Jesienią mam jeden powtarzający się problem: mogę siedzieć w ciepłym swetrze, a stopy i tak po godzinie przy biurku robią się lodowate. Grube skarpety pomagają tylko do pewnego momentu, a podkręcanie ogrzewania w całym mieszkaniu tylko po to, żeby ogrzać nogi, nie zawsze ma sens. Od kilku lat mam na takie dni swój sposób i wyciągam go z szafy, gdy tylko zaczynają się chłodne wieczory. W tym sezonie znalazłam w sklepie bardzo podobne rozwiązanie.
Ogrzewacz stóp zamiast kolejnej pary grubych skarpet. W Euro kosztuje mniej niż 100 zł
W RTV Euro AGD znalazłam ogrzewacz stóp Vesta EEB06, który obecnie kosztuje 84,99 zł z kodem rabatowym, zamiast 99,99 zł. Wygląda trochę jak ogromny, miękki bucik, do którego wkłada się obie stopy jednocześnie. Jest szary, ma pluszowe wykończenie i wysokie boki, dlatego ciepło nie trafia wyłącznie pod podeszwy. Otulone są również boki stóp i okolice kostek.
Zobacz także:
fot: euro.com.pl
Mój ogrzewacz nie jest tym samym modelem – kupiłam go dobrych kilka lat temu – ale działa dokładnie na tej samej zasadzie. Jesienią i zimą korzystam z niego przede wszystkim podczas pracy przy komputerze albo wieczorem, gdy długo siedzę na kanapie. W moim przypadku różnica między zwykłym kocem a takim rozwiązaniem jest spora, bo koc przede wszystkim zatrzymuje ciepło, a tutaj dostaję dodatkowe źródło ogrzewania dokładnie tam, gdzie go potrzebuję.
Vesta ma cztery poziomy grzania, więc temperaturę można dopasować do sytuacji. To ważne, bo po powrocie ze spaceru możemy mieć ochotę na mocniejsze grzanie, a podczas dłuższego siedzenia przy biurku wystarczy znacznie delikatniejsze.
Nie muszę ogrzewać całego pokoju dla dwóch zimnych stóp. Przy biurku robi to różnicę
Właśnie dlatego lubię takie małe urządzenia w okresie przejściowym. We wrześniu czy październiku zdarzają się dni, kiedy w mieszkaniu nie jest jeszcze naprawdę zimno, ale siedząc bez ruchu przez kilka godzin, zaczynam marznąć. Wtedy ustawianie kaloryfera na wysoką temperaturę wydaje mi się przesadą.
fot: archiwum prywatne/Story.pl
Ogrzewacz stóp daje ciepło miejscowo, więc może być praktycznym dodatkiem podczas pracy z domu, czytania książki czy oglądania serialu. Oczywiście nie zastąpi ogrzewania pomieszczenia, gdy temperatura rzeczywiście mocno spadnie, ale nie zawsze tego potrzebujemy. Czasem problemem jest właśnie wielogodzinne siedzenie w jednej pozycji.
Przy wyborze takiego sprzętu zwróciłabym też uwagę na sterowanie. W tym modelu na przewodzie znajduje się kontroler, którym można włączać urządzenie i zmieniać ustawienia bez wyciągania stóp z ciepłego wnętrza. Jest również zabezpieczenie przed przegrzaniem, a urządzenie automatycznie wyłącza się po 90 minutach. To szczególnie przydatne wieczorem, kiedy łatwo zapomnieć, że sprzęt nadal pracuje.
Wieczorem klimat zrobią te dekoracje: Takie lampki widziałam już nieraz, ale w takim wydaniu po raz 1. Pepco robi jesienny klimat za śmieszne 15 zł
Mięciutki „bucik” szybko może się zabrudzić. Na szczęście środek da się wyjąć
Przy ogrzewaczu stóp jest jeszcze jedna rzecz, o której warto pomyśleć przed zakupem – czyszczenie. W końcu regularnie wkładamy do środka stopy, często w skarpetkach noszonych przez cały dzień. Dlatego możliwość wyjęcia wewnętrznego wkładu jest według mnie dużo ważniejsza, niż może się początkowo wydawać.
W ogrzewaczu Vesta wkład można wyjąć i wyprać ręcznie w temperaturze 30 stopni. Sama przy podobnym sprzęcie pilnuję też prostej zasady: wkładam do niego wyłącznie suche stopy i co jakiś czas zostawiam wnętrze całkowicie otwarte, żeby się przewietrzyło. Dzięki temu łatwiej zachować materiał w dobrym stanie przez kolejne sezony.
Po kilku latach używania podobnego „bucika” wiem też, że najlepiej znaleźć mu jedno stałe miejsce. U mnie stoi przy biurku i nie muszę za każdym razem wyciągać go z szafy. Gdy wieczorem zaczynam marznąć, po prostu wkładam stopy do środka. Niby drobiazg, ale właśnie takie proste rozwiązania najbardziej doceniam jesienią – zwłaszcza zanim przyjdzie moment, kiedy naprawdę trzeba porządnie ogrzać całe mieszkanie.

Obserwuj nas na Google







