Mój ulubieniec robi jedno i drugie

Od maskary oczekuję przede wszystkim tego, żeby podkreślała moje naturalne rzęsy, a nie przykrywała je grubą warstwą produktu. Lubię efekt wydłużenia i uniesienia, ale równie ważne jest dla mnie dokładne rozdzielenie włosków. Dzięki temu spojrzenie wygląda na bardziej otwarte, a sam makijaż pozostaje lekki.

Zobacz także:

Znaczenie ma dla mnie również szczoteczka. Powinna pozwalać dotrzeć jak najbliżej nasady, a jednocześnie radzić sobie z krótszymi rzęsami w kącikach oka. Jeśli mogę nałożyć jedną cienką warstwę, a później dobudować intensywniejszy efekt bez powstawania grudek, taki kosmetyk szybko zostaje w mojej kosmetyczce na dłużej.

Właśnie dlatego od dłuższego czasu chętnie sięgam po złotą maskarę Eveline Celebrity Eyes. Nie jest to dla mnie kolejny tusz kupiony na próbę, ponieważ regularnie do niego wracam. Bardzo odpowiada mi połączenie wydłużenia z mocniejszym podkreśleniem rzęs. Ostatnio ponownie znalazłam go w Rossmannie i tym razem dodatkowo trafiłam na bardzo dobrą cenę.

Złoty tusz z Eveline dorwałam w Rossmannie za 17,99 zł. Ma cenne polimery i mikrowłókna, które maksymalnie wydłużają rzęsy

Eveline Celebrity Eyes Intense Black to wydłużająco-pogrubiający tusz o pojemności 7 ml. Producent deklaruje, że może zwiększać widoczną długość rzęs nawet o 150%, a przy tym unosić je i tworzyć efekt określany jako panoramiczna objętość. Dla mnie szczególnie ważne jest to, że formuła została opracowana z myślą o budowaniu takiego rezultatu bez sklejania włosków.

Ciekawie wygląda również jej skład. Zastosowano tutaj kompleks wydłużających polimerów, które tworzą na rzęsach elastyczną warstwę i pomagają podkreślić ich kształt. Towarzyszą im mikrowłókna przylegające do naturalnych włosków, dzięki czemu rzęsy mają wyglądać na dłuższe i gęstsze bez nadmiernego obciążenia.

fot. archiwum prywatne/Story.pl

Do tego dochodzi silikonowa szczoteczka w charakterystycznym kształcie wieży. Jej konstrukcja ma ułatwiać rozdzielanie rzęs oraz docieranie do tych krótszych, znajdujących się bliżej kącików. Kremowa konsystencja pozwala natomiast równomiernie rozprowadzić produkt od nasady aż po końce. To wszystko bez osypywania i grudek. Co więcej, formuła jest wegańska.

Najlepszą wiadomością była jednak dla mnie cena. Tym razem w Rossmannie udało mi się kupić mój sprawdzony tusz za 17,99 zł, więc tym bardziej nie zastanawiałam się długo nad ponownym wrzuceniem go do koszyka.

Nawet najlepszy tusz można nałożyć źle. Wystarczy jednak kilka kroków, by wyciągnąć z niego maksimum

Przy malowaniu rzęs staram się przede wszystkim nie zaczynać od kilku grubych warstw. Najpierw usuwam ze szczoteczki ewentualny nadmiar produktu, a później przykładam ją możliwie blisko nasady rzęs. Delikatnie poruszam aplikatorem na boki i dopiero wtedy przeciągam go w kierunku końcówek. Dzięki temu więcej tuszu zostaje u podstawy, a końce nie są niepotrzebnie obciążone.

Szczególną uwagę poświęcam zewnętrznym rzęsom. Wyczesuję je lekko w bok i ku górze, bo właśnie w ten sposób najbardziej podoba mi się efekt otwartego spojrzenia. Przy wewnętrznym kąciku pracuję natomiast samą końcówką szczoteczki. W przypadku silikonowego aplikatora łatwiej jest mi złapać pojedyncze, krótsze włoski bez brudzenia skóry dookoła.

To również może cię zainteresować: Luksusowe perfumy Jimmy Choo za stówkę w Rossmannie. Ubrania pachną jak gruszki w karmelu przez kilka dni

Jeśli zależy mi na mocniejszym efekcie, dokładam drugą cienką warstwę zamiast od razu nakładać dużą ilość kosmetyku. Koncentruję ją przede wszystkim przy nasadzie i na zewnętrznej części oka. W ten sposób mogę stopniowo budować objętość, a jednocześnie zachować widoczne rozdzielenie rzęs. Przy formule stworzonej z myślą o wydłużaniu właśnie taka technika pozwala mi najlepiej wykorzystać jej możliwości.