Wystarczy, że zrobi się ciemno, a od razu mam ochotę zapalić kilka świeczek, zaparzyć herbatę i zaszyć się pod kocem. Szczególnie w listopadzie, kiedy już po południu za oknem robi się ponuro. Lubię to delikatne, ciepłe światło, które sprawia, że nawet zwyczajny wieczór w salonie nabiera przyjemnego klimatu.
Nie przepadam jednak za pilnowaniem płomienia, kapiącym woskiem i ciągłym kupowaniem nowych świeczek. Dlatego zainteresowały mnie świece LED Gudmund z Jysk, które na pierwszy rzut oka trudno odróżnić od klasycznych.
Zobacz także:
Świece LED z Jysk kosztują grosze. Wyglądają jak tradycyjne, ale nie brudzą obrusa
W Jysk znalazłam komplet dwóch świec Gudmund w przepięknym kolorze ciemnej oberżyny. Kosztuje obecnie 21,50 zł, czyli 10,75 zł za sztukę. Wcześniejsza najniższa cena z 30 dni wynosiła 23,50 zł za opakowanie. Niby niewielka obniżka, ale przy takiej cenie trudno narzekać.
Zainteresował mnie przede wszystkim materiał. Świece mają woskową powierzchnię, dzięki czemu przypominają tradycyjne świece stołowe, a nie plastikowe dekoracje. Są smukłe, mają po 29 cm wysokości i 2 cm średnicy. Bez problemu można więc ustawić je w świecznikach o odpowiednio dopasowanych otworach.
fot: jysk.pl
Ich największą zaletą jest jednak brak prawdziwego płomienia. Nic się nie topi, nie kapie na obrus ani nie zostawia zacieków na świeczniku. Nie trzeba też martwić się, że świeca wypali się podczas długiego wieczoru. Światło ma ciepłą barwę 2700 K, która dobrze pasuje do przytulnego oświetlenia salonu. Zamiast ostrego blasku otrzymujemy delikatną poświatę, przypominającą płomień tradycyjnej świeczki.
Nie muszę pamiętać o zapalaniu świec. Sprytny timer robi to za mnie
Najbardziej spodobała mi się funkcja, której początkowo nawet nie brałam pod uwagę. Świece z Jysk mają wbudowany czasomierz. Po uruchomieniu świecą przez 6 godzin, następnie wyłączają się na 18 godzin i ponownie rozpoczynają cykl. Wyobraź sobie, że włączasz je o 17:00, kiedy wracasz do domu. Będą świecić do 23:00, a kolejnego dnia uruchomią się o tej samej porze. Bez codziennego naciskania przycisku i pamiętania o wyłączaniu dekoracji przed snem.
Na stronie Jysk znalazłam nawet opinię klientki, która chwaliła właśnie działanie timera. Inna użytkowniczka napisała, że korzysta z akumulatorków, a jedno ładowanie wystarcza jej nawet na pięć miesięcy. To oczywiście indywidualne doświadczenie, zależne od zastosowanego zasilania.
Do działania kompletu potrzebne są cztery baterie AAA, po dwie na każdą świecę. Trzeba dokupić je osobno. Warto również pamiętać, że świece przeznaczone są do pomieszczeń, a woskowa powierzchnia nie powinna znajdować się blisko źródeł wysokiej temperatury.
Czytaj także: Mąż kazał mi się uspokoić z ozdobami, a ja nawet firanki świąteczne dorwałam. Koronkowe, z haftem i za 4 dyszki
Oberżyna wygląda obłędnie w salonie. Z czym połączyć tak elegancki kolor?
Kolor ciemnej oberżyny ma w sobie coś wyjątkowego. Jest głęboki, nasycony, z delikatną domieszką brązu i śliwkowego fioletu. Nie wygląda tak surowo jak czerń, ale nadal pasuje do eleganckich, stonowanych wnętrz.
Ja ustawiłabym takie świece na drewnianym stole, w ceramicznych świecznikach w odcieniu karmelu. Obok wystarczy niewielka taca, kilka szyszek albo gałązki świerku. Na świątecznym stole pięknie zagrają również ze złotymi sztućcami, kremową zastawą i lnianym obrusem.
W niewielkim salonie można wykorzystać je na komodzie, ustawiając obok książek i ceramicznego wazonu. Nie trzeba od razu kupować całej kolekcji dekoracji. Dwie wysokie świece potrafią stworzyć przyjemny akcent kolorystyczny, szczególnie gdy reszta dodatków pozostaje neutralna.
Przy świątecznym nakryciu stołu doceniłabym jeszcze jeden szczegół. Brak otwartego płomienia pozwala uniknąć przypadkowego kapania wosku podczas kolacji. Mimo to dekoracje warto ustawić stabilnie, poza zasięgiem małych dzieci. A po sezonie wystarczy przechować je w suchym miejscu i wyjąć ponownie przy następnej okazji.

Obserwuj nas na Google







