Jesień ma mnóstwo uroku, dopóki nie rozwieszę prania w mieszkaniu i następnego ranka nie odkryję mokrych szyb. Przy zamkniętych oknach wilgoć potrafi dać o sobie znać również w łazience, kuchni czy samochodzie. Dlatego zainteresował mnie niewielki przenośny osuszacz z Tchibo za 109,99 zł. Nie potrzebuje prądu podczas pochłaniania wilgoci, nie zajmuje pół pokoju, a gdy zgromadzony w środku żel krzemionkowy się nasyci, urządzenie można zregenerować i używać ponownie. Trzeba tylko od razu zaznaczyć, że to nie jest elektryczny osuszacz sprężarkowy przeznaczony do osuszania całego mieszkania. Jest raczej niewielkim pomocnikiem do miejsc, w których okresowo zbiera się nadmiar wilgoci.

Mokre szyby wracają każdej jesieni. Ten maluch pomaga walczyć z wilgocią

Problem wraca u mnie razem z chłodniejszymi miesiącami. Latem wystarczy szerzej otworzyć okna, pranie szybko wysycha, a para po kąpieli nie utrzymuje się długo. Jesienią sytuacja wygląda zupełnie inaczej: na suszarce wiszą grubsze bluzy i ręczniki, okna otwieram na krócej, a rano na chłodnych szybach potrafi pojawić się kondensacja. Wilgoć w mieszkaniu pochodzi z wielu codziennych czynności – gotowania, kąpieli, oddychania czy właśnie suszenia mokrych ubrań. Sam pochłaniacz nie sprawi oczywiście, że mokre jeansy wyschną w godzinę i nie zastąpi rozsądnego wietrzenia, ale może być dodatkowym wsparciem w miejscach, w których problem jest niewielki i lokalny.

Zobacz także:

Model z Tchibo jest naprawdę kompaktowy: ma około 13 cm szerokości, 13 cm głębokości i zaledwie 5,2 cm wysokości, a waży około 390 g. Dzięki temu nie trzeba szukać dla niego dużego kawałka podłogi. Można ustawić go na półce czy blacie zgodnie z instrukcją i przenosić pomiędzy pomieszczeniami. Producent wskazuje między innymi łazienkę, kuchnię, magazyn oraz samochód. Dla mnie właśnie mobilność jest tutaj największą zaletą. Nie kupuję wielkiego urządzenia, które przez większość czasu stoi w jednym miejscu, tylko mały gadżet, który mogę zabrać tam, gdzie akurat jest potrzebny. 

fot. tchibo.pl

Działa bez prądu podczas pochłaniania wilgoci. W środku kryje żel krzemionkowy

Na pierwszy rzut oka określenie „osuszacz bez prądu” może trochę dziwić, zwłaszcza że w zestawie znajduje się przewód sieciowy, a w danych technicznych widnieje moc 20 W. Cały patent polega jednak na rozdzieleniu dwóch etapów działania. Podczas pochłaniania wilgoci urządzenie nie musi być podłączone do sieci – wodę gromadzi znajdujący się wewnątrz żel krzemionkowy. Prąd jest potrzebny dopiero do jego regeneracji. To ważne rozróżnienie, bo nie jest to sprzęt, który w magiczny sposób działa elektrycznie bez zasilania. Granulat stopniowo pochłania wilgoć, a użytkownik nie musi zgadywać, kiedy osiągnął swoją pojemność. Wbudowany wskaźnik zmienia kolor z pomarańczowego na ciemnozielony, sygnalizując, że granulat jest pełny. Wtedy trzeba podłączyć osuszacz do sieci i przeprowadzić regenerację zgodnie z instrukcją.

Szukasz ciekawych rozwiązań do domu? To też warto sprawdzić: Chciałam zrobić metamorfozę łazienki, ale z kasą krucho. Bez wymiany płytek wyczarowałam sobie kwiatową łąkę za 29,99 zł

Producent podaje około 10 godzin ładowania/regeneracji, natomiast deklarowany czas działania w trybie gotowości wynosi od 2 do 4 miesięcy. To oczywiście nie oznacza, że w każdym mieszkaniu urządzenie przez cztery miesiące będzie pochłaniało taką samą ilość wilgoci. Tempo nasycania żelu zależy od warunków, w jakich osuszacz pracuje. Jego pojemność wynosi około 300 ml. Po regeneracji nie trzeba wyrzucać wkładu i kupować następnego, co odróżnia ten model od prostych jednorazowych pochłaniaczy wilgoci. Podoba mi się też, że podczas samego pochłaniania nie ma przewodu ciągnącego się do najbliższego kontaktu. To właśnie dlatego łatwiej znaleźć dla niego zastosowanie w szafie, niewielkim pomieszczeniu gospodarczym czy samochodzie.

Przyda się także w samochodzie. Jesienią wożę go ze sobą

Samochód jest chyba jednym z ciekawszych zastosowań tego produktu. Jesienią wnosimy do środka wodę na mokrych butach i ubraniach, dywaniki robią się wilgotne, a różnica temperatur sprzyja parowaniu szyb. Tchibo wprost wymienia samochód wśród miejsc, do których przeznaczony jest ten pochłaniacz. Nie oczekiwałabym oczywiście, że po położeniu małego urządzenia w aucie już nigdy nie trzeba będzie używać nawiewu czy klimatyzacji do odparowania szyb. Tak samo jak w domu, jest to raczej dodatkowy sposób na ograniczanie niewielkiej ilości wilgoci, a nie zamiennik wentylacji. Jeśli w samochodzie regularnie zbiera się dużo wody, mokra jest wykładzina albo szyby parują wyjątkowo mocno, warto poszukać przyczyny – chociażby mokrych dywaników, niedrożnych odpływów czy nieszczelności.

Do zwykłej jesiennej wilgoci mały pochłaniacz może być jednak wygodnym dodatkiem właśnie dlatego, że podczas działania nie potrzebuje przewodu. Ma tylko około 13 cm szerokości, więc łatwo go przenosić, ale w aucie trzeba znaleźć dla niego bezpieczne, stabilne miejsce, w którym nie będzie przesuwał się podczas jazdy ani przeszkadzał kierowcy. Sama nie kładłabym żadnego luźnego przedmiotu na desce rozdzielczej. Po nasyceniu granulatu wystarczy zabrać urządzenie do domu i przeprowadzić regenerację zgodnie z instrukcją. To rozwiązanie szczególnie podoba mi się przed jesienią, kiedy ten sam problem pojawia się w kilku miejscach naraz – wilgotniejsza łazienka, suszące się pranie i zaparowane auto stają się właściwie codziennością.