Najbardziej nie lubię takiego sprzątania, które ciągnie się przez pół dnia. Zdecydowanie wolę na bieżąco przetrzeć blat, stół czy okolice kuchenki, niż później walczyć z zaschniętymi zabrudzeniami. Z czasem zorientowałam się też, że duża liczba środków czystości wcale nie ułatwia mi zadania. Często połowa butelek stoi miesiącami, zajmuje miejsce, a ja i tak najchętniej sięgam po preparat, którym mogę wyczyścić kilka różnych powierzchni.

Sodowy płyn z Rossmanna kosztuje 12,99 zł. Jedną butelką można wyczyścić różne powierzchnie w kuchni

Przy ostatnim porządkowaniu szafki pod zlewem dotarło do mnie, ile mam w niej rozpoczętych opakowań. Jeden środek do blatu, drugi do kuchenki, kolejny do innych zmywalnych powierzchni. W praktyce ciągłe przekładanie butelek i zastanawianie się, czego tym razem użyć, zwyczajnie mnie irytuje. Dlatego zainteresował mnie sodowy środek czyszczący do kuchni Frosch, który znalazłam w Rossmannie.

Zobacz także:

Butelka ma 500 ml pojemności i kosztuje 12,99 zł. Producent opisuje go jako ekologiczny preparat przeznaczony do czyszczenia wszystkich zmywalnych powierzchni w gospodarstwie domowym. Dla mnie właśnie ta uniwersalność jest najciekawsza. Zamiast szukać osobnego preparatu do każdego miejsca, można mieć pod ręką jeden produkt do codziennego ogarniania kuchni.

fot: rossmann.pl

Na uwagę zasługuje również informacja dotycząca blatów. Według opisu producenta dzięki zawartości biologicznie czystej sody preparatu można używać na powierzchniach mających kontakt z żywnością, takich jak właśnie blaty kuchenne. To istotny szczegół, bo blat jest przecież jednym z tych miejsc, które przecieramy najczęściej.

Sam płyn ma niebieski kolor i znajduje się w butelce ze spryskiwaczem. Nie trzeba więc niczego rozcieńczać ani przelewać. Można po prostu sięgnąć po preparat wtedy, gdy podczas gotowania coś pryśnie albo po przygotowaniu posiłku na powierzchni zostaną zabrudzenia. Producent deklaruje również przyjemny, świeży zapach. 

Soda pomaga rozprawić się z tłustymi i zaschniętymi zabrudzeniami. W kuchni właśnie z takim brudem spotykamy się bardzo często

Kuchnia ma tę niewdzięczną cechę, że czasem wystarczy przygotować jeden obiad i już jest co sprzątać. Pryskający tłuszcz, okruszki, ślady po produktach spożywczych czy zabrudzenia pozostawione w pobliżu miejsca przygotowywania posiłków pojawiają się właściwie codziennie. Najgorzej, kiedy nie zauważymy ich od razu i zdążą zaschnąć.

Właśnie tutaj znaczenie ma formuła preparatu. Producent podaje, że środek Frosch bazuje na naturalnej sodzie i ma skutecznie usuwać tłuszcz, brud, a nawet mocno zaschnięte zabrudzenia. Nie oznacza to oczywiście, że każdy brud zniknie bez najmniejszego wysiłku. Przy starych zabrudzeniach czasami trzeba poświęcić powierzchni więcej uwagi. Sama wolę jednak nie dopuszczać do momentu, w którym kuchenkę czy blat trzeba długo szorować.

Czytaj także: Mąż usłyszał "zmieniamy płytki" i już złapał się za głowę. Potem pokazałam mu ten patent z Sinsay. Mamy kuchnię jak nową w 1 popołudnie

Soda nie pojawia się zresztą w kontekście domowych porządków przypadkowo. Jest dobrze znana jako składnik wykorzystywany podczas sprzątania, szczególnie gdy problemem są tłuste zabrudzenia. W przypadku gotowego preparatu nie trzeba jednak samodzielnie przygotowywać żadnych mieszanek i zastanawiać się nad proporcjami. Dostajemy produkt przeznaczony konkretnie do czyszczenia.

W moim przypadku największą różnicę w kuchni zrobiła jednak nie kolejna metoda sprzątania, ale regularność. Kiedy przecieram zabrudzone miejsca od razu po gotowaniu, późniejsze porządki zajmują mi znacznie mniej czasu. Nie czekam, aż drobne plamy zamienią się w warstwę zaschniętego brudu. To prosty nawyk, który naprawdę ogranicza ilość pracy.

Sprzątanie kuchni nie musi zabierać całego popołudnia. Kilka prostych nawyków pozwala szybciej zapanować nad bałaganem

Kiedyś zabierałam się za kuchnię dopiero wtedy, gdy uznawałam, że wymaga już porządnego sprzątania. Teraz robię inaczej. Po przygotowaniu posiłku poświęcam chwilę na miejsca, które faktycznie się zabrudziły. Dzięki temu nie muszę co kilka dni urządzać wielkiego szorowania całego pomieszczenia.

Pomaga mi również prosta kolejność. Zaczynam od wyższych powierzchni i dopiero później przechodzę niżej. Dzięki temu okruszki czy inne drobne zabrudzenia nie spadają na miejsca, które chwilę wcześniej wyczyściłam. Podłogę zostawiam na sam koniec. Niby drobiazg, ale dzięki temu nie wykonuję tej samej pracy dwa razy.

Druga zasada dotyczy kuchenki i przestrzeni wokół niej. Tłuste ślady najłatwiej zauważyć właśnie tam, dlatego nie odkładam ich usuwania na później. Podobnie postępuję z blatem. Po skończonym gotowaniu chowam produkty, usuwam okruszki i przecieram zabrudzone miejsca. Kilka minut wystarcza, żeby następnego dnia wejść do uporządkowanej kuchni.

Przekonałam się też, że nie ma sensu automatycznie sprzątać wszystkiego każdego dnia. Lepiej sprawdzić, które miejsca rzeczywiście tego wymagają. Fronty szafek, stół czy okolice kuchenki mogą brudzić się w zupełnie innym tempie. Takie podejście oszczędza czas i sprawia, że porządki przestają być wielkim zadaniem odkładanym na weekend.

Właśnie dlatego sodowy Frosch z Rossmanna wydaje mi się praktycznym rozwiązaniem przede wszystkim dla osób, które wolą sprzątać krótko, ale regularnie. Producent deklaruje możliwość stosowania go na wszystkich zmywalnych powierzchniach w gospodarstwie domowym, więc jedna butelka może mieć więcej niż jedno zastosowanie. A mniej rozpoczętych preparatów pod zlewem to przy okazji mniej bałaganu w samej szafce.